logo
logo
logo
logologologo
System reklamy Test
 

Prawdziwa miłość


Odcinek #1.

Ona miała na imię Ula. Jej mama nie żyła, a ojciec był pastorem. Byli biedni. Chodziła do szkoły. Pomagała innym dzieciom w nauce. On miał na imię Bartek. Mieszkał z matką, jego ojciec odszedł od nich. Nie odzywał się do ojca. Nie byli biedni, ale nie byli bardzo bogaci. Był w paczce z Kaśką, Moniką, Jackiem i Konradem, bardzo różnił się od Uli.
Bartek, Kaśka, Monika, Jacek i Konrad przyjechali późnym wieczorem nad odkryty basen. Czekali na jednego kolesia który miał być "nowy". Po 10 minutach przyjechał.
- No, jesteś! 10 minut spóźnienia. - Powiedział Konrad.
- Sory. Co mam zrobić? - Zapytał zdesperowany Michał.
- Wejdziemy tam na górę. I... skoczymy. - Powiedział Bartek. - Skoczę z Tobą.
Było to 20 metrów nad basenem. Weszli na górę.
- Na 3. - Powiedział Bartek. - 1... 2... 3...
I Michał skoczył, a Bartek śmiał się. Z dołu słyszał odgłosy śmiejących się kolegów z naiwności Michała.
- On nie żyję! - Krzyknęła w pewnym momencie Monika.
Michał nie wynurzał się z wody. Bartek zszedł ze skoczni i wskoczył do basenu. Wyciągał go, a tu strażnik zaczął biec w ich stronę. Każdy powsiadał do swoich aut. Bartek jednak chciał mu pomóc, ale słyszał, że policja zbliża się. Wsiadł w samochód. Jechał jak wariat, ale niestety uderzył w coś i policja go złapała...

Odcinek #2.

Na drugi dzień Bartek wrócił do domu. W szkole...
- No i co powiedziałeś na policji? - Wypytywała się jego paczka.
- Powiedziałem, że przejeżdżałem tamtędy i zobaczyłem leżącego Michała i chciałem mu pomóc, ale uciekłem, bo bałem się, że będę zamieszany. - Powiedział wszystko Bartek.
Wszyscy zaśmiali się. Zobaczyli Ulę. Ich śmiech tym bardziej był głośny.
- Patrzcie... Znowu ma ten sweterek. Hahaha. Ma go już od 4 lat. - Mówiła Kaśka.
Wszyscy zaśmiali się.
- Ładny sweterek. - Powiedziała Monika powstrzymując się od śmiechu.
- Dzięki. - Powiedziała Ula i poszła do szkoły.
Wszyscy zaczęli się śmiać. Najbardziej Konrad.
- Dzięki. - Udawał Ulę.
W szkole dyrektor wezwał Bartka. Wyznaczył mu karę.
- Będziesz pomagał woźnemu sprzątać po lekcjach, a w sobotę będziesz dawał korepetycje i wystąpisz w szkolnym przedstawieniu. - Powiedział dyrektor
- Chyba żartujesz. - Odpowiedział Bartek.
Niestety musiał to robić. Gdy sprzątał widział tam Ulę, która pomagała dzieciom w nauce. Gdy był w sobotę gdzie dawał korepetycje widział tam Ulę. A na szkolnym przedstawieniu... widział Ulę!

Odcinek #3.

