logo
logo
logo
logologologo
System reklamy Test
 

Wybryki życia


Odcinek #1.

PROLOG.

Jestem człowiekiem grzechu. To nie do końca jest prawda, ale fajnie brzmi. Moje krótkie życie to jedna wielka smutna historia, którą postaram się Wam opowiedzieć. Może będzie nudne dla niektórych z Was, może ciekawe... to się okaże. No wiec.... Jestem Dallas. Steven Dallas. Jestem rudy (a właściwie byłem, bo teraz to jestem siwy), biedny, brzydki i bez szans na spokojne pójście w zaświaty. Za 4. dni umrę w mojej biednej, brudnej, małej i opuszczonej przez Boga chałupce w Miłowie pod lasem. Wszyscy mnie opuścili i jestem tak bardzo samotny... Umrę sam, bez nikogo. Jedyne osoby, które kocham, maja mnie w nosie. Moje życie jest tak bardzo smutne... Ale cóż.. opowiem Wam moją historię...

Odcinek #2.

DZIECIŃSTWO STEVENA CZĘŒĆ 1.

Urodziłem się w Milowe, w małym, ponurym domku. Od samego początku nikogo nie obchodziłem. Miałem zaledwie roczek i pragnąłem ciepła i miłości mamy, która była w owych czasach bita przez ojca. Taty zawsze się balem. Nieraz potrafił nakrzyczeć bardzo na mnie i dawać kary za nic. Pamiętam jeden dzień - było zimno, bo nadchodziła zima. Mama płakała i załamywała ręce bo tata kupił sobie barek za ostatnie pieniądze w domu, a właśnie w tym dniu nasza lodówka opustoszała. Mama chodziła cały dzień głodna, a mi tez kiszki marsza grały. Ale się nie skarżyłem się bo wiedziałem, że tata by krzyczał. Matka poszła sprzedać mój stolik do przewijania i kupiła jedzenie. Gdy ojciec to zobaczył wpadł w taki szał, ze zepchnął matkę do basenu bez wyjścia, a mnie wyrzucił na dwór. Zmęczona mamusia już po godzinie krzyczenia i proszenia ojca, utonęła. Siedziałem przy schodach i patrzałem na kostuchę, która zabierała mi matkę. Ojciec gdy to zobaczył opylił grób i za resztę kupił nowocześniejszy barek, a mnie za karę zostawił na dworze. Myślałem, ze nie przeżyje tego dnia. Byłem, brudny, głodny i zziębnięty. Z wycieńczenia zemdlałem.

Odcinek #3.

DZIECIŃSTWO STEVENA CZĘŚĆ 2.

Gdy otworzyłem oczy, poczułem że leże w ciepłym łóżeczku, i patrzą na mnie inne dzieci. Dopiero później dowiedziałem się, ze mój stary miał tej nocy taka balangę, ze wywołał pożar. Zginął w płomieniach, a mną zajęła się opieka społeczna. Gdy stałem się dzieckiem było dla mnie już jasne, ze nikt mnie nie lubi i mną pogardza. Dostałem najmniejszy pokoik najbardziej niewygodnym łóżkiem, nie dostawałem kolacji, ani śniadania. Ale pewnego dnia dostali telefon, że ktoś chce mnie zaadoptować. Trafiłem do rodziny Luneta, gdzie było już 9-cioro dzieci (2 się wyprowadziło), a zaadoptowali mnie tylko dlatego, żeby spełnić aspiracje swego życia i mieć 10 dzieci. Nikt tam mnie nie kochał, gdy ledwo osiągnąłem wiek nastolatka, to zacząłem pracować, i tylko dlatego mnie u siebie trzymali. Dzieciństwo miałem straszne.

Odcinek #4.

MŁODOŚĆ STEVENA.

