logo
logo
logo
logologologo
System reklamy Test
 

Wakacje z rodziną


Odcinek #1.

Na początku wakacji do Werony przyjechała rodzina. Nosili nazwisko Czubernat. W Weronie mieszkała matka Mileny, która była wdową. Milena miała męża (Pawła) i 2 córki - jedna na imię ma Dominika (lat 11), a druga starsza - Edyta (lat 14). Gdy przyjechali, Teresa (matka Mileny) przywitała ich w drzwiach bardzo gorąco.
- Jak to miło, że przyjechaliście! Nie mogłam się już Was doczekać, czekałam całe popołudnie!
- Mamo jest dopiero 15:00. - Powiedziała Milena.
- Jak wy wyrosłyście dziewczynki!
Dziewczyny uśmiechnęły się.
- Proszę wejdźcie chyba nie będziecie stać w drzwiach.
Czubernatowie weszli do salonu i zajęli miejsca.
- Jesteście na pewno głodni. - Powiedziała Teresa.
- Nie, nie jesteśmy, jedliśmy już obiad w domu. - Powiedział Paweł.
- Upiekłam dla Was szarlotkę.
- O tak, babciu ja uwielbiam szarlotkę! - Powiedziała Dominika.
- Dlaczego nie przeprowadzicie się do Werony? To jest piękne miasto. Tylko mieszkacie w tym Miłowie…
- Nasz dom to Miłowo. - Powiedziała Milena.
- To na ile tu zostajecie?
- Gdzieś na 2 tygodnie.
- Co? Dwa tygodnie? Tak krótko?
- No tak, przecież nie będziemy Ci robić kłopotu…
- Ale przecież to żaden kłopot! Możecie tu zostać nawet całe wakacje!
Teresa poszła po szarlotkę, później jedli, aż nastała noc.
- Mamo która godzina? - Zapytała się Edyta.
- Około 20:00.
Nagle zgasło światło. Zrobiło się bardzo ciemno.
- Mamo co jest? - Przerwała ciszę Dominika.
- Trzeba jak najszybciej poszukać latarki, albo świecy!
Wszyscy szukali. Aż w końcu znaleźli. Zapalili świecę, a Edyta powiedziała mamie:
- Mamo, ciemno jest, może połóżmy się spać.
- Jeszcze się nie rozpakowaliśmy.
- O jejku no tak! Prądu może nie być przez całą noc.
- UWAGA!!! Musimy iść spać! Niestety w ubraniu!
Wszyscy się położyli.

Odcinek #2.

Dominika nie mogła spać przez całą noc. Nawet oka nie zmrużyła. O godzinie 8:00 obudził się Paweł i zszedł na dół. Matka Mileny przygotowywała śniadanie. Zauważyła go.
- O! Już się obudziłeś Pawełku! I jak się spało?
- Może być.
- Nie martw się, to dopiero pierwsza noc. Siadaj do stołu, niedługo śniadanie.
- Dobrze.
Paweł siadł do stołu. Po kilku minutach zeszła na dół Milena i Edyta.
- Jak pięknie pachnie… - Powiedziała Milena.
- A gdzie Dominisia? - Spytała się Teresa.
- Niewiem.
Milena i Edyta zasiadły do stołu. Śniadanie już było gotowe, ale czekali jeszcze na Dominikę. Dominika wyszła z toalety, ale miała podkrążone oczy i była bardzo zmęczona.
- Co się stało? - Zapytała się mama.
- Nic mamo, w nocy oka nie zmrużyłam i teraz jestem bardzo zmęczona i niewyspana.
- No właśnie widać.
Dominika usiadła i zjedli śniadanie. Po śniadaniu tata zaproponował Dominice, żeby zdrzemnęła się na kanapie. Dominika zasnęła na kanapie, a w tym czasie Paweł, Milena i Edyta pojechali do miasta, rozerwać się trochę. Teresa została z wnuczką. Pojechali i oglądali centrum Werony. Edyta przeczytała na plakacie: "W czwartek 2 lipca odbędzie się impreza o godzinie 19:00. Wstęp wolny od 14 do 17 lat. Na ul. Bocianowej 4. Zapraszamy!" - Mamo! Mamo! Mogę pójść na tę imprezę? To za dwa dni!
- No nie wiem… musimy jeszcze się nad tym zastanowić, a teraz kupmy kilka produktów spożywczych, a na kolację zamówimy pizzę.
- Dobrze mamo!
Kupili potrzebne "rzeczy " i od razu pojechali do domu. Dominika jeszcze spała. Milena, Paweł i Edyta weszli do domu po cichutku i rozpakowali się. Znów Teresa zrobiła obiad. Dominika obudziła się i poszła zjeść obiad. Niebawem Milena z Pawłem i Edytą przyszli na obiad. - Na kolację zamówimy pizzę. - Oznajmiła Milena.
- Dobrze. - Odpowiedziała Teresa.
Po obiedzie Dominika musiała się rozpakować, a Edyta czytała książkę. Rodzice oglądali telewizor razem z matką Mileny. Milena zeszła na dół i zamówiła pizzę. Pizza przyjechała o 19:00. Milena zawołała wszystkich na pizzę i zaczęli jeść. Po zjedzeniu Milena wyrzuciła pudełko po pizzy i zmyła naczynia. Paweł musiał iść na nocny dyżur.
- Ten dzień upłynął tak szybko… - Westchnęła Teresa.
Dziewczyny położyły się spać.

Odcinek #3.

Około 8. Edyta pobiegła do pokoju jej mamy i pytała się czy może iść jutro na tą imprezę.
- Dziecko daj mi spokój. - Powiedziała cichym głosem Milena.
- Mamo obudź się! - Krzyknęła trzepiąc ją.
Nagle zadzwonił dzwonek [DIN DON]. Edyta pobiegła na dół i otworzyła.
- O tato już jesteś tato! Czy mogę iść na imprezę?
- Na jaką imprezę?
- To ja Ci jeszcze nie mówiłam?
- Nic mi nie mówiłaś. - Powiedział zdumiony ojciec.
Wchodząc na górę powiedziała mu wszystko.
- I co mogę iść?
- Spytaj się mamy… ja tu nic nie mam do gadania.
- Czyli się zgadzasz?
- No, tak…
- Mamo! Mamo! Obudź się! - Znów trzepała mamę
Słysząc krzyki Dominika obudziła się i poszła do pokoju gdzie była już Edyta, mama i tata.
- Co się dzieje? - Pytała się Dominika trząc oczy.
- Nic. - Podpowiedziała siostra.
- Śniadanie!!! - Wołał głos z dołu.
Wszyscy zeszli na dół i zjedli śniadanie. W tym momencie Edyta dalej zaczęła mówić swoje:
- Mamo, mogę iść na tę jutrzejszą imprezę? Proszę…
- No dobrze.
- Jest!!! - Edyta skoczyła z radości.
- Na jaką imprezę? - Pytała się młodsza siostra.
- Powiem ci wszystko w pokoju.
- Trzeba będzie robić prace w ogródku… - Mówiła Milena
- Oj tak Milenko. - Powiedziała Teresa.
Po śniadaniu Milena i Teresa zabrały się solidnie do roboty. Wyszły na zewnątrz, a Dominika razem z nimi i zrobiło się bardzo dziwnie. Wiatr zaczął wiać bardzo mocno i robiło się trochę zimniej. Nagle zaczął padać deszcz, a chwilę potem śnieg.
- Coś dziwnie jak na tę porę roku. - Powiedziała Teresa.
- Lepiej zmykajmy do domu, bo się przeziębimy.
- Ja tu jeszcze zostanę.
- Chodź już do domu, szybciutko!
- No dobrze już idę.
Szybko weszły do domu.
- Domka! Powiedzieć Ci o tej imprezie?! - Wołała z góry Edyta.
- Tak! Już idę do Ciebie!
Dominika pobiegła na górę.
- Może zobaczymy czy podadzą coś w telewizji o tym zjawisku?
- Świetny pomysł.
W telewizji.
- Dzisiejsze zjawisko jest przedstawione w Weronie. Nie było czegoś takiego od 5 lat! To zjawisko niestety pojawi się jeszcze, ale nie dziś tylko w piątek lub w sobotę. A w innych miastach jest cisza i spokój. Dziś nad ranem koło godziny 9 wiatr był tak silny, że aż zerwał dach Pani Bandowskiej. Dziękujemy za uwagę. - Oznajmiła prowadząca pogodę.
- Przecież Bandowska to moja kuzynka! - Krzyknęła Teresa.
- To straszne! - Odpowiedziała Milena.
- Dalej jest wichura. - Powiedział Paweł.
[DIN, DON]
- Sprawdzę kto idzie - Powiedziała Teresa.
Otworzyła drzwi.
- O cześć moja kochana kuzynko!
- Dzień dobry Teresko.
- Wejdź, biedaczko.
Alina weszła i ucałowała Teresę. Weszły do salonu gdzie były 2 córki, mama i tata.
- To jest moja kuzynka, o której mówili w telewizji.
- Dzień dobry. - Odpowiedzieli Czubernatowie.
Wszyscy umierając z nudów oglądali telewizję. Nadszedł czas obiadu, tym razem Milena go przygotowała. Na obiad było spaghetti. Wszyscy zjedli, a Paweł mówił:
- Powinniśmy się wyprowadzić z Werony, bo jak będzie dalej tak trwać ta wichura to lepiej nie ryzykować.
- Nasze mieszkanie jest zbyt małe, żeby wszyscy się zmieścili - Powiedziała Milena.
- To wynajmiemy Wam mieszkanie w Miłowie. - Powiedział Paweł do Teresy i Aliny.
- A co z imprezą? Jutro przecież wichury ma nie być.
- Dobrze zostaniemy na dwa dni i zobaczymy co potem.
Tak zeszło im do późnego wieczoru. Paweł nie poszedł dziś do pracy. Wszyscy poszli spać.