Jak się okazało Bratek z Ula mieli zagrać główne role. Bratek nie za bardzo wiedział jak co mówić. Nie powiedział kolegom i... pojechał do Uli i poprosił o pomoc. Wiedział, ze jak się to wyda to będzie obciach!
Ojciec Uli nie bardzo się na to godził. Ale wiedział, ze Ula nie da się skrzywdzić.
- A wiec pomożesz mi? - Zapytał Bratek
- Pod jednym warunkiem....
- Jakim?
- Ze się we mnie zakochasz.
Bratek o mało co nie wybuchnął śmiechem.
- Mowie serio.
I tak zaczęli się uczyć roli Bartka spotykali się dość często. Gdy nadszedł dzień przedstawienia... Bartek miał tremę. I na koniec przedstawienia zapomniał tekstu... Wiec wtedy... pocałował Ule! Kurtyna zasłoniła ich, bo był to koniec przedstawienia. Ula nie wiedziała co mówić, robić. Bartek wybiegł... Spotkał swojego ojca...
- Nie chce z Tobą rozmawiać! Rozumiesz?
Bartek nienawidził swojego ojca.
- No, synku gratuluje. - Pochwaliła Bartka jego mama.
Bartek nie wiedział co mówić. Na drugi dzień pojechał do Michała do szpitala.
- Yyy... przepraszam.
- Taaa... fajnie! - Powiedział Michał. - Wiesz... wyjdź stad, no już!
Bartek odszedł, pojechał na spotkanie z: Monika, Kaśka, Konradem, Jackiem...

Odcinek #4.

- Ale ja pocałowałeś no, no, no. - Śmiała się Kaśka.
- Ahhh... To było takie romantyczne. - Śmiali się.
- Wiecie co? Powiem Wam jedno... zakochałem się.
Odjechał. Cała paczka nie wiedziała co mówić. Ula w tym czasie jechała na cmentarz. Patrzyła przez teleskop na gwiazdy, śledził ja Bartek.
- Ula, Ula!
- Bartek?
Bartek przybiegł do niej.
- Co tu robisz? - Zapytali jednocześnie.
Zaczęli się śmiać.
- Ja ... ja lubię tu patrzeć przez mój teleskop na gwiazdy.
- Aha.
- A Ty?
- Ja... ja Cię śledziłem.
- Och Ty! Wiesz... - Szli. - Marzę o zbudowaniu ogromnego teleskopu.
- Na pewno się uda.
- Ten też zbudowałam sama. Chcesz popatrzeć?
- Jasne.
Patrzył na gwiazdy. Choć dużo o nich nie wiedział. Potem Ula. Za chwile leżeli na trawie i patrzyli się w niebo. Było bardzo romantycznie.
- Ja... Cię kocham. - Powiedział Bartek.
- Co?!
Pocałował ją...

Odcinek #5.

Bartek odwiózł Ulę do domu. Zobaczył tam jej ojca, który było widać, nie był zadowolony, że to Bartek ją odwiózł. Rano wstał i pobiegł do szkoły. Na każdej przerwie rozmawiał z Ulą. "Przyjaciele" śmiali się z niego. On kochał Ulę z każdym dniem coraz bardziej. Po lekcjach pojechał do sklepu z ciuchami, a potem do... Uli!
- Cześć Ula! - Powiedział.
- Bartek? Hej!
Wręczył jej prezent.
- Co to?
- Zobacz.
Ula otworzyła prezent. Był to... sweter! Ula przytuliła się do Bartka.
- Dziękuje... jest śliczny.
Siedzieli na ławce i gadali, zrobiło się ciemno.
- Może w sobotę wyskoczymy do restauracji na kolacje?
- Ja chętnie, ale wiesz... mój tatuś. - Powiedziała Ula.
- Aha, rozumiem.
Bartek zszedł z góry i poszedł do taty Uli.
- Przepraszam...
- Tak, młodzieńcze? - Powiedział pastor.
- Czy zgodzi się Pan, żebym w sobotę zabrał pańską córkę na kolacje.
- Nie.
- Ale, ja proszę!
- Nie!
Bartek poszedł do Uli. A potem pojechał do domu...

Odcinek #6.