W godzinę po moich urodzinach wyprowadziłem się od moich przybranych rodziców i stanąłem na własnych nogach. Co to aspiracja, ambicja, pieniądze, czy duma nie wiedziałem, znalem tylko ignorancję, upokorzenie, biedę i głód. Zacząłem pracować jako sprzątacz. Napatrzyłem się na bogactwo innych Simow, ale nie zazdrościłem im ponieważ miąłem swój kat, co dla mnie było dużym osiągnięciem. Zaprosiłem moich przybranych rodziców do siebie na "parapetówkę" i pokazałem im mój dom - brudne ściany z odpadającym tynkiem, zniszczona - brudna wykładzina, stare, zepsute meble i niewygodne łóżko. Z łazienki dochodził smród a w kuchni mieścił się tylko jeden Sim.
- Podoba się Wam? - Spytałem.
- Eee... bardzo ładnie, aczkolwiek trochę brudno... - Wyjąkała mama.
Ale miałem bardzo bujną wyobraźnie i widziałem zgoła co innego - bordowe ściany, puszysty biały dywan, śliczne obrazy, perski dywan przed kominkiem, śliczna łazienka, wygodne łóżko z baldachimem i śliczna kanapa. Byłem szczęśliwy.

Odcinek #5.

PIERWSZE PROBLEMY.

Któregoś dnia, gdy wróciłem do mojego "ślicznego" domku zastałem całkiem zalaną łazienkę, radio zepsute, a w skrzynce pocztowej mnóstwo rachunków! Złapałem się za głowę i moja wyobraźnia nagle gdzieś się schowała. Teraz wyraźnie widziałem ubóstwo mojego mieszkania. Starając się nie płakać naprawiłem wszystko, i pożegnałem się z radiem - sprzedałem go i zapłaciłem rachunki. Zmieniłem prace, i zamiast być w serwisie sprzątającym, miąłem do sprzątania swój domek, a właściwie wille. Jutro miałem tam iść, ale... rozchorowałem się. Cały następny dzień przeleżałem w łóżku czując zapach stęchlizny, a gdy wstałem do łazienki zobaczyłem kłębowisko karaluchów. Totalnie się załamałem.

Odcinek #6.

PRÓBA SAMOBÓJSTWA.

Usiadłem w swoim zniszczonym fotelu. Zacząłem myśleć. Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że moje życie jest nic nie warte i że wartoby zrobić miejsce dla innych Postanowiłem się zabić. Odkupiłem sobie radio, sprzedałem mój fotel i kupiłem jedzenie którego też zabrakło. W ten pamiętny wieczór ubrałem się w jedyny strój wizytowy, pogasiłem światła, i... wstawiłem gotowe danie do piekarnika. Potem usiadłem na drugim, ostatnim fotelu i obserwowałem kuchnie. Dobiegł mnie smród spalenizny. Lekko się uśmiechnąłem. Za chwilę zobaczyłem również płomienie. Pierwszy raz w życiu byłem szczęśliwy. Włączyłem radio. Lekka muzyczka wypełniała pokój. Kuchnia doszczętnie się spaliła. Ogień zaczął przedostawać się do salonu. Zacząłem się śmiać. Jaki byłem szczęśliwy! Przymknąłem oczy. Po chwili czułem już ciepło na swoim ciele. Popatrzałem na to. I w jednej chwili ogarnął mnie paniczny strach. Płomienie były milimetr ode mnie. Stchórzyłem, odwróciłem się i uciekłem.

Odcinek #7.

KOLEJNA ZAŁAMKA.

Ogień dogasał.... weszłam do domu, a właściwie do tego co było moim domem. Nie zostało nic oprócz łóżka. Gdy popatrzyłem na to miąłem ochotę płakać jak dziecko. I faktycznie zacząłem płakać. Nie miąłem pieniędzy, jedzenia, kibla, prysznica, kanapy. Byłem skończony. Zostawiłem robotę i zacząłem pracować w armii. jednak gdy poszedłem trzeci raz pod rząd do roboty głodny, śmierdzący, zmęczony wywalili mnie. Kupiłem lodówkę i najadłem się do syta. Ale nadal śmierdziałem. Totalnie się załamywałem. Załatwiałem się w gacie, spałem na zniszczonym łóżku, i moja jedyna rozrywka było czytanie gazety i rozdeptywanie karaluchów.

Odcinek #8.

NOWA PRACA, NOWE ... ŻYCIE?

