logo
logo
logo
logologologo
System reklamy Test
 

Życie Kamila


Odcinek #1.

Kamil szuka pracy. Chciałby być lekarzem. W końcu nadarzyła się okazja, ponieważ dostał od rodziców komputer. Zaczął szukać pracy w internecie, lecz niestety nie było tam nic wspólnego z jego zainteresowaniami. Jest wdowcem. Po śmierci jego żony, Karoliny nie miał ochoty zapoznawać się z innymi osobnikami. Ma jednego najwierniejszego przyjaciela, Tomka. Tomek często wpada do Kamila. Nagle słychać [DZYN, DZYN].
Kamil podbiega do drzwi. "To Tomek". - Pomyślał Kamil.
- Cześć Tomek.
- Cześć Kamil.
Uścisnęli sobie dłonie na przywitanie. Tomek od dłuższego czasu próbował namówić go na jakąś nową znajomość z dziewczyną.
- Kamil posłuchaj, znalazłem Ci bardzo ładną dziewczynę. Jest rok młodsza od Ciebie.
- Wiesz co Tomek, no nie wiem.
- Musisz w końcu zacząć żyć jak normalny człowiek. Mieć żonę, dzieci. Chłopie lata płyną. Ty już masz 25, a ona 24. Mogę Cię z nią umówić.
- No dobra, ale najpierw wypadałoby znaleźć jakąś pracę, no nie?
- O pracę też się nie martw. Tak właściwie już Ci ją znalazłem. Tylko musisz się zgłosić.
Tomek wyciągnął z kieszeni karteczkę z napisem: czwartek o godzinie 12:30 w przychodni. Podał ją Kamilowi.
Kamil uradowany chciał aż podskoczyć z radości. Nareszcie spełniło się jego marzenie.
Będzie lekarzem.
- Stary, po prostu nie wiem jak Ci dziękować, ale to już za dwa dni.
- Nie musisz. To kiedy umówić Cię z Moniką (tak miała na imię dziewczyna, z którą chciał umówić Kamila, Tomek)?
- Nie wiem. Tylko to musi zgadzać się z moją pracą.
- To umówię Cię z nią jutro. Pasuje?
- Może być. Przepraszam Cię przez to całe zamieszanie zapomniałem spytać. Czego się napijesz?
- Niczego. Ja już pójdę.
- No to, o której mnie z nią umówisz?
- Z kim?
- No z Moniką, zapomniałeś?
- A tak, przepraszam. Może o 16:00. Jak jej nie będzie pasować to zadzwonię. Dobrze? No to ja już lecę. Cześć!
-Dobra, pasuje. Cześć!
Niewiele czasu zostało do nocy. Kamil zjadł kolację i położył się spać. Śniła mu się Monika.
Wyobrażał sobie jak będzie na ich randce.

Odcinek #2.

Aż wreszcie zadzwonił budzik. Była dopiero 5:00 rano, ale Kamil lubił wcześnie wstawać. Przygotował się do spotkania w 15 minut. Później przypomniał sobie: ojej! Tomek nie powiedział gdzie mamy się spotkać. Szybko wykręcił jego numer. Tomek podniósł telefon.
- Tomek przepraszam, że dzwonię tak wcześnie. To ja Kamil. Dzwonię, bo zapomniałeś powiedzieć gdzie mamy się spotkać.
- Ach tak! Ja ją do Ciebie przyprowadzę. Dobra?
- Dobra. No to śpij. Do zobaczenia!
- Cześć!
Kamil niecierpliwie czekał na przyjście przyjaciela z dziewczyną. Później zjadł ciasteczka, ponieważ zgłodniał. Mijały godziny. [DZYN, DZYN] "No nareszcie." -Pomyślał Kamil podchodząc do drzwi. Kamil patrząc przez wizjer prawie zemdlał. Obok jego przyjaciela stała piękna dziewczyna. Kamil poprawił ubranie, włosy. Otwiera drzwi. Przyjaciel wita się z Kamilem, lecz Kamil prawie w ogóle go nie zauważa. Patrzy tylko na Monikę. W końcu Monia także się przywitała.
- Dzień dobry. - Powiedziała skromnie, ponieważ tak samo jak Kamil była nieśmiała.
- Witam.- Odparł Kamil ciągle patrząc na nią.
- To co wejdziemy? Powiedział w końcu Tomek.
- Oczywiście. Panie przodem. Zaprosił i przepuścił gości Kamil. Zaczęli rozmowę.
Dziewczyna coraz bardziej się oswajała. Tomek poszedł po godzinie. Dalej Kamil i Monika rozmawiali sami. Przeszli na Ty. Po długiej rozmowie zrobiło się bardzo ciemno, więc Kamil zaproponował:
- Może zostaniesz na noc. Zrobiło się ciemno.
- Wiesz, tylko ja tak sobie myślę, że to trochę nie wypada. W końcu to dopiero pierwsza randka.
- Co tam. Ja będę spał na kanapie, a Ty w łóżku. Dobrze?
- No dobrze. Jak nie robię Ci kłopotu, to zostanę.
- Ależ oczywiście, że nie robisz kłopotu.
- To może chociaż pomogę Ci przy kolacji?
- Z największą przyjemnością się zgadzam.
Po kolacji.
- Ale następnym razem pójdziemy do mnie.
- Oczywiście! Wykażesz się zdolnością kulinarną.
- Zobaczysz! Nie tylko Ty jesteś w tym dobry. Śmiejąc się powiedziała Monika. Poszli spać. Kamil dziś nie nastawiał budziku.

Odcinek #3.