Rano pojechał do klasztoru, gdzie jak się spodziewał, zastał tatę Uli. Poszedł do spowiedzi. Spowiadał się u Ojca Uli. Gdy skończył kamień spadł mu z serca.
- Proszę Pana... - Zaczął. - Pozwoli mi Pan ją w sobotę zabrać? Proszę...?
- Ech... Nie wiem... No dobrze. Ale masz ją odprowadzić nie później niż o 22!
- Dobrze. - Powiedział
Gdy wychodził rzucił.
- Dziękuję.
Pojechał do Uli powiadomić ją o tym. Ona była w siódmym niebie. Opowiedziała mu, że musi kilka rzeczy w życiu zrobić. Po 1. być w dwóch miejscach jednocześnie, po 2. mieć tatuaż, a reszty nie może zdradzić. Bartek pojechał.
Następnego dnia był piątek. Rano pojechał po Ulę do szkoły. Po szkole pojechał do domu. Ula zaprosiła go wieczorem na cmentarz do patrzenia przez teleskop na gwiazdy. Bartek zgodził się i umówili się o 19:00, że Bartek po nią przyjedzie. O 18:30 pojechał po Ulę.
- Och... lubię patrzeć... uwielbiam! Kilka razy znalazłam nawet nową gwiazdę. - Powiedziała Ula.
- Opowiedz mi coś o tych gwiazdkach i o tym wszystkim!
Ula opowiadała, a on słuchał. O 22:00 odwiózł ją. Był szczęśliwy, że znalazł taką małą gwiazdeczkę, jak ona...

Odcinek #7.

Rano Ula jak zwykle uczyła się. Choć dziś nie tak dokładnie jak zawsze. Przez cały dzień myślała co ubrać na wieczór. Około godziny 13 nie wytrzymała już i poszła szperać w szafie. Pomyślała, że zrobi Bartkowi przyjemność i że ubierze różową sukienkę i do tego ten różowy sweter który jej kupił. Cały dzień myślała o randce. Była biedna i skromna więc nawet nie miała kosmetyków więc już był o jeden problem mniej. Tymczasem Bartek czuł motylki w brzuchu. Umówili się o 17.
Obiecał Uli, ze pierwsze ją gdzieś zabierze, a potem pojadą do restauracji.
- Mamo biorę samochód, okej? - Powiedział mamie.
- Bierz, bierz.
Punkt 17. Bartek był u Uli.
- Cześć! - Powiedzieli sobie wzajemnie.
Bartek poszedł się również przywitać z ojcem Uli.
- Dzień Dobry! - Powiedział.
- Dzień Dobry. Wiesz o której masz ją przywieźć?
- Oczywiście. O 22.
Choć Ula była już dorosła była posłuszna ojcu. Kochała go i cieszyła się, że go ma. Wsiadła do samochodu i ruszyli. Pojechali do granicy miasta.
- Daj jedną nogę tu, a drugą tu. - Powiedział Bartek.
Ula zrobiła to.
- No widzisz! Już jesteś w 2-óch miejscach naraz! - Powiedział.
Wsiali do samochodu. Wyciągnął z kurtki tatuaże.
- Wybierz jeden. Yhy, okej. A teraz gdzie? Okej... - Mówił Bartek.
I... zrobił jej tatuaż!

Odcinek #8.

Była 19. gdy dojechali do restauracji.
- Co zamawiamy? - Zapytał Bartek.
- Hmm... Może... Nie wiem! - Zaśmiała się.
- I ja nie wiem... Może jakąś sałatkę?
- O!
Wybrali sałatkę i rozmawiali. O sobie. Bartek zdradzał sekrety i Ula. Gdy kelner przyniósł sałatkę zabrali się do konsumowania.
- Ubrałaś ten sweter. - Uśmiechnął się Bartek. - Tak. Chciałam Ci zrobić przyjemność.
Potem rozmawiali i jedli.
- Zatańczmy. - Namawiała Bartka Ula.
- Ale ja nie umiem... - Wykręcał się.
- Oj, chodź, chodź! - Zaśmiała się.
- No... dobra.
Poszli na parkiet. No niestety Bartek cały czas deptał Ulę. Ale Ula śmiała się. Bardzo kochała Bartka i czy umiał tańczyć czy nie to kochała go. Potem wypili wino.
- No musimy już iść. Ale... - Mówił Bartek.
- Tak? - Odpowiedziała Ula.
- Ech... Wyjdziesz za mnie?
Ula rozpłakała się i wybiegła. Bartek gonił ją, ale ona biegła. W końcu ja złapał.
- Ula co się stało?!
- Nie...
- Dlaczego? Uluś proszę powiedz o co chodzi...
- Ja... ja jestem chora.
- Na co?
- Na... na białaczkę...