Po miesiącu takiego życia stać mnie było na jakie takie wyposażenie domu i życia jak człowiek. Zacząłem znów szukać pracy jako sprzątacz. Udało mi się to! Miąłem codziennie sprzątać w małym pałacyku na zachodzie milowa u Pani Berdone. Pierwszego dnia jak tam sprzątałem nie widziałem właścicielki. Zobaczyłem ją dopiero przy siódmym sprzątaniu. Wychodziła właśnie do pracy. Stanąłem jak wryty! Takiej pięknej kobiety nigdy nie widziałem. Mieszkała tu sama, była przedstawicielka dużej włoskiej firmy. Sama zresztą była Włoszka. Na imię miała Judyta. - O! Dzień dobry panie Steven. my się jeszcze nie znamy. Jestem Judyta Berdone. Przepraszam, ale mam pilne posiedzenie dzisiaj, musze zdążyć. Ale za to jutro jestem w domu i mam czas dla Pana... - Rzekła filuternie i uciekła do pracy.

Odcinek #9.

SPOTKANIE, KTÓRE ZMIENIŁO WSZYSTKO.

- Och, niech Pan to zostawi. - Powiedziała kobieta. Usiedliśmy przed kominkiem. Przypomniała mi się noc z pożarem. Uśmiechnąłem się mimo woli. Pani Judyta to dostrzegła i spytała się z czego się śmieje. Nie wiedząc czemu opowiedziałem jej wszystko. Popatrzyła na mnie swoimi ślicznymi czarnymi oczyma i uśmiechnęła się. Jej oczy ślicznie wyglądają z ciemna skora i czarnymi prostymi, długimi włosami. Wstała by przynieść szampana. Popatrzyłem na nią. Piękna figura, długie nogi, czarna, prosta obcisła sukienka uczyniły ja podobna do kocicy. Przyniosła szampana i wzniosła toast. Po toaście pocałowała mnie. Objąłem ja i popatrzyłem głęboko w oczy. Zaśmiała się. Zakochałem się w niej. Pocałowałem ja czule i poszedłem do domu.

Odcinek #10.

NIEUDANE POSTANOWIENIE.

Po przyjściu do domu dostałem bólu głowy. Usiadłem na fotelu i myślałem. Jeszcze pól godziny temu całowałem najpiękniejsza kobietę świata. Kochałem ją. JA! Postanowiłem, że udam, że nic się nie stało. Następnego dnia wstąpiłem do jej domu i jakby nigdy nic zacząłem sprzątać. Ona zaś siadła na kanapie, rozpaliła ogień i rozsiadła się wpatrując się we mnie. Było cicho jak makiem zasiał. Skończyłem prace i powiedziałem.
- To... do jutra. - Wyjąkałem.
- Nie, nie - do dzisiaj.... - Powiedziała Judyta, podeszła do mnie, i objęła romantycznie.

Odcinek #11.

PO PARU MIESIĄCACH.

Oświadczałem jej się już parę razy, i zawsze odrzucała moją propozycje. Byłem tym zdziwiony, bo byliśmy razem już pól roku. Pojechaliśmy nawet do Włoch razem. Któregoś dnia, spytałem jej się o to, ale stwierdziła, że musimy się poznać lepiej. Byłem z nią szczęśliwy. Płaciła mi o wiele, więcej, niż powinna i tylko dlatego udało mi się wyremontować domek. Teraz naprawdę miął bordowe ściany, czysty dywan. Meble były nadal skromne ale na pewno bardziej wygodne niż tamte. Lóżko było wygodniejsze, łazienka oświetlona i czysta z wanno-prysznicem i umywalką. W salonie stal telewizor, książki, wieża stereo, kominek. W kuchni stół z krzesłami i duża lodówka, zmywarka i radio. Miąłem też parę obrazków. Czułem się jak w niebie. Teraz moi przybrani rodzice bardzo się dziwili. Ten okres życia był jednym z niewielu, który mógłbym uznać za szczęśliwy.

Odcinek #12.

WIELKIE ZASKOCZENIE.