Kamil przebudził się koło siódmej. "Ach jak to dobrze porządnie się wyspać." - Pomyślał. Gdy otworzył oczy zobaczył, że Monika już wstała i zrobiła śniadanie.
- Co tak ładnie pachnie?
- Przepraszam jeśli Cię obudziłam.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie.
- Aa to zapiekanki. Mam nadzieję, że Ci będą smakować.
- A z czym one są?
- No oczywiście: pieczarki, cebula i ser.
- O nie!
- Co się stało?
- No, bo wiesz potem będę musiał to spalać.
- Co Ty opowiadasz? Ty? Z czego miałbyś się odchudzać?
- Nie żartuj, przecież to widać po moim brzuchu!
- No nie! Ty chyba żartujesz!
- Wcale nie, ale czy moglibyśmy zakończyć ten temat?
- Jasne! Słyszałam od Tomka, że idziesz dzisiaj do naszej przychodni i podobno będziesz tam pracował. Czy to prawda?
- Chwila, chwila. Jak to "naszej"?
- No, bo ja też tam pracuję. Jestem pielęgniarką. Kim będziesz?
- Pediatrą.
- To pewnie fajna praca. Będziesz leczył dzieci. Wiesz, ja już chyba powinnam iść.
- Dlaczego?
- No już jest ósma.
- Nie będę Cię zatrzymywał. Bardzo miło się nam gawędziło.
- Tak. No to pa!
- Pa!
"Ona jest cudowna" - Pomyślał Kamil po wyjściu Moniki.
Nagle zadzwoniła jego komórka.
- Słucham?
- No cześć. To ja, Tomek. Jak było?
- Ona jest piękna, mądra i nieśmiała jak ja.
- No to widzę, że porozumieliście się.
- Tak, masz rację.
- Jak Ci się tak podoba to może zaproponujesz jej byście ze sobą chodzili?
- Trochę się boje nie powiedziałeś mi, że ona też pracuje w tej przychodni?
- Bo ja sam tego na początku nie wiedziałem. Wiesz muszę kończyć. Narka!
- Cześć! A stary podaj mi jej numer, bo zapomniałem się spytać jaki ma.
- Masz coś do zapisania?
- Tak.
- No to słuchaj: 662-264-165. Masz?
- 662-264-165, tak?
-Dobra. No to pa!
- Pa!
Kamil zrobił sobie kawę, czekając na wybicie godziny 12:00, ponieważ o tej miał wyjść. Wreszcie! Kamil ruszył żwawo w stronę przychodni. Po 15 minutach dotarł na miejsce. Czekał, aż pan doktor może go przyjąć.
- Pan do pracy, tak?
- Tak.
- Proszę wejść.
Po 20 minutach rozmowy Kamil uradowany z powodu zdobycia pracy wraca do domu. Dzwoni do Moniki.
- Kto tam?
- Cześć Monia! Wiesz... dostałem tę pracę. Tak się cieszę!
- Ja cieszę się wraz z Tobą.
- Mam zamiar zaprosić Ciebie i Tomka do mojego domu, aby to uczcić. Przyjdziesz? - Oczywiście! Z przyjemnością przyjdę. A czy mogę zaprosić koleżankę?
- Tak.
- No to o której?
- Niewiem. Zadzwoń do koleżanki i powiedz, że o 15:00, ja muszę zadzwonić do Tomka. Niewiadomo czy mu będzie pasowało. Zdzwonimy się jeszcze.
- Dobra! No to Cześć!
- Pa!
Dzwoni do Tomka.
- Halo! Tomek?
- Tak. Kto mówi?
- To ja Kamil. Przyjdziesz do mnie?
- Po co?
- Dostałem pracę i chciałbym to uczcić. Jak możesz to przyjdź o 15:00. Pasuje?
- Przecież wiesz, że ja zawsze chętnie przyjdę. Pasuje mi każda pora. To o 15:00.
- Tylko, bo Monika zaprasza koleżankę i ta godzina może jej nie pasować. To zadzwonię jakby coś było nie tak.
- Dobra. No to cześć!
- Cześć!
Chwilę potem zadzwoniła jego komórka.
- Słucham?
- To ja Monia. Paulinie (koleżanka Moniki) pasuje ta godzina. Tomek przyjdzie?
- Tak. Jak chcesz możesz przyjść wcześniej. Pomożesz mi przygotować.
- Chcę.
- Naprawdę?
- Tak. Wiesz muszę kończyć. Pa!
- Do zobaczenia! To, o której będziesz?
- Niewiem. O 14:00.
- Dobra. Pa!
- Pa!
"Monika za chwilę przyjdzie." -Pomyślał Kamil. [DZYN,DZYN]
Kamil otwiera drzwi.
- Cześć! Już jesteś?
- Tak! W końcu ode mnie do Ciebie niedługa droga. To co, zaczynamy?
- Dobra. Wejdź.
- Może Ty zajmij się sałatką, a ja przygotuję indyka.
- Jasne, dziś Ty rządzisz.
Skończyli wszystko przygotowywać w pół godziny, a nie było tego mało.
- Mamy jeszcze 30 minut dla siebie.
- O 30 za mało.
Popatrzyli na siebie. Dopiero teraz było widać w ich oczach, że nie są sobie obojętni.
- Wiesz. Chyba coraz bardziej Cię lubię, a może coś więcej? Chciałabyś być moją dziewczyną?
- Ty się jeszcze pytasz? No pewnie!
Teraz rzucili się sobie w ramiona i zaczęli się gorąco całować, a tu niespodziewanie przyszli Paulina i Tomek.
- Niespodzianka!!! Oo. Czy my nie przeszkadzamy?
- Nie. Oczywiście, że nie.
Zabawa się rozkręca. Dziewczyny rozmawiają ze sobą, chłopaki też.
- No, no. Stary ładnie. Poprosiłeś ją by z Tobą chodziła?
- Tak.
- No i się chyba zgodziła, tak?
- Tak. Zgodziła się. Mówię Ci w tej chwili stałem się najszczęśliwszym człowiekiem świata. "Chciałbym wznieść toast." - Powiedział Tomek.
- Za Kamila i Monikę!
- Za Kamila i Monikę. Powtórzyła Paulina.
- Nie no przestańcie.
- No co? A jak wchodziliśmy to co było?
- To...to...nic nie było.
- Jak to nie! Było! Wiesz Paulina może my chodźmy do mnie, a nasze gołąbeczki niech tu zostaną. Oki?
- Oki!!!
Tomek i Paulina wyszli.
- Oni chyba też przypadli sobie do gustu.
- Chyba masz rację.
- Wiem, że to tak w jeden dzień, ale...wyjdziesz za mnie?
- Tak mało się znamy.
- To znaczy: nie?
- Nie, znaczy TAK!
- Naprawdę?
- Tak. Musimy tylko ustalić datę ślubu.
- Nie mam pierścionka.
- Trudno. Pierścionek się nie liczy. Liczy się uczucie.
Znów wpadli sobie w ramiona i pocałowali się znów tak samo jak wtedy. Trafili do sypialni.
Spędzili ze sobą piękną noc.