Odcinek #4.

Milena wstała dziś bardzo wcześnie niż zawsze wstawała. Przyszykowała śniadanie. Edyta obudziła się, a Dominika jeszcze słodko spała. Edyta przybliżyła się do niej i zobaczyła, że jest bardzo czerwona. Zawołała mamę. Przybiegła do pokoju bardzo szybko, ale zostawiła na kuchence naleśniki. Milena przyłożyła swoją rękę do jej czoła. Jej czoło było bardzo gorące.
- Dziecko! Ty masz chyba gorączkę!
Było czuć smród i unosił się dym.
- Mamo! Coś się pali!
Pobiegły szybko na dół.
- O jejku! Zostawiłam na kuchence naleśniki! - Krzyknęła mama Edyty.
Dymiło się tak, że wszyscy się obudzili i zeszli do kuchni (Dominika także). Tym czasem Milena zadzwoniła po straż pożarną.
- Mamo! Masz gaśnicę?! - Krzyknęła Milena
- Nie, nie mam!
Straż pożarna pojawiła się w mgnieniu oka. Zanim się obejrzeli, a już pożar był ugaszony. Milena wzięła z kuchenki przypalone naleśniki.
- To moja wina… - Mówiła na siebie.
- Nic się przecież nie stało. Ważne, że pożar został ugaszony. - Mówiła Teresa.
Milena powiedziała co się stało.
- Tym razem ja zrobię śniadanie, ale płatki. - powiedziała Teresa.
- Dobrze.
Wszyscy zasiedli do stołu.
- Dominisiu, dobrze się czujesz? - Zaczęła rozmowę Milena
- Nie za bardzo mamo.
- Jak skończymy śniadanie zmierzę ci temperaturę.
- Ok.
Po skończonym śniadaniu Paweł zmył naczynia, aż kuzynka Teresy się roześmiała. Milena, Dominika i Edyta pobiegły na górę zmierzyć temperaturę.
Po kilku minutach Milena rzekła:
- Masz, aż 38 stopni gorączki! Ciekawe skąd ci się to wzięło? A! Już wiem to chyba przez to, że wczoraj byłaś z nami na podwórku.
- No chyba tak.
- Trzeba wezwać lekarza.
- Mamo… nie potrzebnie…
- Potrzebnie!
Milena chwyciła za słuchawkę i zadzwoniła po najbliższego lekarza.
- Oh mamo zapomniałam, że dziś idę na imprezę! - powiedziała Edyta
- No widzisz.
[DIN DON] Milena poszła otworzyć drzwi. Dzwonił lekarz. Milena zaprowadziła go na górę, ale Dominiki i Edyty już nie było.
- Kurcze gdzie one się podziały.
Zobaczyła, że okno jest otwarte i pomyślała, że uciekły, ale jak mogły to zrobić?
- Przepraszam pana, ale nie wiem gdzie moje córki uciekły.
Lekarz poszedł do domu. Po drodze zauważył, że idą 2 dziewczyny do centrum. Milena pobiegła na dół i zawołała:
- Nie ma Dominiki i Edyty!!!
- Jak to? - Zapytał się Paweł.
- Może przeszukajmy cały dom. - Zaproponowała matka Mileny.
- Dobrze - Zgodzili się wszyscy.
Przeszukali, ale dziewczynek, ani śladu.
- Gdzie one mogą być?! Tak bardzo się martwię. Może coś im się stać złego. - Powiedziała Milena.
- Już wiem! Może będą w centrum! Pojedźmy tam! - Powiedział Paweł.
- No, tak rano wspominała coś o imprezie.
Pojechali swoim autem i rozglądali się uważnie. Niestety padał silny deszcz, a jeszcze później grad.
- O nie! One zamokną! I jeszcze bardziej się rozchorują! - Narzekała Milena.
- Trzeba być cierpliwym.

Odcinek #5.

Dalej były przeszukiwania. Deszcz nie ustawał. Wysiedli z samochodu i rozglądali się po mieście.
- Chodźmy tam gdzie był wywieszony ten plakat!
- Dobrze.
I tak też zrobili. Nagle zobaczyli swoje córki.
- Dominika, Edyta!
- O mama!
- Szybko pójdziemy do auta.
Poszli do auta i pojechali do domu.
- Jak to dobrze, że już jesteście. - Powiedziała Teresa,
- Obiad stygnie. - Dodała kuzynka.
Zaczęli jeść obiad i rozmawiali.
- Mamo czy mogę iść na dzisiejszą imprezę?
- To co zrobiłaś to bym Ci zabroniła.
Po obiedzie dziewczynki położyły się do łóżek. Milena zadzwoniła po tego samego lekarza. Lekarz przyszedł i zbadał obie dziewczynki.
- Zaraz, zaraz… przecież pana gdzieś widziałyśmy. - Powiedziały dziewczyny.
- Pewnie Wam się zdawało.
- Nie!
- No to przyznaję się... widziałem je jak szedłem do domu... - Przyznał się lekarz.
- No dobrze wybaczę Panu. - Powiedziała Milena.
- A nie mówiłam. - Powiedziała Dominika.
- No i jak? Muszą coś zażywać?
- Obydwie mają 39 stopni gorączki. Tak muszą zażywać antybiotyki, wygrzewać się w łóżku, zażywać witaminę C i pić bardzo dużo gorącej herbaty z cytryną, aha i nigdzie nie mogą wychodzić. - Zalecał lekarz.
- Dobrze dziękuję. Ile się należy?
- 50 simoleonów.
- Proszę bardzo.
- Dziękuję, przyjdę za tydzień.
Doktor poszedł do domu. Zbliżała się 17. Dziewczyny były same w pokoju.
- Dominika słuchaj, ja wyjdę przez okno na imprezę, a Ty będziesz udawać, że śpisz. Dobra?
- No dobra.
Dominika udawała, że śpi, a Edyta uciekła. Później koło 21:00 wszyscy poszli spać.

Odcinek #6.

