logo
logo
logo
logologologo
System reklamy Test
 

Wielebny Antonio


Odcinek 1

Antonio był do dzisiejszego dnia zwykłym najzwyczajniejszym wielebnym w parafii im. Św. Sima Edwarda. Otóż dzisiejszego dnia Antonio postanowił zrobić coś nadzwyczajnego, i jak chyba się domyślacie udało mu się to. Wielebny był z natury spokojnym człowiekiem, ale gdy Simbóg dawał mu znak potrafił nawet zatańczyć na róże w simtannie. Antonio postanowił wyjechać na zlot Simsatanistów jako szpieg 005. Niestety Sim Antonio nie należał do najbogatszych mimo obfitej jamłóżny wszystko oddawał na simświątynie. Dlatego musiał żebrać! Ale nie Antonio nigdy by tego nie zrobił, nigdy by się tak nie poniżył, ponieważ pół miasta uważała go za idola. Ale powiedział sobie, czemu nie... Antonio przecież miał wrodzone umiejętności Rockowe i postanowił zagrać na ulicy. Nazajutrz Antonio poszedł umówić się z Simśniewskim, aby zagrał z nim koncert charytatywny. Dlatego podkreślił charytatywny, ponieważ wiedział, że Simśniewski wtedy by dał mu całą kwotę. Antonio po tej wizycie był niezmiernie spocony, ponieważ nie lubił kłamać, a zwłaszcza w takiej sprawie. Ale cóż zawsze jest ten pierwszy raz. Zanim wielebny poszedł na to umówione zebranie "rockowe", podszedł do swojego laptopa i zapisał: "Dzisiaj umówiłem się z Simśniewskim na koncert charytatywny na rzecz wyprawy szpiegowskiej do Simsatanistów..."

Odcinek 2

Wielebny spoczął w obliczu swojego laptopa i kontynuował sporządzanie notatki:

Uważam, że jest to dość dobry pomysł, ponieważ dowiem się czegoś więcej tajemniczych kultach satanistów. Dość tej sztywności tak naprawdę to jestem głównym redaktorem gazetki parafialnej "Simsparafia" i tylko, dlatego tam chcę pojechać, aby zdobyć nowy pomysł na temat. Uwielbiam redagować, a zdolności rockowe wzięły się z tego, że od niedawna uczę się grać na basie. Zdolności nie są jednak wrodzone. Mam nadzieję, że nie stracę przez to parafian, jeśli powiem, że kiedyś wyznawałem Islam. "W wieku 17 lat Bóg podarował mi powołanie, wraz oczywiście z weną twórczą - oczywiście Rockową." Jak widzicie jestem bardzo zaangażowanym wielebnym, ale to nie wszystkie z moich zainteresowań. Jestem także założycielem strony internetowej "SimsFanParafian". Pewnie myślicie i pytacie sobie w duchu, co za wielebny ma tyle zainteresowań? Otóż to! Jako iż niegdyś byłem wyznawcą SimIslamu mieszkałem kiedyś w ubogiej rodzinie na wschodzie Simganistanu przy centrum dowodzenia siłami religijnymi, tzn. największej katedrze Sislamskiej. Jestem przecież księdzem w parafii tu w SimPolsce. Dlatego jak przyjechałem tutaj nieść słowo Boże to wszystko mnie zaciekawiło. Ponieważ w moim rodzinnym domu nie miałem: ani gitary basowej, ani komputera, ani tak pięknej parafii. Stronę i gazetkę robię dla powiększenia mojej parafii. Otóż szanowny Burmistrz Defacto poinformował mnie, że jeżeli pobije rekord zaangażowania religijno-katolickiego to da nam fundusze na wybudowanie nowego obiektu parafialnego, czyli kościoła i powiększenia naszej parafii o ponad 2 razy! Wiecie, co to znaczy dla naszej małej parafijki? Sukces moi drodzy! Nic innego, tylko i wyłącznie sukces i zyski, z których będziemy mogli powiększyć znowu swoją Simświątynie.