Odcinek 4.

Obudzili się rano o godzinie 8:30.
- To była piękna noc. - Powiedział Kamil.
- Tak masz rację.
- Kto posprząta ten bałagan?
- My go posprzątamy.
- No to jak najszybciej bierzmy się do roboty.
- No to chodźmy.
Szybko wstali. Monika poszła na chwilę do domu się przebrać, ale przyszła za 5 minut.
- Chyba powinnaś się do mnie przeprowadzić.
-Tak, ale jak skończymy sprzątać.
Po 25 minutach wszystko lśniło.
- O rany! Przecież dzisiaj mamy iść do pracy. Ja mam na 10:30, a Ty?
- Ja też na 10:30. No to pojedziemy razem. Aha! To kiedy się pobierzemy?
- Może...za miesiąc. Maj to cudowny miesiąc.
- Tak ten miesiąc będzie najlepszy. No to ja pójdę po swoje rzeczy.
- To ja Ci pomogę się spakować.
- No to chodźmy. Nawet nie zjedliśmy śniadania.
- Zjemy jak przyjdziemy.
W domu Moniki.
- Ładnie sobie urządziłaś mieszkanie.
- Dziękuję.
- No to co mam spakować?
- Spakuj te rzeczy, które mam w szafie.
- No dobra.
Przyszli do od teraz wspólnego domu.
- Możemy jeszcze przenieść parę rzeczy z mojego mieszkania.
- Tak, a później urządzimy tam nasze dzieci jak będą dorosłe.
- Czemu nie?
- No to co byś chciała przenieść?
- Jeszcze pomyślimy. Zjedzmy coś, bo jestem strasznie głodna.
- Może tosty.
- A umiesz robić?
- Nie, a Ty?
- Ja też nie. Zjedzmy płatki. Płatki wszyscy potrafią zrobić.
- No to zrób całą michę, bo jak się do tego dorwiemy to nie będzie ich w mgnieniu oka.
- A dlaczego nie zrobisz Ty?
- Ty już zaczęłaś, więc skończ.
- Dobra, ale następnym razem Ty zrobisz śniadanie.
- Oczywiście.
Monika zrobiła śniadanie. Gdy skończyli przyjechał po nich samochód do pracy.
Wrócili z pracy o 15:00. Kamil wziął się za obiad, a Monika pojechała do centrum.
- Cześć. Jestem!
- Cześć. Nauczyłem się trochę gotować i zrobiłem obiad i deser. Na obiad jest sałatka, a na deser galaretka.
- Smakowicie wygląda ta galaretka. To co? Jemy ten obiad?
- Proszę bardzo.
Po jedzeniu długo rozmawiali o swoim przyszłym życiu. Poszli się odprężyć. Kamil przytulił się do Moniki i zaczął ją całować.
- Z jakiej to okazji?
- Z żadnej. Tym wyznaję jak bardzo Cię kocham. Wiesz chciałbym mieć z Tobą dziecko, a Ty?
- Ja też.
Później stało się to co się miało stać.

Odcinek 5.

Był ranek.
- Zróbmy śniadanie.
- Teraz Twoja kolej, bo ja zrobiłem obiad.
- Dobra. No to nie wchodź na razie.
- Czemu?
- Bo nie.
- Dobrze. Poczekam.
- Ja Cię zawołam.
Monika spędziła w kuchni sporo czasu.
- Chodź.
- Co tak ładnie pachnie?
- Zrobiłam zapiekanki i tosty. Do wyboru.
- Ja chcę tost.
- Ja wezmę zapiekankę.
Po chwili.
- Pyszne. Mogę jeszcze jednego.
- Oczywiście. Mam pomysł. Przejedziemy się gdzieś?
- Gdzie?
- Może do Parku Leśnego. Co?
- A może zaprosimy rodziców?
- To też dobry pomysł, ale zanim przyjdą przejedziemy się do parku.
- Dobrze. Kto zmywa?
- Ty.
Po 5 minutach.
- Moi przyjdą 10 minut po przyjściu Twoich rodziców.
- Dobrze. 10 minut ich nie zbawi.
- Jedziemy?
- Zamów taksówkę.
Po chwili.
- Taksówka zaraz przyjedzie.
- No to poczekajmy.
- O! Jedzie!
- No to wsiadaj.
W parku.
- Pospacerujemy trochę i pojedziemy do centrum. Chciałabym sobie kupić sukienkę wizytową.
- Ja też muszę sobie kupić strój wizytowy.
- To jedziemy już?
- Jeszcze chwilkę, albo chodź.
W centrum.
- Ja już kupiłam, a Ty?
- Ja potrzebuję jeszcze chwili. Jest! Ten mi się podoba.
- No to jedźmy już do domu, bo zaraz przyjdą rodzice, a obiadu nie mamy.
W domu.
- Jest 15:00. Zrobię indyk i sałatkę.
- Ja zrobię sałatkę.
Po skończonej robocie.
- No to teraz się przebierzmy i czekajmy na rodziców.
[DZYN, DZYN!]
- To są Twoi rodzice? - Powiedziała Monia spoglądając w wizjer.
- Tak, a co?
- To nasi rodzice się bardzo dobrze znają.
- Jak to?
- Nasi ojcowie poznali się w pracy. Twoi rodzice często wpadali do moich.
- I na odwrót.
- Dobra otwieraj.
- Cześć mamo! Cześć tato!
- Cześć synku! Cześć Monika! A gdzie jest twoja narzeczona, Kamil?
- To Monika.
- No mówiłam Ci Marek, że oni by do siebie pasowali. Trzeba było ich wcześniej poznać.
- Przestań Marysiu! I tak się związali.
- A gdzie Twoi rodzice, Monika?
- Moi rodzice zaraz przyjdą. Idą już.
- Cześć wszystkim!
- Cześć!
W pokoju.
- Kiedy macie zamiar wziąć ślub?
- Za miesiąc.
- Monika przytyłaś. - Powiedziała mama Moniki, Hania.
- Jestem w ciąży.
- Naprawdę?
- Tak.
- Pyszne jedzenie. Kto je przyrządzał? - Zachwalał tata Moniki, Robert.
- To mój indyk, a sałatkę zrobił Kamil.
- Naprawdę jest co wychwalać. - Ale ten czas szybko leci. Już jest 18:00. My już musimy iść, prawda Marek?
- Tak. No to cześć!
- A my też chyba pójdziemy.
- No to chodźmy razem.
- Już idziecie?
- Musimy. Miło się rozmawiało.
Po pójściu rodziców.
- Posprzątajmy ten bałagan.
- Dobra.
Po chwili.
- Chodźmy spać. Zmęczyłem się strasznie.