Edyta bawiła się doskonale. Poznała chłopaka, Bartka. Podali sobie adresy, a później skończyła się zabawa o 3 nad ranem. Edyta weszła po cichu oknem do pokoju. Dominika niczego nie zauważyła. O 9 było śniadanie. Milena przyniosła dziewczynkom śniadanie. Edyta dalej smacznie spała.
- Czemu ona jeszcze śpi?
- Nie wiem mamo.
Milena zeszła na dół i zjadła śniadanie. Wichura szalała i szalała. Była coraz silniejsza i silniejsza. Zaczął padać deszcz i grad. Nagle rozerwało dach. Piorun uderzył i cała chałpa się zapaliła. Zatem nie tylko Teresy chałpa, ale i także Bartka i jego rodziców. Wszyscy wyszli z płomieni cało. Paweł powiedział, żeby wsiąść do jego auta i pojechali do domu Czubernatów. Pojechali do Miłowa. Pomieszczenie było małe na tyle osób. Weszli do domu i siedli do stołu.
- Wynajmiemy Wam jakieś mieszkanie w Miłowie. - Powiedział Paweł do sąsiadów.
Milena zrobiła obiad. Po obiedzie szukali mieszkania dla sąsiadów. Niestety wszystkie były zajęte domy, ponieważ z Werony wszyscy wprowadzili się do Miłowa. Ta noc była bardzo ciężka. Milena, Paweł, Dominika i Edyta spali w łóżku rodziców. Teresa z Aliną na kanapie. Rodzice Bartka spali w łóżkach Dominiki i Edyty, a Bartek gniótł się z swoją mamą - Olą.
Rano wszyscy mieli podkrążone oczy i kiedy jedli śniadanie (płatki) Dominice głowa wpadła w mleko, ale nie tylko jej, ale i wszystkim domownikom. Śmiesznie to wyglądało. Ktoś wpatrywał się przez okno i śmiał się. Inni co szli na ulicy poszli zobaczyć co się dzieje. Cały dom był otoczony "śmiechem", a sąsiedzi śmiali się i śmiali, policja, która przejeżdżała przez ulicę wyszli z policyjnego wozu i zobaczyli co się dzieje. - Co tutaj się dzieje!!! - Krzyknęli jak opętani.
Poszli do okna i krzyknęli, żeby wszyscy odeszli. Policja zadzwoniła do domu. Otworzyła Teresa całą twarz miała w mleku.
- O jejku przepraszam Pana policjanta. Co się stało?
- Co się stało? Raczej tu co się stało!
- Tu się nic nie stało.
- Proszę mnie przepuścić.
Teresa odsunęła się, a policja weszła do środka. Spojrzeli na "zanurzonych" w mleku domowników.
- I to ma być takie śmieszne? - Mówił policjant do drugiego policjanta.
- Ha, ha, ha, ha! - Roześmiał się drugi.
Teresa obudziła domowników.
- Wstawajcie szybko!
Wszyscy wstali.
- To my już pójdziemy. - Mówił policjant
- Zaraz, zaraz… ale po co tu panowie przyszli? - Zaczepiła policjantów Milena.
Powiedzieli cała zabawną historie.
- To może chcą panowie płatki? - Pytał się Paweł.
- O nie, nie dziękujemy. - Roześmiali się policjanci.
Wyszli i już ich nie było.
- To może zrobię inne śniadanie… np. naleśniki? - zaproponowała Teresa.
- Ja jestem w naleśnikach dobra - powiedziała Ola.
Ola zrobiła naleśniki i zjedli normalnie śniadanie.
- My jedziemy do miasta. - Rzekła Ola z Bartkiem.
Pojechali do miasta, a Hubert pojechał do pracy. Paweł znalazł im mieszkanie w Miłowie. Teresa, Alina, Milena, Dominika i Edyta oglądali "Poranne wiadomości" Chcieli sprawdzić czy powiedzą coś o Weronie. Powiedzieli, że Werona wróciła do normalnego stanu. Wichura przestała wiać, ale jeszcze trzeba wybudować domy. Oczywiście mieszkańcy sami muszą to zrobić. Gdy Paweł wrócił zostawił wiadomość na kartce, przypiął na lodówkę i napisał dla Bartka, Oli i Huberta: "Jesteśmy w Weronie, mówili w wiadomościach, że Werona wróciła do normalnego stanu. Będziemy wieczorem Paweł."
Pojechali do Werony i zobaczyli jak można zaprojektować dom. Paweł pojechał kupić potrzebne materiały do budowy i jeszcze zatrudnił paru budowniczych. Dominika, Edyta, Milena, Teresa i Alina robiły projekt.
- Mamo może będziesz mieszkać z Aliną? - Pytała się Milena.
- Dobry pomysł! - Krzyknęła Teresa. - Zgadzasz się Alinko?
- No jasne, że tak!
Po godzinie przyjechali Bartek i jego mama.
- Już jesteśmy. Przeczytaliśmy kartkę, która była przypięta na lodówce. Co porabiacie? - Spytał się zaciekawiony Bartek. - Robimy projekt domu babci i jej kuzynki. - Odpowiedziała Edyta.
Bartek i Ola przyłączyli się do projektu.

Odcinek #7.

Po 3 godzinach zjawił się Paweł.
- No i jak idzie praca?
- Czekamy na ciebie już 3 godziny. - Denerwowała się Milena.
- Przepraszam to przez te korki.
- A gdzie masz rzeczy do budowy?
- Mam w bagażniku.
Poszli więc do bagażnika i rozpakowali auto.
- Mamo, głodna jestem. - Rzekła Dominika.
- Nie teraz.
- Zatrudniłem kilka pracowników do roboty. Zamówię pizzę, przyjedzie tu i zjemy. - Rzekł Paweł.
- Dobrze!
Zadzwonił po pizze i pizza przyjechała w 10 min. Wszyscy zjedli i zatrudnili ochroniarza, żeby pilnował im rzeczy do budowy domu.
- Wracajmy do domu. Jutro przyjadą robotnicy i będzie po sprawie.
- Chciałam powiedzieć, że w poniedziałek mam urodziny! - Powiedziała Edyta.
- Wiemy córeczko. - Rzekli rodzice.
Wszyscy pojechali do domu. Ochroniarz pojawił się w samą porę. Wszyscy nudzili się, ale poszli oglądać telewizję. Później przyjechał Hubert z pracy i zjedli kolację. Niebawem poszli spać, a Paweł poszedł do pracy.
W niedziele wszyscy poszli do kościoła na 11:00. Hubert i Paweł stwierdzili, że będzie trzeba pojechać do Werony i zobaczyć co robią robotnicy. Przyjechali na miejsce i spojrzeli na nich. Oni robili wszystko według projektu.
- O jak to dobrze, że panowie robią ten dom. - Powiedziała Teresa
- To dla nas przyjemność. A Pani będzie pewnie domowniczką tego domu? No ładnie pani go zaprojektowała. - Powiedzieli robotnicy.
- Tak będę domowniczką razem z moją kuzynką, ale to nie tylko ja go zaprojektowałam, ale i także moja rodzina i sąsiedzi. - Odpowiedziała Teresa.
- Musimy skoczyć na zakupy. - Powiedziała Ola.
- Jak to? dzisiaj?
- No tak…
Ola, Hubert oraz Bartek wsiedli do samochodu.
- Czy ja też mogę? - Zapytała się Dominika.
- Nie wiem, to zależy od twojej mamy.
Odwróciła się do mamy i zapytała.
- Mamo mogę jechać z nimi?
- Możesz, bo ja też bym chciała.
- No to wsiadajcie! - Krzyknął Hubert.
- Zjemy coś na mieście. - Powiedziała Milena do Pawła.
Ola, Hubert, Bartek, Milena i Dominika pojechali do centrum. Ojciec skierował głowę do córki, która stała i przyglądała się robocie robotników.
- No widzisz, zostaliśmy sami…
- No nie zupełnie, przecież jest babcia i kuzynka babci… i jeszcze oczywiście robotnicy!
- Masz rację.
- Pojedziemy do domu i zjemy obiad, dobra? - Zaproponowała Teresa.
- Dobrze babciu.
Paweł, Teresa, Alina i Edyta pojechali do domu. Potem wyszli z auta i...

Odcinek #8.