Odcinek 3

Jak napisałem w poprzednim zapisie, oddałbym wszystkie pieniądze na Simświątynie. Dobra, dzisiaj opiszę moją wyprawę do Simsatanistów. Ponieważ przed chwilą z niej wróciłem. Było to wręcz straszne, czy nawet okropne. To, co tam usłyszałem trudno sobie wyobrażacie, a co dopiero pojąć. Tyle bluźnierstwa pod adresem innych wiar. Wymiotować się chciało. Musiałem jednak wytrzymać do końca, ponieważ zorientowaliby się, że jestem obcy. O mały włos nie zostałem poddany ochrzczeniu, ale akurat miałem na głowie kaptur i kapłan mnie nie zauważył. Było bardzo emocjonalnie, miałem szczęście, że akurat trafiłem na satanistyczny chrzest. Więc miałem dużo przeżyć. Myślę, że zdobyłem cenne informacje do mojego tematu w Simgazetce. Tak apropos: to zapraszam do zakupu parafialnej gazetki!

Dobra przejdźmy do szczegółów. Gdy weszłam do tego miejsca, nie wiem czy mogę nazwać to coś świątynią, ponieważ było tam nadzwyczaj niemiło np. wszędzie krew i satanistyczne rysunki. Byłem przerażony, od razu miałem ochotę wyjść, ale musiałem zostać i zdobyć natchnienie na nowy artykuł. Wszedłem! Na początek śpiewaliśmy jakieś niezrozumiałe piosenki, a po nich rozmawialiśmy o różnych zabójstwach i klątwach. Potem stało się najgorsze, czyli coś w stylu naszej komunii świętej, musieliśmy pić ludzką krew zmarłych proroków. Myślałem, że zwymiotuję, ale chwała Bogu nie napiłem się tego tylko trzymałem w buzi, aż do końca zebrania. Troszkę mi wleciało do gardła (niestety), miało to smak oranżady tylko takiej mdłej, niedobrej, zimnej i kwaśnej, nad wyraz nieświeżej. Niektórzy wymiotowali, ale dostawali ostrzeżenie, nie wiem, na jaki temat, ponieważ niedosłyszałem, ale wziąłem dyktafon, który może to zarejestrował. Potem przyszedł chrzest jeszcze gorsze niż ta komunia może nie gorsze, ale na pewno drastyczniejsze. Ludzie kładli się na ołtarzu i kapłan lał ich, nie wiem, czymś czarnym może smołą, a potem musieli oblani w tym chodzić nago po całej świątyni. Było to obrzydliwe i było widać, że chcieli stamtąd wyjść. Po tym wszystko się zakończyło. Wyszedłem stamtąd, nareszcie mogłem wypluć tę krew. Ale nie na ziemię! Wziąłem ją to sakiewki i poddałem analizie, ale o tym w następnej notatce! W następnej notatce opowiem wam także, co usłyszałem w moim dyktafonie!

Odcinek 4

Tak jak mówiłem w poprzedniej notatce przesłuchałem tę kasetę z dyktafonu, ale bez żadnego skutku, ponieważ taśma została zniszczona. Tajemniczą rzeczą jest to, że nie wiem, dlaczego! Gdyby powód był na przykład taki, że taśma uległa zamoczeniu to także zniszczony by był dyktafon, a nie jest! Dziwne! Gdyby taśma została rozmagnesowana to dyktafon samoczynnie by ją zniszczył, a na taśmie by był nagrany tylko pisk! Nie stało się tak! Jednak gdzieś w środku nagrania został tylko efekt chrztu. Może to stało się specjalnie, a może to tylko wybryk mojego starego dyktafonu, ale raczej nie, to by było zbyt dziwne. Ale postanowiłem tego tak nie zostawić, zaniosłem dyktafon do serwisu i nie wykryto żadnych przyczyn, tego dlaczego tak się stało, ani nie wykryto żadnych usterek w dyktafonie. Teraz to ja już zupełnie zgłupiałem, nie wiem co robić. Ej, ej, ej przecież to co chciałem usłyszeć odbywało się podczas chrztu! Oj, musze to przesłuchać jeszcze raz...
5min później:

Teraz już wszystko jasne te słowa, a właściwie ten wyraz to jakieś zaklęcie szatańskie, może po litewsku (?) nie wiem. Sprawdziłem to w Internecie i wykryło mi, że jest to wyraz pochodzący od starego języka greckiego i oznacza on "Jedność śmierci z życiem". Według mnie chodzi o to, aby każdy satanista był zjednoczony "w żywocie i śmierci". Może jest to coś w stylu naszego błogosławienia. Zbadam to, i zaraz gdy to zrobię napiszę notatkę o tym.