Odcinek #6.

Monika się przebudziła. Gdy popatrzyła na budzik szybko obudziła Kamila.
- Kamil zaspaliśmy! Jest 11:00.
- No to bardzo fajnie.
- Wyleją nas z pracy.
- A co dzisiaj jest?
- Faktycznie. Dzisiaj jest niedziela.
- No i tyle szumu o nic. Nie denerwuj się, bo zaszkodzisz dziecku.
- Masz rację. Zrobię śniadanie.
- Dobrze. A co zrobisz?
- Szybkie danie. Może być?
- Tak.
Po 5 minutach.
- Zrobiłam. Chodź!
- Już idę.
Kamil szybko wstał i się ubrał. Poszedł zjeść.
- Moniu, a co będziemy dziś robić?
- Nie mam pojęcia. Może odwiedzimy Tomka i Paulinę. Słyszałam, że oni też są ze sobą zaręczeni.
- Tak? No to świetnie! To bardzo dobry pomysł z odwiedzinami.
- No to trzeba będzie do nich zadzwonić, ale nie wiadomo czy mieszkają u Tomka czy u Pauliny.
- Zadzwonię do Tomka.
- Dobra.
Gdy Kamil dzwonił Monika posprzątała po śniadaniu.
- I co?
- Mieszkają u Tomka. Tomek powiedział, że ślub już był i, że mu przykro, że nas nie zaprosił, ale było za dużo osób.
- Ale możemy do niego przyjść?
- Nie, bo rodzice do nich przychodzą.
- To do kogo pójdziemy?
- Masz jakiś znajomych?
- Mam jedną koleżankę, Kingę.
- To pójdziemy do niej?
- Tyle, że jest pewien problem. My się ostatnio pokłóciłyśmy.
- To zostaniemy w domu. Zrobimy sobie kolację przy świecach.
- Hmm... Ty wiesz, że to dobry pomysł?
- Ja zawsze mam dobre pomysły, kochanie.
- No nie chwal się już tak. A która teraz jest godzina?
- Nie wiem. Chyba 12.00, a co?
- Nic. Tak pytam.
- Coś kombinujesz?
- Nie. Nawet o godzinę się spytać nie mogę?
- Możesz. Pojedziesz do centrum?
- Po co?
- Nie ma nic w lodówce.
- Dobra.
Monika zadzwoniła po taksówkę, a w tym czasie Kamil poszedł oglądać telewizję. Monika rzeczywiście miała plan. Chciała się spotkać z Kingą, ponieważ tylko skłamała go, że się pokłóciły. Chciała zaprosić ją na ślub. Kamil nienawidził Kingi. To była jego szkolna miłość. Ona go rzuciła, a on zapadł się w rozpacz.
- Kiedy taksówka przyjedzie?
- Za chwilę powinna się tu pojawić.
Po wyjściu Moniki Kamil zadzwonił do Tomka. Odebrała Paulina.
- Halo!
- Cześć Paulina! Tu Kamil. Jest Tomek?
- Tomek pojechał do centrum.
- A nie wiesz kiedy będzie w domu?
- Sama jestem tego ciekawa.
- Dobra. To jakby przyjechał o wczesnej porze to niech zadzwoni.
- Przekażę. Cześć!
- Pa!
Kamil czekał na Monikę, a że nic nie było w lodówce zamówił pizzę. Nagle usłyszał głos Moniki.
- Cześć. Już jestem.
- Gdzie byłaś tak długo?
- Jak to gdzie? Byłam w centrum. Była kolejka.
Monika skłamała. Nie chciała mówić Kamilowi o Kindze.
- Naprawdę?
- Tak. Czy Ty czasem nie jesteś zazdrosny?
- No… No jestem. Jestem cholernie o Ciebie zazdrosny.
- Nie masz powodu.
- Mam. Każdy chciałby mieć tak piękną narzeczoną.
- Niedługo.
- Dlaczego? Chcesz ze mną zerwać?
- Nie! Przecież się pobieramy.
- No tak, przepraszam.

Odcinek #7.

Dwa tygodnie później we wtorek.
- Kochanie. Chodź. Rodzice przyjechali. - Powiedziała Monia.
- Twoi czy moi?
- Nasi!
Monika szybko wstała. Ubrała się. Przywitała rodziców i zadzwoniła po kucharza.
- Dzwoniłam po kucharza. Zaraz będzie.
- To dobrze. Ktoś idzie?
- Tak. Kamil nie chciałam Ci o tym mówić wcześniej. Zaprosiłam Kingę na nasz ślub.
- Tą Twoją koleżankę, tak?
- Tak, ale ona nie jest tylko moją koleżanką. To Kinga Michalska. Twoja była dziewczyna, a prawie narzeczona.
- Zaprosiłaś ją?
- Tak.
- Dlaczego?
- Chciałam żebyście się pogodzili. Cześć Kinga.
- Cześć wszystkim! Gratulacje!
- Dziękujemy.
- Kamil mogę z Tobą chwilę porozmawiać? - Zapytała Kinga.
- Tak.
Poszli.
- Kamil chciałam Cię przeprosić za to, że nie przyjęłam Twoich oświadczyn i wyszłam za Roberta.
- Nic się nie stało. A czemu nie przyszłaś z Robertem?
- Bo nie chciał. W końcu nie przepadacie za sobą.
- To fakt. Chodźmy, bo zaraz się zacznie.
Zaczyna się ceremonia.
- Czy wyjdziesz za mnie? - Zapytał Kamil.
-TAK! - Oświadczyła.
Założyli sobie obrączki. Od teraz byli jedną rodziną.
Mama Moniki, aż się rozpłakała. Potem odbyło się przyjęcie weselne. Wszyscy wspaniale się bawili.