Aż tu nagle widzieli, że jakiś "żebrak" robi coś przy ich drzwiach, nie było widać jego twarzy. Odwrócił się w ich stronę i uciekł. Paweł nie dał mu za wygraną i pobiegł go dogonić. Niestety "żebrak zrobił go w konia", a Paweł wrócił do domu.
- I co dogoniłeś go? - Spytała się Teresa stojąc przy kuchni
- Nie, uciekł mi ten drań.
Potem nastał czas obiadu. Po obiedzie Paweł wyskoczył do sklepu razem z Teresą i Aliną, a Edyta nic o tym nie wiedziała i została sama. Nagle się zorientowała, ale już było za późno. Bartek, Ola, Hubert, Dominika i Milena wrócili i poszli do drzwi, ale dzwonka nie było.
- Mamo, co jest? - Zapytała się Dominika.
- Gdzie jest dzwonek!!!
Tak krzyknęła, że aż Edyta usłyszała. Zeszła na dół i otworzyła im drzwi.
- Dlaczego nie dzwonicie tylko się drzecie?
- Gdzie jest dzwonek?! - Powtórzyła Milena.
- Jaki dzwonek?
- No ten.
Edyta wyszła i zobaczyła, że nie ma dzwonka.
- Jak to możliwe?
- Trzeba zadzwonić na policję. Policja zbada całą tę sprawę.
- Mamo, nie możemy zadzwonić, przecież wiesz co się stało ostatnim razem.
- Nic mnie to nie obchodzi.
Weszła do domu i zadzwoniła na policje.
- Halo? Policja?
- W czym pomóc?
- Ja chciałam zgłosić sprawę...
- Tak, jaką?
- Niech tu Pan przyjedzie i nie gdera!
- Dobrze, proszę podać adres.
- Ul. Kasztanowa 32.
- Dobrze, zaraz przyjedziemy.
Milena odłożyła słuchawkę, a domownicy weszli do domu.
- Zaraz, zaraz... a gdzie tata Edytko?
- Nie wiem mamo. Przysięgam ja byłam na górze, a ich już nie było.
- Kto oni?
- No tata, babcia i jej kuzynka.
- Może zaraz wrócą. - Powiedział Bartek.
- Obyś się nie mylił. - Powiedziała Milena.
Edyta pobiegła na górę, a reszta robiła co chciała. Milena czekała na policje. Lada chwila rozległo się pukanie do drzwi.
- Kto tam? - Zapytała Milena.
- Jakby pani nie wiedziała.
- Aha no tak.
- Ale Pani ma sklerozę.
Otworzyła im i nagle zdziwili się.
- No to my się zmywamy.
- Nie tak prędko.
- To co Pani od nas chciała? I przy okazji Pani by mogła zamontować dzwonek.
- Ja właśnie w tej sprawie.
- Jak to?
- Nie wiem zupełnie jak to się stało.
- No to po co Pani nas zawiadomiła?
- Bo policja jest od takich spraw.
- I jak mamy znaleźć złodzieja.
- Nie wiem, szukajcie gdzieś w okolicy.
- No dobrze.
Pojechali szukać złodzieja. Po 5 min. przyjechał Paweł z Teresą i Aliną. Weszli do domu, bo mieli klucze.
- O...! Jesteście już! Chciałam wam powiedzieć, że nie mamy dzwonka.
- Jak to "nie mamy"? - Zdziwił się Paweł.
- Nie ma! Ktoś chyba go ukradł! Już dzwoniłam na policje, żeby się obejrzeli po okolicy.
- To podejrzana sprawa... - Powiedziała Teresa.
- Ja wiem skąd wziął się ten złodziej! - Krzyknął Paweł.
- Skąd? - Zapytały jednym chórem Alina, Teresa i Milena.
- Przyjechaliśmy wtedy z domu Teresy i Aliny i wtedy zauważyłem jakiegoś faceta ubranego w jakieś szmacianki i on coś robił przy naszych drzwiach! - Szybko trzeba to powiedzieć policjantom!
Milena wzięła słuchawkę do ręki i powiedziała wszystko policji, która szukała złoczyńcy.
- Musimy tylko czekać na ich odpowiedź. - Powiedziała Milena.

Odcinek #9.

Wszyscy w niecierpliwieniu czekali na gliniarzy ze złodziejem. Patrzyli przez okno, a tu nic. Nagle przyjechali zawiedzeni policjanci i zapukali do drzwi. Milena oraz Paweł przybiegli do drzwi i zobaczyli na policjantów. Policjanci nie mieli zadowolonej miny.
- No i co? - Zapytała się Milena.
- I nic. - Powiedzieli dwaj policjanci.
- Jak to?
- Nie znaleźliśmy, niestety.
- Trudno. - Powiedział Paweł.
- Jakie trudno?! Od razu wiedziałam, że na policji nie można polegać! - Krzyknęła Milena.
Aż się policjanci zawstydzili.
- Poszukamy go sami! Nie potrzebujemy waszej pomocy! - Znów krzyknęła gwałtownie Milena.
- Ale co ty wygadujesz kochanie?! - Zdziwił się Paweł.
Policjanci odeszli i pojechali.
- No widzisz co narobiłaś?!
- Nakrzyczałam na ich, bo na policjantów nie można polegać! - Nakrzyczała tak, że policjanci usłyszeli. - Nie zwlekaj! Czas ucieka!
Wtedy Paweł i Milena wsiedli do auta. O 17 przyjechali, ale niczego nie znaleźli. Wszyscy czekali na nich w kuchni.
- I jak przeszukiwania? - Zapytała się Teresa.
- I nic.
- Jak to nic?
- Nie znaleźliśmy sprawcy.
- Na was nigdy nie można polegać! - Krzyknęła Edyta.
Milena oraz Paweł zaśmiali się głośno.
- Dlaczego się śmiejecie? Powiedziałam coś nie tak? - Powiedziała Edyta.
- To długa historia. - Powiedział w śmiechu Paweł.
Zasiedli do stołu i zjedli kolację. Pawła i Melinę śmiech już nie gnębił.
- Musimy jutro szukać. - Powiedziała Milena.
- Ale... - Zaczęła mówić Edyta.
- Co ale? Żadne ale! - Przerwał Paweł.
- Jutro mam urodziny!!! - Wystękała Edyta.
- Aha, no tak! - Skapnęła się Milena.
- Zaprosiłam już koleżanki.
- Coś ty najlepszego zrobiła?! - Krzyknął zdziwiony ojciec.
- Zostaw ją, niech dziewczyna robi sobie przyjęcie. - Powiedziała Milena.
- A jak się będą sąsiedzi skarżyć? - Zapytał się Paweł.
- Nie bój żaby tato! Skończymy gdzieś około 21. - Uspokajała tatę Edyta.
- No, zobaczymy. - Niedowierzał Paweł.
Po "udanej" kolacji wszyscy oglądali telewizję. Tak skończył się im dzień.

Odcinek #10.