Któregoś dnia, gdy po kąpieli siedziałem przed kominkiem, słuchałem radia i czytałem gazetę zadzwonił telefon. To był adwokat Judyty.
Powiedział, że zrezygnowała z moich usług i wyjeżdża na tydzień. Za tydzień poszedłem do niej i szczęśliwie ją zastałem. Spytałem się jej o to, a ona zaprowadziła mnie do małego pokoju na 3 piętrze i zaprosiła do środku. Wszedłem tam i zobaczyłem dwa łóżeczka, koloru niebieskiego i różowego, stolik do przewijania i mnóstwo zabawek.
- Kochanie, co to? - Spytałem zaskoczony.
- To są nasze dzieci, urodziłam bliźniaki. - Odpowiedziała obojętnie oglądając paznokcie.
- To wspaniale, kiedy będzie nasz ślub, och jak się cieszę! - Krzyczałem szczęśliwy.
- Nasz ślub? Ha, ha ha , NIGDY! Myślisz, ze ożenię się z biednym facetem? I do tego sprzątaczem. - Zaśmiewała się.
- Ale jak to? Dzieci potrzebują ojca... - Wyjąkałem.
- Tak... właśnie dlatego weź je sobie i wyjdź z mojego domu, wyposażenie możesz sobie wziąć. - Powiedziała i poszła do kuchni. Stałem w pokoiku i podszedłem do łóżeczek. Jeden maluch w niebieskim łóżeczku otworzył oczka i popatrzył na mnie. Miał oczy Judyty, ale nie był taki opalony. Malutka była taka sama.

Odcinek #13.

TRUDNA DECYZJA.

Zszedłem do kuchni. Judyta rozmawiała przez telefon. Z tego co słyszałem z jakimś facetem i chyba nie obcym dla niej. Zacisnąłem żeby i powiedziałem:
- Nie mogę wziąć ich oboje, nie mam warunków. Poza tym to są tez twoje maluchy. Tak w ogóle, to maja imiona? - Powiedziałem twardo.
- Ach tak... ok, to wybierz sobie jakieś tam, nie wiem, obojętnie. Imiona? Nie chciało mi się ich nazywać, nazwij sobie jakiegoś. OK? Aha, i mój adwokat mówi, żebyś pomieszkał u mnie ze cztery dni, aż dzieciaki podrosną to możesz wtedy sobie legalnie wziąć jednego. No, a teraz idź stad bo będę mięć gościa. - Powiedziała Judyta. W jednej chwili znienawidziłem tą kobietę. Zdecydowałem, że wezmę do siebie córkę, ale z bólem serca patrzyłem na synka. Wiedziałem, ze Judyta zabroni mi go widywać, tak więc cały czas jego trzymałem w ramionach. Przez moment chciałem wziąć ich oboje, ale wiedziałem, że nie mam warunków. Serce mi się ściskało z bólu, gdy myślałem, ze musze Igorka na zawsze zostawić. Myślałem i myślałem, ale cztery dni minęły i Judyta weszła do pokoju w momencie gdy Igorek nauczył się mówić i powiedział do mnie TATA.

Odcinek #14.

ROZSTANIE.

- No dobra, cztery dni minęły, włóż go do kojca, bierz ja pod pachę i bye, bye. Mam sprawy do załatwienia. - powiedziana zimno Judyta. Przytuliłem synka ostatni raz do siebie, popatrzyłem w jego czarne oczka i łzy stanęły mi w gardle. Pocałowałem go, szepnąłem: "trzymaj się" i odstawiłem go do łóżeczka. Wziąłem na ręce identyczną Kingę i wyszedłem z pokoju. Później z domu. Judyta nawet się z mała nie pożegnała. Postanowiłem, że dam jej wszystko czego będzie tylko chciała. Moja Kinga patrzyła na mnie czarnymi oczkami, oczkami Judyty i gaworzyła wesoło. Kupiłem wyposażenie i wstawiłem je do sypialni. Sprzedałem wieże stereo i zatrudniłem niańkę. Nauczyłem mała chodzić, mówić i korzystać z toaletki. Ale ciągle pragnąłem, żeby w tym domu był jeszcze jeden taki brzdąc. Ale naprawdę żylibyśmy w strasznym ubóstwie we troje bez pomocy Judyty. Dobrze, że nie chciała alimentów ode mnie, a ja tez nic od niej nie chciałem. Pozwoliła mi widywać małego raz na tydzień, we czwartki. Kinga się do mnie uśmiechnęła. Przytuliłem córeczkę i pomyślałem, że w gruncie rzeczy to jestem szczęśliwy.

Odcinek #15.

ZWYKŁE ZYCIE...