Odcinek #9.

Ula uciekła od niego. Bartek roztrzęsiony siedział w samochodzie.
- Moja ukochana? Ula? Ula jest chora na... na białaczkę?! Nie... nie możliwe! - Pomyślał i pojechał do domu. Całą noc myślał nad tym. Ok. godz. 4 pojechał do niej pod dom. Zaczął robić... dla niej... ogromny teleskop o którym marzyła.
- Chłopcze co ty robisz? - Obudził się pastor.
- Yyy...
- Naprawdę? Dla niej? - Nie czekał na odpowiedź.
- Tak...
- Chłopcze, dziękuję Ci... pomóc Ci?
- Z chęcią.
Robili i robili. Musieli zdążyć, mieli tylko 4 dni do tego wielkiego zachodu słońca.
- Uda nam się. - Powtarzał ojciec Uli.
Co noc robili go. Gdy Ula dowiedziała się była w siódmym niebie.
Właśnie w dniu tego zachodu słońca... Ula... Źle się poczuła.... Odwieźli ją do szpitala.
- Jej stan pogorszył się. - Powiedział lekarz Bartkowi i ojcu.
Bartek miał łzy w oczach.
- Proszę pana...
- Tak?
- Jeśli Ula zgodzi się to... udzieli nam Pan ślubu? Pastor uściskał Bartka. A on poleciał do Uli...

Odcinek #10.

Gdy wszystko jej powiedział wpadł na pomysł. Nie powiedział jej o tym tylko pojechał do swojego taty, który był lekarzem. Pukał i pukał. W końcu ojciec otworzył mu.
- Bartek? - Zapytał na pół śpiąco.
- Tak, tato. - Powiedział.
Zaczął płakać. Opowiedział ojcu o chorobie Uli i o niej samej. Ojciec jednak nie znał się akurat na białaczce. Bartek nie mógł, a raczej nie chciał tego przyjąć do zrozumienia.
- Tato... zawiodłem się! - Krzyknął i wybiegł.
Pojechał do swojego domu. Całą noc myślał o Urszuli i o ich ślubie.
Na następny dzień Bartek poszedł do mamy i opowiedział jej o swojej dziewczynie, oraz o ich wspólnych planach. Jego mama rozpłakała się.
- Mamo... czemu płaczesz? Ale powiem Ci jedno... nic nie przerwie naszej miłości!!!
- Nie, synku... Nie o to chodzi... To wzruszenia... - Rozpogodziła się. - I cieszę się, że tak o niej myślisz, o Was.
Przytulili się wzajemnie.
Bartek, gdy zjadł śniadanie pojechał do swojego ojca. Przeprosić go oraz powiedzieć o ślubie.
- Synku cieszę się z Twojego szczęścia i to bardzo.
Uścisnęli się. Bartek pojechał do Uli.
- Cześć! - Powiedział i cmoknął ją w policzek.
- Hej... - Powiedziała.
Zaczęli dyskutować nad datą ślubu. Postanowili za... 2 dni!

Odcinek #11.

Te 2 dni dłużyły się dla Uli i Bartka. A z nią było coraz gorzej... Ale w końcu wszystko się odbyło...
- Bartłomieju Arkadiuszu Jabłczyński czy bierzesz za żonę Urszulę Marię Krzyżakowską? - Zapytał wzruszony pastor.
- Tak. - Odpowiedział.
- A czy Ty Uruszulo Mario Krzyżakowska, czy bierzesz za męża Bartłomieja Arkadiusza Jabłczyńskiego?
- Tak.
Bartek pocałował Ule.
Nie było wesela. Rodzice Bartka jak i tata Uli bardzo się cieszyli. I Ula i Bartek byli bardzo szczęśliwi. W końcu się kochali...
Po 3 tygodniach... Urszula zmarła... Bartek długo o niej myślał... I wiedział, że zawsze o niej będzie pamiętać... W końcu to jego pierwsza, prawdziwa miłość...

KONIEC.
© Copyright 2005 - 2009 www.sims.fan.pl