Paweł wstał z łóżka jak szalony, obudził Milenę i poszli szukać złodzieja i nikogo nie chcieli obudzić więc wyszli bez słowa. Edyta obudziła się i nie mogła już później spać tylko myślała o dzisiejszej imprezie, nie chciała budzić Dominiki, bo myślała, że się rozłości. Zeszła na dół, ale było cicho. Edyta nudziła się więc zasiadła do stołu i czekała, aż ktoś przyjdzie. Teresa nadeszła bardzo zmęczona i nawet dziewczyny nie zauważyła. Teresa poszła do lodówki i zrobiła śniadanie, zawołała wszystkich na śniadanie. Pojawiła się Ola, Bartek, Hubert, Dominika i Alina.
- A gdzie jest mama i tata? - Zapytała się Dominika.
- Oj, nie wiem Domiśka. - Powiedziała siostra Dominiki.
- Może nie słyszeli jak ich wołałam, albo śpią. - Powiedziała Teresa.
- No to idę ich zawołać. - Powiedziała Dominika.
Dominika wyszła na górę i zajrzała do pokoju rodziców. Weszła i przeraziła się. Podejrzała pod kołdr: nic nie było. Szukała po całym pokoju i nic.
Zeszła na dół i ogłosiła:
- Nie ma ich!
- To nie możliwe! - krzyknęła Edyta
- Przeszukałam cały pokój! Chodź, zobacz sobie!
- Ok, już idę.
Dominika poszła na górę, a tuż za nią Edyta, za Edytą poszedł Bartek, Ola, Hubert, Teresa i Alina. Wszyscy weszli do pokoju i szukali.
- No widzisz, mówiłam Ci, że ich nie ma. - Powiedziała Dominika.
- A no masz racje.
- No i co teraz zrobimy?
- Poszukamy ich! Wsiądziemy do naszego auta. - Krzyknął Hubert
- Dobrze!
Wyszli z domu i zamknęli drzwi na klucz. Niebawem wrócił Paweł z Mileną. Weszli do domu i szukali domowników. Nikogo nie zastali.
- Ej. - Zaczepił Paweł Milenę.
- Co?
- Może poszli nas szukać?
- Pewnie tak. - Widzisz mówiłem ci, żeby wrócić wcześniej do domu i zostawić kartkę im!
- Nic się takiego nie stało
- Jak nie, jak tak?! - Nie róbmy głupiej kłótni z takiej głupoty.
- Rób co chcesz ja wychodzę!
- Gdzie?
- Nieważne!
Paweł wyszedł zdenerwowany i zatrzasnął za sobą drzwi. Milena była smutna. Z nudów oglądała telewizje i czekała na resztę. Było jej przykro, że tak się stało. Nic nie mogła zrobić. Po godzinie wszyscy wrócili oprócz Pawła oczywiście. Milena szybko ,zeszła na dół.
- O jesteś! Szukaliśmy was! - Powiedziała Teresa.
- Tak.
- A gdzie Paweł?
- Nie ma go.
- Dlaczego?
Milena zamilkła. Po chwili Teresa rzekła:
- Coś się stało?
Milena wzięła Teresę za rękę na górę na oczach wszystkich domowników. Weszły do sypialni Mileny i Pawła.
- No to co się stało?
- No... no...
- no wykrztuś z siebie
- Paweł i ja...
- Co? Co?
- Pokłóciliśmy się...
- Wiedziałam, że to się stało. Od razu musisz go przeprosić.
- Ale to nie ja zawiniłam.
- Nie tak Cię uczyłam córeczko. Nieważne kto zawinił. I co poszedł?
- No poszedł, poszedł.
- Dokąd?
- Nie chciał mi powiedzieć.
- Jak wróci, od razu go musisz przeprosić. Widzisz małżeństwo Oli i Huberta się układa... a Wasze?
- Co mnie obchodzi ich małżeństwo?!
Milena wyszła z pokoju i pobiegła zapłakana na dół do toalety. Kiedy Milena biegła Edyta zauważyła ją. Nie chciała się jej pytać co się stało. Teresa poszła oglądać telewizję.

Odcinek #11.

Po długiej chwili Milena wyszła z toalety i poszła na górę. Milena weszła cichutko do salonu gdzie Teresa oglądała "Wzruszające historie 2 ". Usiadła na sofie obok niej, a Teresa nie widziała jej.
- Przepraszam mamo... - Powiedziała cicho.
Teresa obróciła głowę do niej.
- A więc przyszłaś...
- Tak i chciałam Cię przeprosić za tą kłótnie.
- Wybaczam Ci.
- Słucham?
- Wybaczam Ci. - Powtórzyła Teresa
- Dziękuje mamo!
Milena przytuliła ją bardzo mocno.
- Już dobrze.
- Zrobię obiad.
- Nie zapomnij przeprosić Pawła.
Milena zeszła na dół i przygotowała obiad. Edyta o niczym innym nie myślała tylko o urodzinach.
- O 15. odbędą się urodziny! - Ogłosiła wesoło Edyta.
- Mamo co Ci jest? Jesteś jakaś smutna... no i taty nie ma... - Mówiła Dominika.
- Nie nic się nie dzieje, a tata może wróci niedługo.
Po obiedzie wszyscy przystrajali kuchnię oraz salon, bo pokój dziewczynek był za mały na impreze.
- Kto jest zaproszony na przyjęcie? - Zapytała się Dominika do Edyty.
- Nasi domownicy, Marta - moja najlepsza psiapsiółka, Kaśka Kacper i Piotrek. W sumie 13 osób.
- No sporo.
- No. Chodź przyniesiemy tort, sernik, szarlotkę, ciastka, sok i chipsy, mama jeszcze zrobi galaretkę. To będzie wspaniałe przyjęcie!
Dziewczyny przyniosły jedzenie, a Milena tymczasem rozłożyła obrus w kuchni. Wszystko ślicznie wyglądało. Zbliżała się 15. Chwile później rozległo się zapukanie do drzwi. Edyta podeszła i otworzyła drzwi. Ujrzała Kaśkę.
- Cześć Kasiu!
- Cześć. Przyniosłam dla Ciebie prezent.
- Dziękuje Ci! Na razie nie będę rozpakowywać. Dopiero na końcu. Wejdź proszę.
Kasia weszła i zasiadła do stołu. Niedługo przyszedł Piotrek z Kacprem, oni także usiedli do stołu. Edyta tylko czekała na jednego gościa - Martę.
Wybiła 15 i w końcu przyszła Marta.
- Ale jesteś punktualna!
- Jak zawsze.
- No. Dobra wchodź.
I w końcu zaczęła się zabawa! Na początek była galaretka. Milena włączyła radio, a po galaretce wszyscy tańczyli i śpiewali. Później był tort. Wszystkim oczywiście smakował. Wszyscy śpiewali sto lat. Potem był konkurs na śpiewanie.
- Do wygrania jest smycz na szyje! - Oznajmiła Edyta. - Wszyscy biorą udział!
Wszyscy śpiewali. Konkurs śpiewania wygrała Marta. Ok. godziny 17. Edyta rozpakowywała prezenty. Od mamy dostała puzzle, od Oli dostała słodycze, od Huberta książkę do czytania "Zemstę Manitou ", od Teresy breloczek oraz paczkę cukierków, od Aliny słownik wyrazów obcych, od Bartka szczotkę do włosów, od Dominiki błyszczyk do ust oraz maskotkę, od Marty pomadkę i pierścionek złoty, od Kaśki komplet ciuchów, od Piotrka piłkę do kosza i od Kacpra zestaw do babinktona. Edyta podziękowała wszystkim za te wspaniałe prezenty. Martwiła się tylko o tatę. Jeszcze go nie było. Na stole podany był już sernik.
- Rozpakowane prezenty?! To chodźcie teraz jeść! - Teresa zawołała wszystkich na sernik.
Gdy sernik został zjedzony, odbył się kolejny konkurs.
- Ogłaszam następny konkurs! Tym razem kto najszybciej wypije sok! Nagroda to breloczek do kluczy!
Najszybszy był Bartek i dostał nagrodę. Później wszyscy zjedli szarlotkę. Później tańczyli i tańczyli. O 21. Ola, Hubert, Milena, Teresa i Alina położyli się spać.
- Bawcie się dobrze! - Powiedziała Milena wchodząc na górę.
- Trochę ściszcie radio! - Powiedziała Teresa.
- Dobrze! - Powiedziała Dominika.
- A teraz będziemy opowiadać straszne historie. Dominika wyłącz radio, Marta przynieś świece, a ja przyniosę zapałki.
- Zgasić światło? - Zapytał się Piotrek.
- Poczekaj chwile.
- Ok.
Dominika wyłączyła radio, Marta przyniosła świece i położyła na podłodze, a Edyta przyniosła zapałki i zapaliła świece. Piotrek poszedł i zgasił światło. Wszyscy ułożyli się w kółku świecy i opowiadać zaczął Bartek, później Piotrek, Kacper, Marta, Kaśka, Dominika i na końcu Edyta. Najbardziej bała się Dominika. Po opowiadaniach Dominika zaświeciła światło, Kacper zdmuchnął świece, a Edyta odniosła świece oraz zapałki.
- Ja musze już iść z Piotrkiem. - Powiedział Kacper.
- No trudno. I tak mieliśmy kończyć o 21.00, a jest już 23.00. - Powiedziała Edyta.
- Ja też musze już wiać. - Powiedziała Kasia.
- No, ja też, no to cześć! - Powiedziała Marta.
Kacper, Piotrek, Kaśka i Marta poszli do domu. Wszyscy położyli się spać.

Odcinek #12.