Odcinek 5

No tak mogłem się domyśleć... Te słowa nie oznaczają nic innego tylko to, aby człowiek spokrewniony z diabłem był w kontakcie za życia z jego panem! Kapłani mówią tak dla tego, aby nowy uczestnik klanu nie popadł w jakąś schizofrenie i nie odłączył się od niego na dobre i na złe! Skąd to wiem? Mój dobry przyjaciel Rafael zajmuje się sprawami magicznymi i jak się okazało także satanistycznymi. Rafael to człowiek, któremu można zaufać! Będzie on mi pomagał w dalszych eksperymentach! Rafael jest wielkim magikiem, mieszka w Abrakadabrowie - jest to wielkiemiasto zbudowane niedawno przez wielkich magików! Aby się tam dostać trzeba mieć nie lada odwagę, ponieważ "porządku pilnują" tam straszni strażnicy! Wykrywają oni wszystko nawet coś, co jest na drugiej kuli Simskiej! I w dodatku panuje tam surowe prawo. Na przykład Rafael odsiadywał kiedyś dwa lata za to, że niechcący wpadł na jednego ze strażników. Oni mogą wszystko! Ale Abrakadabrowo to jak najbardziej sprawiedliwe miasto tylko czasami skarżą za głupoty. Na szczęście to już się zmieniło, ponieważ kiedyś było takie prawo. Odkąd Defacto zaskarżył magnata miasta Abrakadabrowo wszystko się tam zmieniło. Teraz te miasto jest nazywane miastem marzeń. Wszyscy są tam bogaci i uczciwi. Niema tam żadnej wrogości czy złodziejstwa. Teraz magnaci Abrakadabry, bo jeszcze jest ich kilku, pilnują miasta - w przeciwieństwie do niesprawiedliwych strażników! Wszyscy mają tam pracę! Rafael oprócz tego, że zajmuje się magią uczy w magicznej szkole SimHogwart! Jest nauczycielem do spraw karnacji i rzeczy dobrych tzn. uczy po prostu podstawowych zaklęć! Rafael ma swoją klasę, co nie jest często spotykane. Chociaż uczniów jest tam około trzech tysięcy, klas jest tylko cztery! Cóż tu mówić? Rafael pomoże mi w następnym eksperymencie! Bardzo niebezpiecznym, ale ekscytującym!

Odcinek 6

Rano, gdy szliśmy z Rafaelem do sklepu po świeże bułeczki zauważyłem jakiegoś podejrzanego typa, którego widziałem na zbiorze satanistycznym. Stał on blisko kapłana, więc może to ktoś ważny, ale nie jestem pewien! Ja chciałem od razu go przepytać, ale Rafael powiedział, że załatwi to w bardziej bezpieczny sposób i będziemy mieli pewność, że to prawda. Tak więc: Rafael dowie się wiele o jego przeszłości - poprzez magię, oczywiście! Ale Rafael musiał mieć coś do zidentyfikowania na przykład włos lub kropla potu, więc podszedłem do tego kolesia i szturchałem go udając, że to niechcący! W między czasie zdobyłem jego włos, a gdy ocierałem się o niego to spadła na mnie jego kropla potu, więc mieliśmy już dwa przedmioty do zidentyfikowania tego gościa. Po wszystkim pojechaliśmy do domu Rafaela w Abrakadabrze! Ponieważ ma on tam wszystkie przedmioty niezbędne to tego rodzaju eksperymentów. Rafael przyznał, że robi to trzeci raz w życiu i żebym się nie denerwował, gdy coś nie wyjdzie! Ale po chwili ciężkiego oddechu wszystko poszło dobrze i zgodnie z planem. Rafael mocno przeżywał jego przeszłość i po jakimś czasie uznał, że musimy jechać do niego i go powstrzymać! Był tak zagoniony, że nie zdążył mi powiedzieć, co się dzieje! Ja jednak wiedziałem, że to coś ważnego, bo Rafael jest bardzo spokojną osóbką i nigdy by tak nie postąpił, gdyby to było coś mało ważnego. Gdy doszliśmy na miejsce, czyli tam gdzie spotkaliśmy tego satanistę Rafael powiedział mi, o co chodzi. Wyjawił mi, że ten typ chce zabić starszą panią, ponieważ dostał wiadomość od swojego Pana, że właśnie odebrała pieniądze ze składki kościelnej! Nie rozumiałem tylko, dlaczego chce ją zabić, a nie okraść. Gdy chwilę się jej przyjrzałem to zauważyłem, że jest to pani Kowalska. Bardzo ważna osoba w Sim City! Jest ona przewodniczącą zgrupowania sióstr zakonnych księdza Jana Mariana Trzeciego, jest to także sekretarka w sądzie Sim City! Jak postąpiliśmy z Rafaelem opiszę w następnej notatce!