Odcinek #8.

Rozeszli się dopiero po 6:00 rano. Nowożeńcy zostali sami.
- Monika. Zapomniałem Ci wcześniej powiedzieć. Dostałem awans.
- Bardzo się cieszę!
- Ja też!
- Kiedy przyjdzie sprzątaczka?
- Powinna przyjść o 10:00, jest dopiero 6:30.
- Może sami zaczniemy trochę sprzątać?
- Mam skurcze. Zaczyna się!!!
- O Jezu! Co ja mam robić?!
- Pomóż mi! Aa! Boli!
Kamil spanikowany chodzi wokół Moniki i próbuje jej pomóc. Po chwili.
- Co to? Chłopiec czy dziewczynka? Wszystko w porządku? - Zapytał Kamil Monikę.
- To bliźniaki! Chłopiec i dziewczynka! I chyba wszystko w porządku.
- Nareszcie! Musimy kupić potrzebne rzeczy. Czyli kojce. Na razie tylko tyle.
- To kup i to szybko!
- Już lecę!
Monika została sama ze swymi dziećmi. Nakarmiła je i myślała nad imionami.
- Może Mariusz i Kamila. Spytam Kamila.
Kamil zjawił się bardzo szybko.
- Kamil myślałam nad imionami. Może być Mariusz i Kamila?
- Mariusz tak, ale jej dałbym Weronika. Co o tym sądzisz?
- Sądzę, że masz rację. No to Mariusz i Weronika.
- A czemu chciałaś na M. i K.?
- Bo ja mam na imię Monika, więc chłopak miałby na M., dziewczynka na K. jak Kamil. Rozumiesz?
- Teraz tak!
- Nakarmiłaś je?
- Tak, ale nie wiele zjadły. Połóżmy je do łóżek.
- Zaniosę na górę kojce, a później trzeba będzie pomyśleć nad ich własnym pokojem.
- Tak! Ale o tym pomyślimy potem.
- Dobrze.
- No to wynieś na górę łóżka. Pomóc Ci?
- Nie, dzięki. Poradzę sobie. Przynajmniej troszkę schudnę.
- Kamil znowu zaczynasz?
- Żartowałem!
Mariusz i Weronika zasnęli. Kamil z Moniką oglądali telewizję.
- Kamil bardzo się cieszę, że to nareszcie nastąpiło.
- Ja też. Chyba któreś z nich się rozpłakało.
- Nic nie słyszę.
- Idź sprawdzić.
- No dobrze.
Monika poszła sprawdzić.
- Miałeś rację. Weronika płakała. Musiałam zmienić jej pieluszkę. Aha! Musimy kupić jeszcze przewijak.
- No tak! Wiedziałem, że o czymś zapomniałem.
- Uspokoiłam ją i zasnęła.
- To dobrze. Chodź! Jeszcze na chwilę pooglądamy telewizję, a później zrobimy kolację.
- My czy Ty? Teraz Twoja kolej.
- No dobra. Co chcesz zjeść? A Ty idziesz na macierzyński urlop?
- Tak. A zjem szybkie danie.
- No to ja też.
Kamil przyrządził jedzonko i zaniósł do jadalni. Przy jedzeniu długo rozmawiali, aż tu nagle usłyszeli dźwięk… Mariusza.
- Teraz Twoja kolej. Idź do niego, a ja przygotuję butelki dla nich.
- No to idę.
Monika wzięła butelki, a Kamil przyszedł z małymi na dół.
- Ty karmisz Mariusza, a ja Weronikę.
Po karmieniu umyli ich i zanieśli do łóżek. Nareszcie mogli spokojnie położyć się spać.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
I wszyscy pogrążyli się we śnie.

Odcinek #9.

Kamila obudził budzik. Szybko ubrał się i zjadł przekąskę, ponieważ budzik zadzwonił później niż powinien.
- Monika ja idę do pracy. Weronika płacze, ale jak chcesz to mogę ją nakarmić.
- Dobrze idź, a ja zaraz wstanę.
Kamil poszedł na górę, a Monika próbowała się obudzić.
- Kochanie położyłem Weronikę i na razie śpią. Ja idę. Pa!
- Pa!
Monika wstała i zrobiła sobie kawę. Od razu poczuła się lepiej. Zadzwoniła do Pauliny.
- Halo! Paula? Wpadniesz do mnie?
- Jasne! Kiedy?
- Jak najszybciej! Mamy tyle do obgadania.
- Oki! Już idę!
Paulina zjawiła się chyba po 5 minutach.
- Siemanko! Co porabiasz? Jest Kamil?
- Mów ciszej, bo obudzisz dzieci.
- Dzieci? Ty urodziłaś i ja się dopiero teraz o tym dowiaduję?
- Nikt jeszcze nie wie. Tylko ja, Kamil i teraz Ty.
- To dwójka z tego co usłyszałam. Jak mają na imię?
- Mariusz i Weronika.
- Bardzo ładnie.
- Kawy, herbaty?
- Zdecydowanie herbaty. No, bo ja też jestem w ciąży.
- No to super. Oo. To chyba Weronika. Poczekaj tu albo chodź ze mną.
- No to idę. Zobaczę te Twoje pociechy.
Na górze.
- Jakie słodkie.
- Trzeba jej zmienić pieluchę. O nie! Ten też! Ale on pewnie jest głodny. Paulina przyniesiesz mi butelki?
- Oczywiście, bo co ja tu mam robić?
Paulina poszła po butelki, a Monika przebrała małą.
- Jestem. Ja nakarmię Weronikę, dobrze?
- Dobra, a później trzeba się z nimi chwilę pobawić.
- Oki!
Dziewczyny nakarmiły dzieci i się z nimi pobawiły.
- Może coś zjemy? - Zapytała Monika..
- Przyznam, że jestem głodna jak wilk.
- Ja w Twoim stanie jadłam sałatki, bo są zdrowe i mało tuczące.
- No to zrób cały obiad, bo o ile wiem to Kamil zaraz przyjdzie.
- Pomożesz mi?
- Jasne.
Paulina i Monika zrobiły obiad, a Kamil zjawił się w samą porę.
- Cześć! Jestem.
- Cześć. Ale może ciszej, bo Twoje dzieci śpią.
- To Ty już wiesz?
- Tak.
- Zrobiłyście obiad jak widzę.
- Masz rację, ale zaraz go skończymy, więc jeśli chcesz by coś jeszcze z niego zostało to się pospiesz.
Zjedli obiad, a tu niespodziewanie zjawili się rodzice i Tomek.
- Cześć! - Zawołali chórem.
- Ciii. Dzieci śpią. O nie! Zaczęły płakać. Kamil ja idę na górę, a Ty zaproś gości do środka.
- Już się robi szefowo.
Monika poszła na górę, a Kamil zaprosił gości do środka. Razem wszystkich gości było 6, a w domu było 10 osób. Zaraz za Moniką wszyscy poszli na górę zobaczyć dzieci.
- Śliczne. Podobne do ich rodziców. Dziewczynka ma oczy Moniki, a nosek Kamila.