Edyta obudziła się pierwsza i poszła tam gdzie zostawiła swoje prezenty. Puzzle położyła na swojej półce, słodycze już zjedli na urodzinach, książkę położyła obok puzzli, breloczek położyła na biurku, paczkę cukierków też zjedli na urodzinach, słownik włożyła do szafki, szczotkę do włosów dała do toalety na półkę, błyszczyk do ust schowała do szuflady w biurku, maskotkę też położyła na swoim biurku, pomadkę oraz pierścionek schowała tam gdzie błyszczyk, ciuchy ułożyła i schowała do swojej szafy, piłkę do kosza schowała pod łóżkiem, zestaw do babinktona schowała również pod łóżkiem. Zeszła na dół i czekała na śniadanie. Musiała trochę sprzątnąć, bo brzydko to wyglądało. Milena zeszła na dół i zrobiła śniadanie.
- A Ty co, czekasz na śniadanie?
- Tak mamo.
- Zaraz zrobię.
- A ojciec wrócił?
- Nie wiem, dopiero wstałam.
Milena zawołała wszystkich na śniadanie. Po chwili wszyscy siedzieli przy stole.
- Powinniśmy pojechać do tego mieszkania, którego nam Paweł załatwił. - Powiedział Hubert.
- A jeśli już ktoś wynajął to mieszkanie? - Powiedziała Ola.
- Nie podał nam adresu - to nie wiadomo czy ktoś wynajął.
- Wiesz on nam wynajął to chyba 3 dni temu.
- Wiem. Musimy tam jechać, ale nie znamy adresu, tylko Paweł zna ten adres. Ale nie wiem co się z nim dzieje, bo go nie ma.
- No właśnie.
Po śniadaniu zadzwonił telefon.
- Ja odbiorę! - Powiedziała Milena.
Podeszła do telefonu i powiedziała:
- Tak słucham?
- Dzień dobry i co się dzieje, że nie ma domowników w domu "Kamajlia"?
- Aha! To nasi sąsiedzi mają tam mieszkać, tylko jest jeden problem...
- Jaki?
- Mój mąż zna adres tylko, że go teraz nie ma. Czy może Pan poddać adres? - Ul. Baruniowa 4.
- Dziękuje.
Milena odłożyła słuchawkę.
- No i kto dzwonił? - Zapytała się Ola.
- Upominali się o ten dom co macie mieszkać w nim.
- Podali ci adres?
- Tak. Ul. Baruniowa 4.
- Dobra zaraz tam jedziemy!
- A skąd weźmiecie klucze?
- Aha no tak. Nie wiem. Może poszukamy kogoś kto jest od tych mieszkań.
- No dobrze róbcie jak chcecie.
Hubert, Ola i Bartek pojechali szukać. Milena martwiła się o Pawła. Poszła do salonu i oglądnęła z nudów telewizję, a tam już była Dominika i Edyta. Milena usiadła obok dziewczynek.
- Gdzie jest tata? Boję się o niego. - Powiedziała Dominika.
- Nie wiem gdzie on jest, a mówiąc szczerze ja też się o niego martwię.
- Dziś miałam jakiś dziwny sen...
- Jaki? - Dopytywała się Milena.
- Ten co opowiadaliśmy wczoraj.
- Aha.
- A jaki jest dziś dzień? - Pytała się Dominika.
- Nie wiesz?! Przecież dziś wtorek, bo miałam wczoraj urodziny! - Powiedziała Edyta.
- Aha, no tak.
Po godzinie znów zadzwonił telefon. Milena poszła i odebrała. Dzwoniła Ola, że znaleźli już mieszkanie i czują się w nim bardzo dobrze. Powiedziała Milenie, że zapraszają ją i jej rodzinę dziś wieczorem na małe przyjęcie z okazji nowego mieszkania.

Odcinek #13.

Około godziny szóstej Paweł przyszedł cichutko do domu. Wszyscy jeszcze spali. Poszedł do sypialni jego i Mileny, ucałował ją w policzek. Milena nie obudziła się. Paweł zauważył, że nie ma swojej poduszki. Zupełnie nie wiedział co robić. Zszedł na dół i zobaczył co jest w lodówce. Niestety nic nie było. Tego się mógł spodziewać. Nie pojechał do centrum, bo było jeszcze za wcześnie. Postanowił sprawdzić czy są rachunki. Otworzył skrzynkę i… wszystkie rachunki wyleciały wprost na niego. Miał szczęście, że nikt tego nie widział. Pozbierał rachunki i policzył ile ich jest. Dobrze, że nie przyszedł jeszcze komornik. Policzył, ze ich jest 13. Poszedł do domu i obliczył ile pieniędzy musi wydać. Wziął kalkulator i liczył. Mimo, że była cisza, nie mógł się skupić i parę razy musiał obliczać. Po godzinie obliczył, że za wszystkie rachunki musi zapłacić 15.000$. Był bardzo zaskoczony. Wyciągnął portfel i zobaczył ile ma pieniędzy. Okazało się, że ma 550$. To było za mało, jeszcze będzie trzeba kupić jedzenie i przypomniał sobie, że trzeba zapłacić robotnikom za tydzień roboty. Wskoczył do auta i pojechał na zakupy. Teresa obudziła się, ale Pawła już nie było. I tak go nikt nie zauważył. Teresa wyszła z salonu i zobaczyła co jest w lodówce. Niczego nie było, a zdziwiła się, bo wczoraj wieczorem lodówka była pełna. Zawołała wszystkich, żeby przyszli do kuchni.
- Czy ktoś z was wie co się stało z lodówką?
- No przecież jest. - Powiedziała Milena.
- Ale nie ma jedzenia! Wczoraj wieczorem jeszcze była pełna!
- Mamusiu, to znów ten złodziej! W niedziele ukradł dzwonek, wczoraj ukradł poduszkę, dziś ukradł jedzenie! - Krzyknęła Dominika.
- Tego już za wiele! Nie będziemy dzwonić na policje tylko pojedziemy na komisariat! - Powiedziała Milena.
- Ale jak to uczynimy, gdyż nie ma taty? - Spytała się Dominika.
- Pojedziemy taksówką!
- Nie mamy pieniędzy.
- Ojej, zapomniałam, ale musimy coś zrobić.
- Ale co?
- Nie wiem. Trzeba coś wymyślić. Jeśli nie będziemy nic jeść to umrzemy.
- Poczekajmy na tatę.
- A jeśli tata nie przyjedzie?
- Przyjedzie mamo, zobaczysz.
Dominika i Edyta wyszły na gorę. Teresa oraz Alina oglądnęły telewizję. Milena siedziała przy stole i rozmyślała. Po godzinie Milena poszła do salonu trochę posprzątać. Wszedł Paweł z zakupami. Milena poszła do kuchni, bo usłyszała jak wchodził, ucieszyła się i rzuciła mu się na szyję przepraszając go. Paweł też ją przeprosił, a Milena zeszła na podłogę.
- Dziękuję Ci za zakupy.
I wzięła od niego zakupy.
- Jest gorsza sprawa z pieniędzmi… - Powiedział Paweł.
- Jaka?
- Mamy 13 rachunków do zapłacenia i jeszcze musimy zapłacić robotnikom, ale to w niedziele.
- Co?
- Niestety.
- Chyba żartujesz?
- Nie.
Paweł wyciągnął rachunki.
- Trzeba zapłacić 15.000$.
Milena zemdlała. Paweł pospieszył jej na pomoc i wkrótce wróciła do formy.
- Nic, Ci się nie stało?
- Nie, nic, tylko zemdlałam.
Milena wstała.
- A ty masz jakieś pieniądze?
- Chyba mam.
- A gdzie?
- Na górze. W mojej szafce, w sypialni , w portmonetce.
- Dobrze zaraz znajdę. I mam jeszcze jedną sprawę… ale to później.
- Dobrze.
Milena dalej rozpakowywała zakupy.

Odcinek #14.