Sprawdziłem w kalendarzu! Dziś jest czwartek! Mogę zobaczyć małego. Zadzwoniłem do Judyty, że przychodzę, ale ona powiedziała tylko:
- Naprawdę, bardzo bym chciała, ale właśnie wyprowadzamy się z Igorem do Dziwnowa i ... chyba go już nie zobaczysz. dobra, pa. - Krzyknęła i rzuciła słuchawka.
Telefon wypadl mi z ręki. Od tej chwili moje życie toczyło się zwykłym rytmem: praca, dom, lekcje z Kinga, obiad, łazienka, TV, spanie, praca itd. Dorobiłem się już dość dużo, na naszym koncie było już ok. 50.000 simoleonów, więc postanowiłem rzucić pracę, tym bardziej, ze Kinga za parę dni miała być nastolatką. Kinga bardzo się zdziwiła, że nie chodzę do pracy. Przez tą pracę nie zauważyłem, że z mała zrobiło się coś złego. Miała 13 lat, a malowała się dość mocno, ostatnio zauważyłem czarną szminkę, zauważyłem, że słucha rocka, a ostatnio po wizycie jej koleżanek (wśród nich były również nastolatki) w sypialni coś tajemniczo śmierdziało. Mała zażądała tygodniówki i swojego pokoju. Na początku ją skrzyczałem, ale później zastanowiłem się nad tym. Była już duża, za dwa dni ma urodziny, zrobię jej prezent. - Myślałem.

Odcinek #16.

URODZINY.

Wynająłem ekipę budowlana i w dwa dni wybudowali zgrabny, mały pokoik z żółtymi ścianami i śliczną zieloną podłogą. Zapłaciłem za to dobre 30.000 simoleonów, a jeszcze musiałem go wyremontować. Wstawiłem tam stare łóżko Kingi, nowe biurko, krzesło, lampkę, szafę, fotel i stolik z radiem. Parę obrazków z kwiatkami porozwieszałem po ścianach i zadowolony wyszedłem do kuchni, żeby zrobić jej obiad.
- Znowu sałatka? Co to ja królik jestem? - Grymasiła mała.
- Jak już cos to zajączek. No to co? Robimy rodzinki? Zaproś sobie tam kogoś. - Powiedziałem do córeczki. Za dwie godziny w moim domu pałętał się chłopak ubrany w czarne ubranie z kolorowym irokezem na głowie i kolczykami w twarzy, oraz dziewczyna z czarnymi dredami i czarną kiecką. Mała była wniebowzięta, patrzała na Kupidyna (tak miał na imię chłopak) jak na obrazek i szybko zdmucha świeczki. Śliczna się z niej panienka zrobiła. Ale zaraz podbiega do mojej szafy i przebrała się w jakiś czarny strój z kolcami, na głowie miała małego ciernego irokeza (kolor włosów też odziedziczyła po matce) i patrzyła na mnie.
- NO... a gdzie prezent starszy? - Spytała. Pokazałem jej pokoik, a ona wybuchła śmiechem. Impreza skończyła się i poszliśmy spać.

Odcinek #17.

ZMIANA POKOJU KINGI.

- Zmieniam wnętrze pokoju, oczywiście musisz mi dąć 2.000 simoleonów. - Powiedziała Kinga i patrzyła na mnie wyczekująco.
- Kinga, fundusze nam się kończą, może byś zarobiła na swoje przyjemności. - Podsunąłem jej pomyśl.
- Starszy, ja nie jestem wól, Ty haruj na mnie - potrzeba mi, dasz mi czy nie? - Spytała. Dąłem jej 2.500 simoleonów i patrzyłem jak zmienia śliczny pokoik na jakąś melina. Ładna narzutę na łóżko zamieniła na panterkę, podłogę i ściany pokryła czarnym kolorem, na ścianach jakieś zabójcze obrazki, a z radia leciały rockowe kawałki. Przestraszyłem się, ale nic nie powiedziałem. W końcu to jej pokój. Znowu wróciłem do pracy, na to samo stanowisko i od razu zarabiałem 540 simoleonów na dzień. Któregoś dnia gdy wróciłem z pracy zastałem Kingę i Kupidyna jak się całowali.
Ucieszyłem się, ze mała ma chłopaka, ale nienawidziłem metali. Siadłem przy kominku i myślałem o Igorze. Nie miałem z nim żadnego kontaktu od 13 lat. Nawet mnie nie pamięta. Serce mi się ścisnęło z żalu, ale z melancholii wyrwało mnie zapytanie Kingi.
- Mogę wyjść z Kupidynem na miasto? - Spytała.
- Nie, jest już 23:00, do łóżka. - Powiedziałem. Dziewczyna zaklęła i poszła do swego pokoju. Poszedłem spać. O 4:00 nad ranem obudził mnie glos:
- Halo, proszę Pana, tu komisarz Walec, przyprowadziłem Pana córkę. Popatrzyłem na wściekła Kingę.
- Jak mogłaś mi to zrobić? - Spytałem, gdy zostaliśmy sami. Odpowiedzi nie było.