I tak zachwycali się chyba przez 15 minut. Później tylko rodzice Moniki i Kamila zostali na górze. Wszyscy młodzi zeszli na dół. Dziadkowie też zeszli na dół. Później oczywiście wychwalali swoje wnuki, że tacy podobni i w ogóle. Wszyscy się rozeszli chyba koło 17:00, tylko Tomek z Pauliną wyszli wcześniej.
- Pa! Tylko dbajcie o dzieci. Jutro znowu wpadniemy.
- Pa! Tylko o 18.00, bo dzieci mają urodziny.
Dobrze. Pa!
Po wyjściu rodziców.
- Jutro znowu przyjdą?! O nie!
- Muszą. Przecież to urodziny ich wnuków.
- I jak zwykle masz rację, Monisiu.
Zjedli kolację, nakarmili dzieci i poszli spać.

Odcinek #10.

Kamil się obudził wcześniej niż musiał, bo obudziły go dzieci, a on sam miał jeszcze dwie godziny do pobudki. Był piątek. Poszedł do nich na górę, ale najpierw zabrał ze sobą butelki. Monika w tym czasie smacznie spała.
- Czemu płaczecie? Dzisiaj macie urodzinki. I po co niepotrzebne zmartwienia? Teraz Was nakarmię, a później umyję. Dobrze?
Kamil zrobił to co wcześniej powiedział i poszedł się ubrać. Wypił kawę. Monika się obudziła.
- Kochanie możesz jeszcze spać.
- Już się wystarczająco wyspałam.
- Jak chcesz. Ja idę dopiero za około 2 godziny. Dzieci śpią. Byłem u nich chwilę temu. Pobawiłem się z nimi.
- Mam nadzieję, że nie obudzą się do południa.
- Pooglądamy telewizję?
- Oki.
Po skończonym filmie Monika poszła się ubrać, a Kamil poszedł do łazienki się umyć.
- Kochanie idź do dzieci, bo płaczą, a ja za chwilę muszę wyjść.
- Dobrze.
Monika poszła do dzieci. Okazało się, że płakała Weronika.
- Ja idę. Pa!
- Cześć!
Chwilę potem obudził się Mariusz. Monika nakarmiła dzieci, umyła je, pobawiła się z nimi, a później położyła je spać. Minęło dobre pół godziny zanim ona zakończyła swoje obowiązki.
"Muszę zaprosić rodziców i Paulinę z Tomkiem na urodziny dzieci, ale rodzicom tylko przypomnę, bo im mówiliśmy z Kamilem." - Pomyślała Monika. Jak pomyślała tak zrobiła. Poprosiła Paulinę by przyszła wcześniej, bo chciała z nią pogadać.
Paulina powiedziała, że przyjdzie za godzinę. Monika zjadła chipsy i wypiła trochę soku. Po godzinie usłyszała dzwonek do drzwi. Szybko pobiegła otworzyć.
- Co słychać i o co chodzi?
- Wszystko wporząsiu, a pogadać chciałam tak jak zwykle, czyli o byle kim i o byle czym. Czego się napijesz?
- Masz sok pomarańczowy?
- Oczywiście, a przejechałabyś się ze mną do centrum po tort urodzinowy?
- Jasne, ale z kim zostawisz dzieci?
- Zadzwonię po opiekunkę.
- Dobra to dzwoń, a ja wezmę sobie tego soku.
Po skończonej rozmowie.
- Zadzwoniłam po opiekunkę i po taksówkę.
- To super, ale chyba nie tylko po tort pojedziemy.
- To po co jeszcze?
- Po zapasy żywności. W lodówce miałaś tylko pustą puszkę soku, prawie pustą.
- To dobrze, że ostatnio Kamil dostał awans. Przynajmniej teraz więcej zarabia.
- To co, jedziemy?
Opiekunka zjawiła się, a tuż po niej przyjechała taksówka.
- Niech się Pani nie martwi. Zajmę się dziećmi. - Powiedziała opiekunka.
W drodze.
- Dobrze, że nie masz nic w lodówce.
- Czemu?
- Bo słyszałam od koleżanki, że te opiekunki jak dzieci śpią to oglądają telewizję, jedzą, a nawet jak masz drzewko z pieniędzmi to jak się pojawią to je podkrada. Zresztą nie tylko opiekunki, sprzątaczki i Ci wszyscy których zatrudniasz do pracy w domu. Sama nawet miałam taki przypadek jak jeszcze nie mieszkałam z Tomkiem.
- Tak, mówiłaś mi to już kiedyś. Tę historię, oczywiście.
- No to jesteśmy na miejscu- powiedział pan taksówkarz z uśmiechem.
- Dziękujemy, a oto dla pana napiwek.
- Dziękuję pani, przyda się, bo żona za niedługo rodzi.
- Proszę pozdrowić żonę.
- Jeszcze raz dziękuję. Na pewno pozdrowię.
Poszły. Była 11.00.
- Patrz. To chyba Tomek z jakąś kobietą.
- Rzeczywiście. Chodź, idziemy do niego.
Po chwili.
- Cześć dziewczyny. - Powiedział Tomek.
- Kto to jest? - Zapytała oburzona Paulina.
- To jest Dorota. Pracuje ze mną.
- Ale Ty jakoś nie jesteś w pracy.
- Mówiłem Ci, że dzisiaj mam wolne, a z Dorotą teraz pracuję no… powiedzmy po godzinach.
I mówiłem Ci jeszcze o tym, że się z nią spotkam, więc teraz nie bądź taka zła. A co wy tu robicie?
- My kupujemy tort dla dzieci Moniki. Jesteśmy zaproszeni i mamy przyjść o 18.00, a poza tym musimy jeszcze kupić zapasy żywności, bo Monice się skończyły.
- Aha! Teraz już wiem po co tu jesteście.
- Kiedy wrócisz?
- Właśnie skończyliśmy. To pójdziemy razem po ten tort?
- Tak. Jak chcesz to chodź z nami.
- To cześć Dorota. Idę z wami.
- Na razie! - Powiedziała Dorota.
- A my kupmy dzieciakom jakieś zabawki. Dobra?
- No dobra. Ale jakie?
- Jeszcze zobaczymy.
- A co wy tam tak szepczecie? - Spytała Monika.
- Nic takiego.
Po powrocie.
- Już jest chyba 13:45, co nie? - Zapytał Tomek.
- Chyba tak - Odpowiedziała Paulina.
- Muszę posprzątać. Jak chcecie to zostańcie. Trochę mi pomożecie.