Nagle Teresa szybko zeszła na dół i wołała:
- Milenko! Milenko! Zapomniałam, że jutro dostaję emeryturę, a Alina także!
- Chwała Bogu. - Powiedziała Milena kontynuowała: - Dobrze, że powiedziałaś.
- A coś się stało?
- Chodź tu, to Ci powiem
Teresa podeszła bliżej i wysłuchała Milenę, Milena powiedziała jej także, że Paweł wrócił i go przeprosiła. Teresa wszystkim była zaskoczona.
- To nasza emerytura się przyda. - Powiedziała Teresa.
- No właśnie. Chyba, że nie chcecie...
- No co ty zwariowałaś?! Rachunki trzeba zapłacić, bo jak komornik przyjdzie to może nam ukraść Bóg wie co.
- No właśnie.
- Powiem to Alinie, a przy okazji zadzwonię po produkty.
- Dobrze, idź już.
Teresa pobiegła na górę, a Paweł zeszedł na dół z jej portmonetką.
- I co? Ile tam jest?
- Sama spójrz.
- 450$! Myślałam, że mniej. A ty ile masz?
- Ja mam 550$.
- To razem jest 1.000$.
- A Teresa i Alina dostaną jutro emeryturę.
- Ale nam jeszcze sporo brakuje.
- No tak. Muszę zacząć pracować.
- A słuchaj... słyszałem, że podobno chcą kelnerki od 14 roku życia, płacą im 300$ za jeden dzień! Pracują od poniedziałku do soboty od 9 do 17.
- No i co w związku z tym?
- Że Edyta może tam pracować.
- No, fakt.
- Razem uzbieramy pieniądze.
- I mam jeszcze jedną sprawę.
- No ja też.
- Dlaczego nie ma w sypialni mojej poduszki?
- Słuchaj, ja też musze Ci powiedzieć coś w tej sprawie. Pamiętasz jak nie było dzwonka? Wczoraj ktoś ukradł poduszkę Dominiki i dałam jej Twoją. A dziś rano była pusta lodówka, a wczoraj jeszcze była pełna.
- To jakiś złodziej! Na pewno ten sam co ukradł dzwonek!
- Widziałeś go chodź trochę?
- Nie! Był cały zakryty i nie wiem zupełnie co się mogło stać. A dzwoniłaś na policje?
- Nie dzwoniłam. Pamiętasz jak powiedziałam, że na policji nie można polegać.
- A no. A gdzie jest Ola, Hubert i Bartek?
- Pojechali do mieszkania, które wynająłeś, no i znaleźli je.
- A więc klucze mi już nie będą potrzebne...
- Najwyraźniej nie, ale możesz im to dać.
- No.
- Dobrze, że wszystko się wyjaśniło, ale nie wszystko, bo z tym złodziejem jeszcze nie... To może pojedziemy na komisariat?
- Dobrze, w sumie ja też tak chciałam zrobić. I pojechali na komisariat.

Odcinek #15.

Zapukali do drzwi policyjnych.
- Halo, jest tam kto?! - Zapytał Paweł.
Nikt się nie odezwał. Milena i Paweł postanowili wejść. I weszli.
- To przecież poduszka Dominiki! - Milena krzyknęła wskazując na policjanta, który spał na poduszce. Usłyszawszy ten głos obudził się i schował poduszkę za plecami.
- Jaka poduszka? - Zapytał policjant.
- A ta, którą Pan schował za plecami!
- Ja nie mam żadnej poduszki.
- Ma Pan.
- Nie mam.
- A ten policjant je naszą wczorajszą kolację! - Uchyliła wzrok na drugiego policjanta.
- Co?! Ja jem kanapkę!
- Kanapka kanapką, ale to jest nasza wczorajsza kolacja!
- A skąd Pani wie? Może i wasza.
- A to jest nasz dzwonek! Policjanci!
Paweł wściekle podszedł do policjanta z poduszką i wyrwał mu ją. Zrobił to tak nerwowo, że się rozdarła dziura i wszystkie pióra fruwały w komisariacie.
- No i coś Ty narobił, Paweł?! No trudno. Kupimy jej nową poduszkę. Ale dzwonka to im nie daruję!
Milena nerwowo podeszła do dzwonka i wyrwała go. Paweł z Mileną szybko uciekli do auta i pojechali do domu. Paweł wszedł do domu i zamówił elektryka. Milena czekała na zewnątrz. Po kilku minutach przyszedł elektryk, Milena podała mu dzwonek i pokazała mu gdzie ma go ustawić i żeby działał.
- To może długo potrwać... - Powiedział elektryk.
- Wiem, dzwonka nie robi się od tak. - Powiedziała Milena.
- Mogą państwo odejść, ja tu już zrobię wszystko.
Milena i Paweł weszli do domu. Dominika siedziała.
- Nareszcie jesteś tato! - Powiedziała Dominika wyściskała ojca z całych sił.
- Róbmy obiad.
I Milena wzięła się do roboty, potem dołączyła się Teresa i Alina, a reszta czekała na obiad.
- Mamusiu, co robi ten Pan przy drzwiach? - Zapytała się Dominika.
- Naprawia nam dzwonek. - Powiedziała Milena.
- To on jest nowy?
- Nie, tylko byliśmy na komisariacie i okazało się, że policjanci pożyczyli sobie nasze rzeczy.
- To co z moją poduszką?
- Tata wyrwał policjantowi poduszkę i rozerwała się i piórka latały po całym pomieszczeniu. Kupimy Ci nową.
- Ale ja nie chce nowej!
Dominika rozpłakała się i pobiegła na górę i zamknęła się w pokoju. Paweł pobiegł tuż za nią.
- Mogę wejść córeczko? - Zapytał się pukając do drzwi.
- Nie!
- Wpuść mnie, proszę.
- Zostaw mnie w spokoju!
- Chcę Ci coś wytłumaczyć.
- Ale tu nic nie trzeba tłumaczyć!
- Proszę Cię, wpuść mnie.
Paweł przestał pukać. Dominika nie odzywała się. Paweł zszedł na dół.
- Nie martw się, przejdzie jej. - Powiedziała Milena do Pawła.
Paweł zasiadł do stołu, a obiad był już gotowy.
- Mamo...
- Tak?
- Chciałabym pracować, np. być kelnerką... - Powiedziała Edyta. Milena zadławiła się przy obiedzie, a Paweł klepał ją po plecach.
- Coś się stało? - Zapytała Edyta.
Milena wróciła do siebie. Opowiedziała jej o tej pracy.
- Mamo i tato! Jesteście cudowni!
Po obiedzie wszyscy poszli oglądać telewizję. Dominika dalej nie wychodziła z pokoju.

Odcinek #16.

Gdy nadeszła godzina 16:00 Dominika wyszła z pokoju i zeszła na dół. Edyta widziała ją jak schodziła, więc zerwała się z kanapy i poszła za nią.
- Ej, czekaj!
- Co?
Dominika zatrzymała się na schodach, a Edyta stała obok niej.
- Dalej jesteś obrażona?
- Jestem...
- Akurat.
- Co nie wierzysz własnej siostrze?
- Nie obrażaj się! Przecież nie ma za co!
- Hmmm...
- No już jest dobrze…
Edyta poklepała ją po plecach, a Dominika zamilczała.
- Edyciu! Chodź tu na chwilkę. - Zawołała ją mama.
Edyta wyszła na górę, a Dominika poszła do toalety. Potem zeszła Edyta, Milena i Paweł i wyszli z domu. Na mieście Milena z Edytą poszły kupić poduszkę.
- W czym pomóc? - Zapytała sprzedawczyni.
- Chciałyśmy kupić poduszkę, jakąś milutką i miękką.
Ekspedientka podeszła do poduszek i pokazała im wszystkie. Edyta wybrała jaskrawą, taką bardzo podobną do tej której miała Dominika. Poszły koło auta, bo było zamknięte. Paweł po jakieś chwili przyszedł, ale musiały trochę poczekać, więc w tym czasie kupiły lody do domu i do ręki. Pojechali do domu, a Edyta poszła do pokoju i położyła poduszkę na łóżko Dominiki. A przy okazji wzięła ojca poduszkę i dała na swoje miejsce. Dominika nie wychodziła z łazienki. Milena podała wszystkim lody i jedli w kuchni. Dominika wyszła słysząc głosy jakie mówili na temat lodów. - No wreszcie jesteś! I po co się obrażać? Siadaj i jedz.
Dominika bez słowa siadła i zjadła.

Odcinek #17.