Odcinek 7

Afera, z jaką mieliśmy do czynienia z Rafaelem była bardzo straszna, a zarazem ekscytująca. Wiedzieliśmy z Rafaelem, że musimy uratować lub przynajmniej ostrzec Panią Kowalską o tym, co chcą z nią zrobić bracia sekty. Nie wiedzieliśmy jednak jak to zrobić, bo sekciarz był ku niej bardzo blisko i gdybyśmy się zbliżyli to by uciekł i spróbował to zrobić, kiedy indziej. Ale wiedzieliśmy, że wtedy moglibyśmy zadzwonić po policje. Mamy przecież świadka Rafaela. I wiemy, że to sekciarz, ponieważ widziałem go na (hmmm...) no powiedzmy mszy. No i wkroczyliśmy, ale jednak zerwaliśmy z opcją ucieczki bandyty. Dlatego Rafael podszedł do niego od tyłu, ja poszedłem od przodu niego do pani Kowalskiej tak, aby specjalnie widział mnie. Wtedy na pewno uciekałby do tyłu, a przecież tam na niego czekał Rafael. Bandyta, gdy podszedłem bliżej pani Kowalskiej zaczął coś podejrzewać. I wtedy ku naszemu zaskoczeniu sekciarz zaczął biec do pani Kowalskiej. Widać za wszelką cenę chciał wypełnić misję, jaką powierzył mu zapewne jego Kapłan, Morelo. Wiem, że tak się nazywa, bo jak wychodziłem z zebrania sekciarzy usłyszałem jak ktoś go wołał po imieniu. Może był to nawet ten człowiek nie wiem, widać tylko było, że umie się znakomicie kryć w cieniu. Wróćmy jednak to naszej głównej sprawy. Gdy to zobaczyłem także zacząłem biec, ale na niego. Skoczyłem, powiesiłem się na niego. Bandyta wyjął nóż i zaczął wymachiwać mi nim koło nosa. Na szczęście był za nim nadal mój przyjaciel Rafael. Z zaskoczenia wyrwał mu nóż. Zrobił mu "dzwignię", umiał to ponieważ Rafael trenuje Ju-Jitsu. Wtem zobaczyła to nasza pani Kowalska. Krzyczałem do niej, że ten człowiek chciał ją zabić. Ona zaczęła krzyczeć "Policja! Policja!". Podbiegł do niej pan policjant i zakuł bandytę. Jednak przez parę chwil stanęło mi serce, ponieważ wystraszyłem się strasznie o panią Kowalska i poza tym policjant chciał mnie zakuć, a tego złoczyńca wypuścić, ale pani Kowalska powiedziała wszystko od początku do końca panu policjantowi, ostatecznie uwierzył, że to nie ja. Pojechaliśmy wozem Rafaela za policją, ponieważ musieliśmy złożyć zeznania. Pani Kowalska także jechała z nami, ponieważ bardzo się bała jechać z tym szaleńcem, nie wiadomo, co jeszcze mógłby zrobić... Spokojnie dojechaliśmy na miejsce i zaczęliśmy zeznawać. O tym co się stało następnego dnia napisze w następnej notatce!

Odcinek 8

Dojechaliśmy spokojnie na miejsce, zeznaliśmy, że to nie my chcieliśmy napaść na tego bandziora tylko on na panią Kowalską. Nie chciał wierzyć, ale po zeznaniach Pani Kowalskiej policjant przeprosił nas i dał nam małą nagrodę za ujęcie przestępcy. Pani Kowalska Irena jak nam się przedstawiła, zaprosiła do kawiarenki na mały poczęstunek za to, że ją uratowaliśmy. Po tym wszystkim pojechaliśmy do domu i spokojnie zasnęliśmy. O czwartej lub nawet trzeciej rano obudził nas przeraźliwy krzyk!!!

