logo
logo
logo
logologologo
System reklamy Test
 

Jenifer


Odcinek #1.

- Kochanie, skończ już grać w szachy. Pora na obiad.
- Chwileczkę. Tylko dokończę.
- Mówiłeś mi już to samo piętnaście minut temu. Chodź.
- No dobrze. - Wstał niechętnie od stolika. - A co dzisiaj?
- Upiekłam pysznego indyka. Specjalnie dla Ciebie. - Pdparła Jenifer.
- Mniam. - Oblizał się Elmire i poszedł do jadalni.
Jenifer spojrzała swoimi czekoladowymi oczami na męża. Tak go kochała... Ale zdawało się jej, że jest zbyt zajęty swoją pracą... No, ale cóż, ważne, że z nią jest, i tyle.
Elmire był tak pochłonięty swoją pracą i nauką - cały czas się uczył. Był przywiązany do Jenifer, ale coś go ciągnęło do życia w samotności...
- Dostałem awans. - Powiedział jakby od niechcenia.
- To świetnie kochanie! - Ucieszyła się Jenifer i kontynuowała: - Urządzimy przyjęcie! Zaproszę Kaję, Elizabeth, Violette, a ty Nigela, Christophera...
- Hola! Nikt nie mówił, że urządzimy przyjęcie. Chcę spokojnie zrobić pracę. Ma być gotowa na jutro.
- No dobrze. - Westchnęła. - Ale jutro zaproszę koleżanki, czy chcesz, czy nie.
Elmire skinął głową. Poszedł do komputera, gdzie rozpoczął swoją pracę...
Jenifer zerknęła niecierpliwie na męża.
- Elmire, już 2:00 w nocy. Lepiej chodźmy spać, bo... - Nie dokończyła.
- Nie jest tak późno, więc ją dokończę. - Odwarknął.
- ... nie zdążysz do pracy. Uff, no dobrze, siedź tutaj. - Westchnęła.
Jenifer położyła się do łóżka. Zasypiając rozmyślała o tym, jak Elmire jest zapracowany. Urządzi przyjęcie. Na jego cześć.
- GDZIE MOJE ŚNIADANIE?! - Jenifer obudził wrzask.
- Już wstaję... - Mruknęła.
Pobiegła do kuchni i zrobiła porcję naleśników. Elmire szybko ją pochłonął i przebrał się w garnitur.
- Lecę do pracy - pozwiedzał i cmoknął ukochaną w policzek.
W czasie jego nieobecności Jenifer urządziła przyjęcie.
- Słuchajcie - naradzała się z gośćmi. - Zrobimy mu niespodziankę. Mam dla niego radosną nowinę.
Wszyscy skinęli głowami. Zabrali się do obiadu. A pyszny tort czekał na Elmire'a.

Odcinek #2.