Nagle zrobiło się jakoś dziwnie zimno.
- Co się dzieje?! - Zapytała głośnym tonem Edyta.
- Nie wiem. - Powiedziała zdziwiona Milena.
Paweł poszedł w stronę drzwi do piwnicy.
- Po co idziesz do piwnicy? - Zapytała Milena, bo było już za późno.
Po pewnym momencie Paweł przyszedł i powiedział:
- W piecu się pali, to ja nie wiem czemu jest tak zimno!
- O Jezu! - Krzyknęła Edyta stojąc przy oknie.
Wszyscy podeszli. I zobaczyli coś nie bywałego...
- To śnieg!
- Nie klnij tak Dominika!
Wszyscy popatrzyli na Dominikę.
- No i co się tak gapicie? Wszystko mnie ***!
Dominika pobiegła na gorę do pokoju swojego i Edyty. Nikt za nią nie pobiegł. Weszła, trzasnęła drzwiami i poszła wypłakać się w poduszkę i z dumą krzyknęła:
- To moja poduszka!!! To naprawdę ona!!!
Szkoda było jej płakać w ulubioną poduszkę. Nawet nie zauważyła, że to nowa. Wybiegła z pokoju i od razu zbiegła na dół.
- Zobaczcie! To moja stara poduszka!
- Niewiarygodne... - Przyznała Edyta.
- Okłamaliście mnie! Okłamaliście! Kłamcy!
- Weź, weź! Czy Ty naprawdę nie zauważyłaś, że to jest...
- Co?!
- Nic. Koniec tego tematu.
- Co ci?
- Nic. Nic i jeszcze raz nic!
- Nie bądźcie takie niegrzeczne! - Wtrąciła się mama.
Nastała cisza. Aż wreszcie Paweł zaproponował na deser galaretkę.
- Ty umiesz robić galaretkę?
- No jasne, że umiem! Nic w tym trudnego!
Paweł zabrał się do roboty. Po kilku minutach galaretka gotowa! I zjedli w ciszy.
- To ja może zapalę w piecu tylko że więcej. - Powiedział Paweł.
- A ja odwiedzę Bartka. - Powiedziała Edyta.
- A czy ja też mogę? - Zapytała Dominika.
- Ty? Taka mazgaja?
- Coś ty powiedziała?!
- To co chciałam!
- Przestańcie znowu zaczynać! Edyta pójdzie sama do Bartka, a Ty Dominiko zostaniesz. - Powiedziała mama.
- Że co?
- I koniec dyskusji. Jesteś dziś bardzo niegrzeczna! Zostajesz dziś w domu i nigdzie nie idziesz!
- Ale...
- Żadnych ale!
- Mamo nie mam kurtki zimowej. - Powiedziała Edyta.
- Na strychu jest zimowa, Twoja. Weź ją sobie.
- Dobra!
Edyta pobiegła na strych i znalazła parę rzeczy.
- Łał, ale tu są fajne rzeczy... - Mówiła tak sama do siebie
Znalazła zdjęcie jakieś osoby było bardzo stare. W myślach zastanawiała się kto to jest. Była ciekawa, ale nie mogła iść na dół. Schowała to zdjęcie do kieszonki w bluzie.
- Znalazłaś tę kurtkę?!
Ledwie słyszała głos mamy i szybko znalazła kurtkę.

Odcinek #18.

Edyta wyszła z domu i pobiegła szybko do domu Bartka. Zapukała do drzwi i otworzył jej Bartek.
- Cześć Bartek, mogę wejść?
- No jasne wchodź.
Edyta weszła i rozebrała się
- Co się stało?
- Zaraz Ci powiem.
Bartek poszedł do pokoju razem z Edytą.
- No co jest?
Edyta wyjęła z bluzy zdjęcie i pokazała Bartkowi.
- Skąd masz to zdjęcie?
- Dziś jak chciałam pójść Cię odwiedzić to mama mi powiedziała, że zimową kurtkę mam na strychu. No i poszłam tam i szukałam kurtki.
Zauważyłam tam to zdjęcie i chciałam się Ciebie zapytać kto by to mógł być.
- Ja tego nie wiem, ale może Twoja rodzina wie?
- Ja się nie chce nikogo pytać, bo pomyślą, że ukradłam to zdjęcie.
- Aha...
- To ja może już pójdę...
- Zaczekaj jeszcze się niczego nie napiłaś, a za oknem... mróz!
- To nic.
Edyta wyszła i poszła do domu. Zastanawiała się jak rodzice spłacą rachunek. Z pokoju Bartka dochodził głos:
- Edyta poczekaj, zostawiłaś zdjęcie!
Jednak Edyta nic nie usłyszała. Szła dalej, a śnieg nie przestawał sypać. Była zbyt głęboko zamyślona. Bartek szybko ubrał się i pobiegł za Edytą. Jej już nie było widać. Było coraz ciemniej. Bartek nie zauważył swojego domu ani Edyty. Ona też się zgubiła. Robiła się gęsta mgła i Edyta się przewróciła. Bartek szukał jej i wołał:
- Edyta! Edyta!
I tak kilka razy. Niestety nie znalazł jej. Bartek chciał wrócić do domu, ale już go nie widział. Po kilku godzinach już było bardzo ciemno. Bartek znalazł jakiś dom, a raczej ruderę. Postanowił więc przespać się jeden dzień, a rano iść do domu. Zadzwonił do drzwi, a dzwonek był jakiś dziwny, bardzo przerażający. Otworzyła mu jakaś pani, wyglądała na bardzo miłą, ale była bardzo brzydka, mała i stara.
- Zapraszam Cię chłopcze.
- No to ja już sobie pójdę...
Bartek poszedł jeden krok, a kobieta pociągnęła go i powiedziała:
- Poczekaj, chcesz iść w taką śnieżycę? Zamarzniesz... a raczej już zamarzłeś! Wejdź proszę. - Powiedziała tak wskazując na swój dom.
Bartek wszedł, ale był bardzo przerażony. Wszystko wyglądało dziwnie. Po domu chodziły pająki, widać było ich sieci, wisiały nad głową Bartka. Już zapomniał o Edycie. Kobieta wyszła na górę i powiedziała Bartkowi, żeby szedł za nią. Bartek rozglądał się co krok. Weszli do ciemnego pokoju, a kobieta zapaliła mu świecę i pościeliła łóżko. Kobieta wyszła, a Bartek poszedł spać.

Odcinek #19.

Bartek nie mógł zasnąć. Ciągle słyszał jakieś dziwne głosy. Bał się. Przez przypadek zdjęcie, które przyniosła Edyta upadło na podłogę, a ramka roztrzaskała się. Bartek szybko pozbierał odłamki. Zdjęcie na szczęście zostało całe.
- Co ja narobiłem? - Mówił sam do siebie.
Kobieta słysząc glosy weszła do pokoju. Światło zostało zgaszone, a Bartek udawał, że śpi. Później wyszła. Bartek nadal nie mógł spać. Słyszał bardzo dziwne odgłosy. Schował się pod kołdrę i bał się. Popatrzył na zdjęcie. Łza spłynęła mu po policzku. Nie wiedział kto to jest. Podszedł do okna i zobaczył... zjawę! Nie tylko zjawę, ale i wampiry i potwory. Śmiały się do niego. Bartek wytarł oczy, ale zjaw już nie widział.
- Czy to złudzenie?
Bartek roztrzęsiony poszedł do łóżka i w końcu zasnął. Nad ranem kobieta dziwnym głosem jak gdyby miała chrypkę mówiła do Bartka:
- Wstawaj Ty leniwa chłopino! Robota czeka!
- Mamusiu jeszcze chwilka... - Mówił Bartek z zamkniętymi oczami.
- Ty idioto! Wstawaj już! Do roboty!
Bartek od razu wstał. Staruszka nie przedstawiła się mu więc ją zapytał:
- Jak ma Pani na imię?
- A co Cię to obchodzi? Lepiej byś zszedł na dół i nie gadał!
- No dobrze, już idę.
Bartek zszedł na dół.
- A oto twoje śniadanie. - Wskazywała na talerz z duszonymi ślimakami w jakimś sosie.
- A co to ma być?
- Nie widzisz głupcze?! Normalne śniadanie! Masz to zjeść i natychmiast!
- Nie dziękuje, nie jestem głodny.
- Czarownicom się nie odmawia!! Upsssss co ja powiedziałam.
- A więc to tak! Pani jest czarownicą! Od razu mogłem się domyślić! Bartek już chciał wyjść, ale nagle wszystkie drzwi zostały zamknięte na klucz.
- Co się dzieje?
- Hahaha, już nigdy się stąd nie wydostaniesz! Hahaahhaha. - Rozległ się demoniczny śmiech.


© Copyright 2005 - 2009 www.sims.fan.pl