-AAA, RATUNKU PANI ANTONI!!!
Podbiegłem, czym prędzej do okna i zobaczyłem, iż jakiś bezczelny typ atakuje panią Kowalską. Zbiegliśmy na dół natychmiast rzuciliśmy się na tego typa. Okazało się, że to ten sam gość, który zaatakował panią Kowalską jeszcze zeszłego dnia! Pomyślałem wtedy, dlaczego on jest na wolności, ale szybko się ocknąłem z myśli, ponieważ dostałem czymś chyba pałką po głowie. Straciłem przytomność. Po przyjechaniu do szpitala okazało się, że napastnik, który uderzył mnie w głowę to nasz znajomy z poprzedniego napadu... Policjant! Miałem ochotę go zamordować no, ale przecież jestem księdzem od razu sobie tego odmówiłem. Ale długo myślałem na tym nieudacznikiem. Wzniosłem o zwolnienie tego pokraki! Już nie pierwszy raz tak mnie wpakował ani nie drugi. I bezczelniak jeszcze chciał mnie wpakować do więzienia. Pomyślałem tego za wiele... Wstałem z łóżka, chwile się wahałem, ponieważ kręciło mi się w głowie. Nabrałem rozmach i moja pięść ruszyła w kierunku nosa tego niezdary. Jakieś pięć czy sześć centymetrów przed jego nosem, zatrzymałem rękę i zmądrzałem, iż gdy go uderzę to mnie kretyn będzie chciał zakłuć za pobicie policjanta na służbie. - Zaśmiałem się lekko w duchu.
Po czym musiałem się położyć. Zakręciło mi się w głowie. Straciłem przytomność po raz drugi. Dwa dni później bo wtedy się zbudziłem... Ahh, co się stało dwa dni później napiszę w następnej notatce ponieważ jeszcze boli mnie głowa!

Odcinek 9

Jak się domyślam oczekujecie, że wstałem, Bóg dał mi mocy strongmena i zabiłem tego policjanta. Niestety tego nie zrobiłem, były to jak na tą chwilę tylko moje ciche marzenia. Posiedziałem w szpitalu jeszcze dwa dni, ponieważ wykryto u mnie jakiś wstrząs mózgu i musiałem odpoczywać. Policjanta zwolniono na okres próbny, przyjmą go za 3 miesiące i jak znowu coś przeskrobie to go wywalą na stałe. Gdy dowiedziałem się o tym modliłem się do Boga, aby w ten okres, kiedy on wróci na służbę nic złego się nie działo, a przynajmniej z moim udziałem. Drugiego takiego wstrząsu raczej bym nie wytrzymał. Dzisiaj po raz kolejny Rafael pokłócił się ze swoją żoną o byle powód. Pomyślałem: czy wpaść do nich na kawkę i jakoś doprowadzić do kresu tego sporu. Ale byłem bardzo niepewny siebie, ponieważ sami wiecie, nie wiadomo czy wypada. No, ale poszedłem. Na korytarzu było zupełnie ciszej niż wtedy, kiedy szedłem ostatnio do Rafaela. Słychać było, że nie ma kłótni. Gdy mój palec wędrował już ku dzwonkowi usłyszałem jakiś upadek. Nie wiem czy to coś spadającego na ziemię, czy ktoś się potknął. Zadzwoniłem. Nagle wszystko jakoś uciekało zacząłem słyszeć szuranie. Ewidentnie ktoś dawał mi do zrozumienia, że jest w środku. Wszedłem, i zobaczyłem Rafaela siedzącego pod ścianą i zawiązanego sznurami. Zdjąłem mu szal z buzi, przez którego nie mógł mówić i spytałem, co tu się dzieje?! Cały dom był taki... jak gdyby przeszło tam tornado, czy inny niszczycielski żywioł. Rafael opowiedział mi, że na jego dom napadli jacyś ludzie. Mówił, że mieli na dłoniach takie same znaki jak inny dotychczas poznani przez nas sekciarze. Wtedy wiedzieliśmy, że niepotrzebnie wdawaliśmy się w ten szyk zdarzeń. Najgorsze było, gdy przypominałem sobie, że to wszystko zaczęło się ode mnie i właściwie przez mnie. Pobiegliśmy z Rafaelem szybko do mnie, z obawy, że ci sekciarze chcą zdemolować także nasz dom. W dwoje mogliśmy ich złapać, ponieważ sekciarzy jak mówił Rafael także było dwóch. Po dojściu na miejsce od razu powietrze lepiej przechodziło przez płuca, ponieważ na szczęście mój dom stał cały i zdrowy. Póki czas zadzwoniliśmy na policję, zeznaliśmy i poszliśmy spać. Rafael spał u mnie, ponieważ całą noc policjanci robili przeszukanie. Rafaelowi było strasznie przykro, ponieważ pokłócił się z żoną. Gdy o niej rozmawialiśmy Rafael sobie o niej przypomniał i spytał, a co z nią?! Mam nadzieję, że jej nic nie zrobili! Dobrze, że nie było jej na miejscu zdarzenia! Zadzwoniliśmy do jej matki i na szczęście była u niej. Wszystko sobie wyjaśnili i umówili się nazajutrz. Wszystko co było potem opisze w następnej notatce!