Odcinek #18.

STUDIA KINGI.

- Wyjeżdżam na studia. - Oznajmiła mi moja pociecha.
- To dobrze córciu, a na jaki fakultet? - Spytałem.
- Nie wiem... może filozofia? - Powiedziała.
Popatrzyłem na nią. Zmieniła się od tego wyskoku z policją. Nadal była w czarnych ciuchach, ale już bez kolców, a włosy zapuściła i związała w kucyk. Porzuciła Kupidyna i wzięła się do nauki. Nie wiedziałem co się stało, ale się cieszyłem. Pożegnałem ją. Poczułem się jakbym tracił coś bardzo cennego. Dałem jej trochę pieniędzy i wysłałem na Uniwersytet Simowy. Od czasu do czasu przychodziły od niej listy, że zdaje na następne semestry. A ja? Ja zestarzałem się. Chciałem iść na emeryturę, ale co bym wtedy robił - ciągle w domu? No wiec, pracowałem, uczyłem się kreatywności, logiki i czekałem na wiadomości od dziecka. Jeden list zwalił mnie z nóg. Moja Kinga napisała mi, że zaręczyła się z profesorem Dziecina i po przyjeździe ze studiów planują ślub. Napisała mi też, ze skończyła szósty semestr i wraca za rok.

Odcinek #19.

WIELKI POWROT.

Tak... to był jeden okres w którym byłem szczęśliwy. Kinga skończyła studia i wróciła do mnie. Byla już dorosła kobieta. Bardzo ładnie było jej w normalnych sukienkach, rozpuszczonych włosach. przytuliła mnie mocno i powiedziała.
- Tato! Jesteś dziadkiem, wiedziałeś o tym? - Powiedziała z radością w glosie.
- Kinga! Kto jest ojcem, o Boże, dziecko! Będziesz matka... - Biadoliłem. Kinga się śmiała. Wyjaśniła mi, że dowiedziała się, że Igor ma syna. Mój Igorek, ma synka! Mam wnuka!
Byłem szczęśliwy. Kinga zaprosiła tego profesora do domu. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy i jeszcze tego samego wieczoru wprowadził się do nas. Kinga była taka szczęśliwa! Zresztą ja tez. Nie spieszyli się z ślubem. Byli zaręczeni. Filip (ten profesor) nie chciał się żenić. Przypomniała mi się Judyta. Zacząłem nalegać na ślub. Obrazili się na mnie. Potem ich przeprosiłem, ale patrzyłem na nich z niepokojem. Zamieniliśmy się pokojami. Ja przeszedłem do tego małego Kingi, a oni zajęli moją sypialnie. Tak minął miesiąc.

Odcinek #20.

WIELKA KŁÓTNIA BEZ HAPPY END'U.