- Dobra, zostaniemy i Ci pomożemy.
Po skończonej robocie.
- No, nareszcie! - Powiedział Tomek.
- O nie! Dzieci płaczą. Pójdę na górę. Zaczekajcie moment.
Monika poszła na górę i przebrała dzieci. Później przyszła na dół.
- Już skończyłam. Za niedługo przyjdzie Kamil. Zaczekacie na niego?
- My się zmywamy, a przyjdziemy później o 18:00, dobra?
- Oczywiście. To do 18:00.
- To pa!
- Pa!
Paulina z Tomkiem w drzwiach spotkali się z Kamilem.
- O cześć Kamil! - Powiedzieli Paulina i Tomek.
- Co Wy już idziecie?
- My tu już długo byliśmy.
- No to cześć!
- Na razie!
Chwilę potem.
- No proszę. Jak tu teraz ładnie.
- Widzisz? Paulina i Tomek mi pomogli.
- A dzieci śpią?
- Jak słyszysz to teraz się obudziły.
- Chodźmy do nich.
Na górze.
- Monika przebierz Weronikę i nakarm ją.
- Dobrze, a Ty przebierz i nakarm Mariusza.
- Oczywiście.
Po kilku minutach.
- Ja już skończyłam, a Ty?
- Ja już kończę.
- Jest chyba koło 16.00, a my już wszystko przygotowaliśmy.
- Ale chyba wiesz, że rodzice na pewno przyjdą wcześniej.
- Masz rację. O! Już przyszli.
- O nie! Znowu się zacznie. O jak podrosły. A jakie by to one do nas nie podobne.
- Jakoś przetrwamy. Pójdę otworzyć.
Na dole.
- Cześć! A dzieci śpią? - Powiedzieli razem rodzice obojga małżonków.
- Tak. Przed momentem zasnęły.
Rodzice weszli do domu.
- A gdzie jest Kamil? Bo chyba nie siedzi tak długo w pracy - Zapytał tata Kamila.
- Nie, nie jest w pracy. Jest u dzieci na górze.
- Aha.
- O idzie nasz Kamilek. - Powiedziała mama Kamila.
- Mamo ja już nie jestem dzieckiem. Nie mów tak do mnie.
- Ale Kamilku...
- Mamo...
- Przestańcie się kłócić - Zaproponowała Monika.
- No dobrze, ale nie wiem czy to można nazwać kłótnią.
Wszyscy zamilkli.
- Ja może zrobię obiad?
- Dobra Monika, a ja Ci pomogę. - Powiedział Kamil.
Tę ciszę "uratowała" Monika. Od tej pory wszyscy ze sobą rozmawiali. Oczywiście cicho ze względu na dzieci.
Po 15 minutach.
- My już skończyliśmy. Zjemy teraz czy później?
- Teraz! - Zaproponował tata Moniki.
- Dobrze. - Po chwili dodali wszyscy.
Zaczął się obiad, a tu zjawili się Paulina i Tomek.
- O to widzę, że my w porę trafiliśmy, prawda Paulina?
- Tak.
- Chodźcie. Jeszcze zostało coś z obiadu.
Po posiłku została jeszcze pół godziny do urodzin dzieci.
- W porę się obudziły. - Powiedział Kamil.
- Chodźmy do nich. Trzeba je przygotować.
- Tak. Trzeba je umyć.
- No to my z Kamilem do nich pójdziemy. - Powiedziała Monika.
- No to idźcie.
Monika i Kamil zaraz zeszli na dół, ponieważ musieli umyć dzieci, a łazienka była na dole.
- Już skończyliście?
- Nie mamo, przecież łazienka jest na dole. - Powiedziała Monika.
- Ah tak, zapomniałam.
Po 10 minutach.
- Dzieci są już gotowe.
- Jeszcze 20. - Powiedział tata Kamila.
- Czego? - Spytała zaciekawiona mama Moniki.
- Jak to czego? Minut do urodzin naszych wnuków.
- Może już zaczniemy?
- Nie, lepiej poczekajmy jeszcze te chociaż 15 minut.
- Ej ludzie! Jak wy tak każde urodziny naszych dzieci będziecie przeżywać to nie wiem co się ze mną stanie. - Powiedział Kamil.
- No dobrze, dobrze już nie będziemy- powiedziała mama Kamila.
- No ja myślę.
- Ta rozmowa trwa już długo. Niech się już zacznie.
- Jeszcze sekundę.
- 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10... Już ponad 10 sekund tak czekamy!
- Tato, a co Ty taki dokładny?
- Denerwuję się.
- Ale czym? - Spytał Kamil.
- No wiesz synku, w końcu to pierwsi wnukowie.
- Chyba rozumiem. Doczekasz się jeszcze prawnuków.
- Oj nie wiem.
- Na pewno. Jeszcze chwila. Monika idź po tort.
- Już.
Po chwili.
- Nareszcie.
- Chodź Kamil.
- Już.
Kilka minut później.
- Teraz jesteście małymi dziećmi. Nadal malutkimi, lecz już większymi.
Niedługo po tym co się wydarzyło goście się rozeszli. Chwilę porozmawiali i poszli.
Monika z Kamilem nareszcie zostali sami. Była 19:00.
- Kamil pooglądajmy telewizję.
- Dobra.
I poszli. Oglądali wiadomości, potem chwilę poćwiczyli. Kamil poszedł się okąpać, a Monika poszła zrobić szybkie danie. Po ok. 10 minutach.
- Kamil ja już skończyłam. Mógłbyś się pospieszyć, bo ja też bym chciała się umyć.
- Już kończę.
Kamil po chwili skończył, a Monika w tym czasie zjadła szybkie danie.
- Możesz już iść.
- Dzięki.
Po 10 minutach.
Monika wyszła z łazienki i zobaczyła... Kamila śpiącego na kanapie.
- Kamil, chodź do łóżka.
- Co? Idę, idę. Co Ty tak długo robiłaś w łazience?
- Długo? 10 minut. To jest długo. A Ty ile siedziałeś?
- No niech Ci będzie. Jutro musimy nauczyć dzieci paru ważnych spraw.
- Jakie?
- Korzystanie z toalety, chodzenie i mówienie.
- Nie za dużo jak na jeden dzień?
- Postaramy się to zrobić jak najszybciej.
- Chodźmy spać.
Nie na długo sobie pospali, bo obudziły ich dzieci. Monika się obudziła i poszła je nakarmić. Kamil nawet się nie obudził.
Po chwili Monika poszła spać.