Odcinek 10

Odprowadziłem Rafaela do domu matki jego żony Majki. Aha zapomniałem Wam dodać, że Rafael to mąż Majki... Tak tej Majki! Majki Ćwir. Od kiedy rozwiodła się z Henrykiem jest strasznie rozluźniona i mało spięta nie to, co przy nim. Zawsze zastanawiałem się, dlaczego akurat dzisiejszego dnia Rafael wyjaśnił mi, że do pory rozwodu był kochankiem Majki. Oboje pomyśleliśmy to samo! Wtedy przypomniałem sobie o Henrym. Tak to musiał być on. Pamiętacie, gdy wyruszyłem do sekty pewien Kapłan mruczał coś do tego bandziora. Na dziewięćdziesiąt dziewięć procent tym człowiekiem był Henry! Wtedy już wiedzieliśmy, dlaczego cały ten napad na jego dom. Zbuntowany Henry postanowił zemścić się na Rafaelu. To dlatego nasłał tylu ludzi na nas. Prawdopodobnie wszystkie te akcje były tylko upozorowane. Postanowiliśmy iść by to sprawdzić, ale niestety Rafael był już umówiony z Majką. Nie mógł w takiej chwili jej zawieść. Musiałem iść sam. Strasznie się bałem, że wpadnę znowu w jakieś kłopoty, a po nich stoczy się do mnie Rafael. Ale poszedłem, wziąłem ze sobą pistolet Rafaela, i pobiegłem, czym prędzej do tej sekty. Byłem tak przestraszony, że na szczęście niedaleko domu Rafaela zorientowałem się, że ta sekta jest jakieś 50 kilometrów stąd. Ja głupi chciałem tam biec. Dlatego wróciłem się i wziąłem kluczyki do mojego harleya i pojechałem. Po jakiś dziesięciu minutach byłem na miejscu. Bramy wejściowej strzegli "goryle", dlatego nie było mowy o wejściu legalnym. Zaszedłem w bok. Przeskoczyłem bramę i cicho skradałem się do drzwi. Niestety drzwi strzegli tacy sami wielcy goryle. O pobiciu ich nie było mowy. Nagle poczułem piękny zapach szedłem za nim i dojrzałem, iż okno kuchenne jest otwarte. Niestety w kuchni był kucharz. To był jakiś maluch. Wszedłem przez okno i stłukłem go lekko patelnią tak, abym go nie skrzywdził, ale żeby nic nie pamiętał i tak żeby na chwile sobie zasnął. Wychodzę z kuchni szczęśliwy, że tak go pięknie zauważyłem zamknąłem na chwile oczy gdy je otworzyłem skapałem się, że niestety drzwi wyjściowe kuchni to wejście do sali chyba konferencyjnej. Wszyscy na mnie się patrzyli, a było ich tam wielu. Po chwili na środku stołu dostrzegłem Henryka. Wstał i powiedział do mnie:
- O witam pana Wielebnego Antonia Defacto.