Wróciłem z pracy i już to słyszałem.
- Jak ty sobie to wyobrażasz? W tej klitce? - Krzyczał Filip na moja córkę. Kinga płakała, mówiła, że to nie tylko jej wina. Wkroczyłem do pokoju.
Przywitałem się z nimi i poszedłem wziąć prysznic. Słyszałem strzępki rozmów, a właściwie próśb mojej córki.
- Nie mówmy nic ojcu, prośże Cię Filip. - Płakała moja mała. Udawałem, ze o niczym nie wiem. Filip poszedł do pracy, a ja wreszcie wziąłem emeryturę. Zastałem Kingę w kuchni. Miała na sobie dziwne ubranie. Odwróciła się do mnie, przytuliła się i powiedziała.
- Tatku, jestem w ciąży, wiem, że nie chcesz, ale ja nic na to nie poradzę, ja oddam to dziecko, tylko nie wyrzucaj mnie z domu.
- Kinga, co ty opowiadasz, wiedziałem już od pierwszego dnia, a spróbuj oddać mojego wnuka to wtedy Cię wyrzucę. A Filip? - Spytałem moją córcie.
- Filip nie chce dzieciaka. I nie chce też już mnie, poznał młoda studentkę i się zakochał. - Płakała.
- A to drań, niech tu nie wraca! - Krzyczałem. W tym momencie Filip przekroczył próg domu i szedł do łazienki.
- Stój, synku! zabierz swoje rzeczy i zjeżdżaj z naszego życia! - Powiedziałem spokojnie.
- Właśnie, zrywam z Tobą gnojku. - Krzyknęła Kinga i schowała się za mnie.
- Eeee... Do widzenia. - Powiedział Filip i odszedł z naszego życia.

Odcinek #21.

KONIEC SZCZĘŚCIA.

Postanowiłem, że znajdę kogoś Kindze. Zacząłem sprowadzać do naszego domu rożnych typków. W dniu porodu Kingi zaprosiłem Władysława. Nakłoniłem go, żeby pocałował moja córcie, a gdy zmierzał w jej kierunku ona zaczęła rodzic. Po godzince trzymałem w ręku mojego wnuczka. - Kinguś, masz synka! - Powiedziałem. Nazwaliśmy go Karolek. Teraz ze zdwojona siłą zacząłem nawiedzać Kingę z adoratorami, mimo, iż ona powiedziała mi wyraźnie, że sobie tego nie życzy. Któregoś dnia, gdy jeden facet zaczął ja obmacywać, nie wytrzymałą,. Pacnęła gościa w twarz. Wydarłem się na nią. Wtedy ona wydarła się na mnie!
- Mam tego dość! Prosiłam Cię żebyś przestał. Wyprowadzam się. - Krzyczała Kinga. Próbowałem ja prosić, żeby została, że znam jeszcze innych i że chcę szczęścia dla niej, ale to dopiero ją wkurzyło. Zatrzasnęła mi drzwi przed nosem, krzyknęła, że nie chce mnie żnąc i wyniosła się razem z Karolkiem. Płakałem długo, ale nie udało mi się z nią pogodzić, a ona sama wyniosła się do Dziwnowa. Postanowiłem, że wyjadę do Werony w poszukiwaniu syna. Sprzedałem dom i wyjechałem. Na miejscu poszedłem do domu Igora. Otworzyła mi kobieta. Miała na sobie czarna sukienkę. Właśnie od niej (była to Monika, żona Igora) dowiedziałem się, ze mój syn utopił się razem z Mateuszem, moim wnukiem. Wpadłem w rozpacz. Pojechałem do Judyty. Gdy weszłam, zastałem stara kobietę, a dokoła niej kupa dzieci. Bez słowa wyszedłem.

Odcinek #22.

EPIZOD.

Wróciłem do Milowa. Próbowałem skontaktować się z Kinga, ale dowiedziałem się, ze oddała syna do opieki społecznej, a sama zaczęła pracować, poszła w ślady swojej matki. Gdy dowiedziałem się, gdzie przebywa mój wnuk rzuciłem się do słuchawki i wykręciłem ich numer. Tam dowiedziałem się, ze Igor poszedł do adopcji, a sam jestem za stary by zając się jakimkolwiek dzieckiem. Niedługo umrę. Może Kinga wróci by odebrać dom, który zostawiam jej w spadku. Może... moje życie było jakie było. Raz szczęśliwe, raz smutne. Ale na starość zostanę sam. Nie mam nikogo. Jedyna córka nie chce mnie żnąc, wnuka nie odnajdę, synowa nie chce się tu przyjechać, matka moich dzieci to w ogóle... To koniec mojej opowieści. Koniec mojego życia. Czuje śmierć zbliżającą się by żebrać swoje żniwo. Och... już ją widzę, pokazuje mi klepsydrę! NIEEEE! Prośże, jeszcze nie... prószę... widzę tunel..... nieee... nie chce.... iść w stronę światła... tak... tam jest... Igor.... i mój wnuk... tak... to... koniec...


© Copyright 2005 - 2009 www.sims.fan.pl