- Niespodzianka! - Krzyknęli wszyscy, gdy Elmire przekroczył próg mieszkania.
- Jak było w pracy, kochanie? - Zapytała Jenifer i pocałowała go.
- Co tu się dzieje? - Zapytał groźnie.
- Przyjęcie na twoją cześć... A dodatkowo czeka tort, upiekłam go specjalnie dla ciebie. - Dodała.
- To już inna sprawa. - Uśmiechnął się i zabrał się do jedzenia.
Pod koniec imprezy Jenifer powiedziała mu o niespodziance.
- Kochanie... jestem w ciąży! Będziemy mieli dzidziusia! - Powiedziała radośnie.
- Co? W ciąży...? - Wymamrotał mąż.
- Co, nie cieszysz się? - Zapytała zdziwiona. - NIE CIESZYSZ SIĘ?
- Ekhem, to mu już pójdziemy. - Bąknął Christopher. - Już późno.
Wszyscy poszli do domu. Elmire i Jenifer zostali sami w kuchni.
- Ależ... to wspaniała nowina! - Rzekł sarkastycznie. - Idę pracować. Mam dużo roboty.
Po czym poszedł do swojego gabinetu.
Została sama w kuchni. Rozpłakała się. Po chwili szlochania, pochlipując, zabrała się do zmywania naczyń.
Elmire siedziała w gabinecie i rozmyślał nad całym swoim związkiem. No tak, myślał, to przecież pułapka biologiczna. Nic już nie poradzi. Zostanie w domu jeszcze kilka dni...
Jenifer zasnęła płacząc w poduszkę. Spała głęboko, ale było jej zimno. Obudziła się o czwartej rano.
Spojrzała na swój brzuch. Był znacznie większy. Myślała, że może uda jej się jeszcze udobruchać męża, więc skierowała się do jego gabinetu. Nie było go tam. Nie było też jego komputera. Nie było go w łazience. Ani w kuchni. Ani w salonie. W sypialni przeszukała szafę Elmire'a. Nie było jego rzeczy.
Rozpłakała się na dobre.
Ale musiała się jakoś pozbierać, więc zadzwoniła do Kaii.
- Halo? - Usłyszała zaspany głos przyjaciółki.
- Słuchaj, masz czas do mnie przyjść? Musimy porozmawiać. - Powiedziała, pochlipując.
- Jasne. Zaraz będę - Rzekła Kaja i odłożyła słuchawkę.

Odcinek #3.

Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Hej. - Odezwała się pierwsza Kaja.
- Hej. - Burknęła Jenifer. - Wchodź.
Przygotowała kawę i ciasto.
- Nie uwierzysz, co się stało! - Zaczęła.
- Raczej uwierzę.
- Elmire się wyprowadził! - Krzyknęła, po czym wybuchła płaczem.
Kaja zaczęła pocieszać przyjaciółkę:
- Nie martw się, to wredny cham... Do tego miał za blisko osadzone oczy. - Zażartowała, po czym obie zaczęły się skręcać ze śmiechu.
- A wtedy Christopher powiedział, że nie mógł znaleźć skarpetek! - Śmiała się Kaja. Obie leżały na ziemi.
- Faceci są głupi. - Stwierdziła Jenifer.
- Faktycznie. Ale ja mojego i tak kocham. - Odparła przyjaciółka.
- Dzięki, bardzo mi pomogłaś. Jestem już szczęśliwa, choć nie do końca...
- Ej. - Kaja przytuliła Jenifer. - Po burzy zawsze jest słońce.
Jenifer uśmiechnęła się.
- Dzięki. Papa - Pożegnała się.
Po tym wesołym dniu Jenifer zasnęła. Nagle obudziła się z potwornym bólem brzucha. Usiadła na łóżku i zaczęła stękać. Po dziesięciu minutach wysiłku ujrzała swojego dzidziusia!
- Córeczko... - Westchnęła i objęła dziecko. - Szkoda, że nie będziesz miała tatusia...
Mała zaczęła gaworzyć i wymachiwać rączkami. Złapała swoją mamę za nos. Ta z kolei zaczęła się śmiać.
- Tak... Twój biologiczny ojciec niech się tu nie pokazuje. Ja dam ci imię. - Zastanowiła się chwilę. - Hm... Może Amber? Nie... Wiem! Ruby!
Gdy dziewczynka usłyszała swoje imię po raz pierwszy się uśmiechnęła.

Odcinek #4.