Nagle wszyscy zaczęli plotkować. Tak, teraz muszę się wam przyznać jestem jedynym synem Burmistrza Defacto. Wybaczcie mi, że nie powiedziałem Wam wszystkiego od początku, a właściwie do początku, ale nie mogłem. Bałem się, że mi nie uwierzycie. I kontynuowałem.
- Witam panie Ćwir.
- Co Cię tu sprowadza?
- Przyszedłem Cię zapytać, dlaczego nasyłasz na mnie i na Rafaela LaTorneu swoich sekciarzy i dlaczego pozorujesz napady?
- Pewnie myślisz, że to sprawka zemsty lub zazdrości? Niestety nie. Rafael nie powiedział Ci wszystkiego o sobie. Nie wiesz, że Rafael był kiedyś członkiem sekty? Wtedy zamarłem, ale wszystko co działo się później opowiem wam w następnej notatce!

Odcinek 11

W poprzedniej notatce obiecywałem Wam, że napisze coś więcej o moim prawdziwym obliczu i jak zostałem księdzem. Otóż miałem bardzo dziwne dzieciństwo, choć wcale nie nieszczęśliwe. Więc nie mogę narzekać. Otóż Defacto mój ojciec cały czas poświęcał pracy i tylko pracy. Mama miała już go dość. Pewnego dnia mama Cathrina Defacto postanowiła z tym wszystkim skończyć. Zapomnieć o Defacto i uciec z jego życia. Dlatego w pewien mroczny nocny wieczór, gdy była mgła i padał deszcz, a księżyc był w pełni wyszliśmy z domu i już nigdy nie wróciliśmy. Byłem wtedy młody. Może miałem 6 lat. Nie pamiętam. Wszystko działo się tak szybko, że mama nic mi nie powiedziała. Gdy wyszliśmy z domu strasznie płakałem. Jeszcze muszę Wam powiedzieć jedną istotną prawdę. Kiedy byłem bardzo młody Defacto był bardzo biednym obywatelem. Był sklepikarzem, a dlatego nie było go w domu, że po pracy wymykał się z domu i szedł żebrać. Nikomu nic nie powiedział i mama myślała, że Defacto ma kochankę. Dlatego uciekliśmy. Gdy dowiedziałem się o tym nigdy nie mogłem sobie wybaczyć. On tak bardzo się dla nas poświęcał, gdy nie miałem butów biegał po ludziach i prosił na buty dla mnie! Przeprasza... ale gdy to piszę... nie mogę tego pisać... ale nie wybaczę sobie... musze powiedzieć Wam wszystko. Pewnej nocy mama poszła szpiegować tatę. Chciała się dowiedzieć, z kim się spotyka. Była to noc w którą uciekliśmy. Tata wtedy nie poszedł do domu. Od razu wyszedł to robić - żebrać. Mamie o mało nie pękło serce, dosłownie. Gdy przyszła miała zamiar wracać szybko biegła po mnie. Jednak, gdy dotarła na miejsce mnie już nie zastała. Ktoś mnie porwał. Nie pamiętam, kto. Ale teraz już wiem. To był Henryk. Boss sekty jak i jego mafii. Do teraz na lewym barku mam tatuaż sekty. Gdy tam byłem modliłem się do Boga o zdrowie i o życie. Gdyż bardzo cierpiałem. Wtedy po długich modłach, które trwały około 2 dni. NonStop. Objawił mi się mój anioł stróż. Powiedział mi wszystko i nakazał chronić wszystkich, których zło sekty dopadło. Wtedy wziął mnie za rękę i wyprowadził z tego miejsca. Mrocznego miejsca. Wszystkie napady, w których miałem okazję brać udział, wcale nie były przypadkowe. Takie zrządzenie losu nie jest możliwe. O każdym planie mówił mi mój Anioł. Za każdym razem, gdy do mnie przychodził wiedziałem, o co chodzi i zaczynałem płakać, płakać jak dziecko. Nie wiem dlaczego. To przerastało moje siły. Gdy miał miejsce napad na panią Kowalską to ponownie zjawił się Anioł! Wtedy... nic się nie działo... pokazał się i wyszedł... ale jednak wiedziałem na kogo i gdzie będzie napad... jednak nigdy nie wiedziałem w jakim celu!


© Copyright 2005 - 2009 www.sims.fan.pl