Ruby coraz szybciej rosła. Maleństwo zaczęło już chodzić.
Niedawno Jenifer nauczyła ją, po co istnieje nocniczek i do czego służy.
- Mama! - To było jej pierwsze słowo. Od paru miesięcy Jenifer pierwszy raz poczuła, że jest szczęśliwa.
Po chwili dziecko oświadczyło, że jest głodne i nie pogardziło by butelką mleka (czyli powiedziało "am-am"). Mama pospieszyła do kuchni i po chwili przyniosła jedzenie małej.
- Bardzo Cię kocham córeczko. - Powiedziała i cmoknęła Ruby.
Dziewczynka zaczęła się śmiać, ponieważ Jenifer zabrała się do łaskotania małej. Potem poczytała jej książkę.
Po jakimś czasie dziecko zaczęło pocierać oczka piąstkami i ziewać. Została zaniesiona do łóżeczka.
- Jutro już Twoje urodziny. - Szepnęła mama Ruby i pogłaskała ją po główce. "Boże, wczoraj dopiero co się urodziła" pomyślała.
- Sto lat, sto lat! - Wołali zebrani.
- Chodź kochanie, zdmuchniesz świeczki. - Jenifer zachęciła córeczkę.
Kupiła swojej córce sukienkę, piżamę i strój kąpielowy. O bieliźnie i jeansach z bluzką też nie zapomniała.
Ruby zdmuchnęła świeczki. Wszyscy wzięli po kawałku tortu. W tym czasie dziewczynka poszła do swojego pokoju się przebrać.
Jenifer usłyszała dzwonek do drzwi.
- Zaczekajcie, otworzę! - Zawołała.
Otworzyła drzwi i stanęła jak wyryta.
- Cześć.
- Cze-cześć... - Wyjąkała.
- Przyszedłem na urodziny swojej córki.
- Więc zainteresowałeś się w końcu swoim dzieckiem? Za późno. - Warknęła.
Elmire nawet na nią nie spojrzał i wparował do domu. Podszedł do małej dziewczynki w jeansach i zielonej bluzce.
- Więc to moja córka. - Uśmiechnął się. - Ma moje oczy.
Po tych słowach objął ją. Ruby spojrzała pytająco na matkę zza ramienia mężczyzny.
- Elmire, możemy porozmawiać? - Zapytała Jenifer, wskazując na drzwi jego starego gabinetu.

Odcinek #5.

- Po co tutaj wróciłeś? - Zapytała gniewnie. - Żeby wtrącać się w moje życie?
- Nie... Kochanie, ja naprawdę żałuję tego, co zrobiłem... Chciałbym zacząć od początku. - Wyrzucił z siebie Elmire.
- Cieszę się, że masz dobre chęci, ale niestety już za późno. Mam własne życie, w którym mi jest dobrze bez Ciebie. - Wyjaśniła Jenifer.
Nie odpowiedział. Powoli się do niej przybliżył.
- Kochanie... Bardzo tęskniłem... - Powiedział rozpaczliwie.
- Nie mów do mnie "kochanie"! Wyjdź stąd, albo...
Nie zdążyła dokończyć, gdy ten ją gwałtownie pocałował...
Obudziła się o drugiej w nocy. Obok niej leżał Elmire w samej bieliźnie.
- No nie! - Wrzasnęła Jenifer.
- Co się stało? - Wymamrotał półprzytomny.
- Wyjdź stąd! Idź do domu! - Wcisnęła mu w garść jego ubrania i wystawiła go za drzwi.
- Co ja narobiłam? - Rozpaczała, gdy zobaczyła przez okno, że kochanek idzie do domu. - Straszny pasztet.
Płakała i płakała, aż w końcu zasnęła. Obudziła ją Ruby.
- Mamo, mamo, wstawaj!
Jenifer podniosła głowę.
- Mamo, dlaczego masz takie zapuchnięte oczy? - Zdziwiła się córka.
Nie odpowiedziała. Wstała, poszła do łazienki i się umyła. Wróciła ubrana i odświeżona.
- I co kochanie, o której do szkoły? - Zapytała wesoło.
- Dzisiaj sobota! Ale pójdziemy do parku, jak obiecałaś! Prawda?
- Oczywiście. Tylko zjemy śniadanie.
- Ach... Świeże powietrze.
- Mamo, idę się pohuśtać!
Jenifer skinęła głową i usiadła na ławce niedaleko.
- Mogę się przysiąść? - Usłyszała znajomy głos.


© Copyright 2005 - 2009 www.sims.fan.pl