Odcinek #11.

Monikę i Kamila obudziły dzieci. Była godzina 7:00.
- Chodźmy do nich.
- Ty do nich idź Monika.
- Kamil już jest siódma. One w porę się obudziły.
- No to chodź.
I poszli.
- Sam mówiłeś, że dzisiaj masz zamiar je wszystkiego uczyć.
- Mam nadzieję, że mi pomożesz.
- Tak pomogę Ci.
- Dziękuję.
- Ja uczę Weronikę.
- To ja Mariusza. Imiennika mojego kuzyna.
- To czemu nie zaprosiliśmy go na urodziny dzieci, ani na ślub?
- On mnie też nie zaprosił.
- I Ty musisz mu odpłacać tym samym?
- Dobrze, jak chcesz to zaproszę go na następne urodziny naszych dzieci.
- Mam nadzieję, że tak zrobisz.
- Idę się ubrać, a potem zrobię śniadanie. Mogą być naleśniki?
- Jasne! Uwielbiam naleśniki.
- To świetnie. Potem możemy skoczyć po zabawki dla dzieci.
- Ale one dostały już zabawki od Pauliny i Tomka, moich i Twoich rodziców.
- Aha.
Kamil poszedł się ubrać, a w tym czasie Monika wzięła zabawki i wypuściła dzieci. Weronika bawiła się misiem, a Mariusz bawił się króliczkiem. Monika także zeszła na dół po butelki dla dzieci.
- Kamil nakarm Weronikę jak skończysz robić naleśniki.
- Tak jest szefowo!
- Co Ty masz z tą "szefową"?
- Nie wiem. Samo mi tak wychodzi.
- Ja nakarmię Mariusza.
- To Ty idź teraz do Mariusza, a ja jak zrobię naleśniki to też przyjdę.
- Oki.
Mariusz po 5 minutach skończył naleśniki, Monika jeszcze była na górze.
- Monika już idę na górę.
- To chodź.
Po chwili Kamil znalazł się na górze.
- Kamil dzwonili z pracy.
- Do mnie czy do Ciebie?
- Do nas. - Monika miała smutną minę.
- Co chcieli? - Kamil też zaraz posmutniał.
Monika zaraz się rozchmurzyła i powiedziała:
- Życzyli nam wszystkiego dobrego z okazji urodzin dzieci pytali się kiedy wrócę do pracy!
- Ale mnie wystraszyłaś.
Nakarmili dzieci i poszli zjeść naleśniki. Na dole.
- Pyszne! - Zachwala Monia.
- Dziękuję.
- Jak zjemy pójdziemy uczyć dzieci. Ja najpierw chciałabym Weronikę nauczyć mówić, potem chodzić, a na końcu korzystać z toalety.
- To ja tak samo zacznę uczyć Mariusza.
Zjedli naleśniki i poszli na górę. Oboje wzięli się do pracy. Weronika dość szybko nauczyła się mówić, Mariusz potrzebował do tego dłuższej chwili.
Wyglądało to mniej, więcej tak:
- Weroniczko, powiedz mama.
- Mam.
- Mama.
- Mam-a, mama, mama, mama.
- Ślicznie. Teraz powiedz tata.
- Tama.
- Tata.
- Tat.
- Tata.
- Ta- ta, tat- a, tata.
- Brawo! Coraz lepiej. Teraz powiedz Mariusz.
- Marisz.
- Mariusz.
- Mari- usz, Mar- iusz, Mariusz.
- Świetnie. Chyba na razie tyle słów Ci wystarczy. Umiesz mówić, ale jeszcze popracujemy nad innymi słowami.
Uczenie mówienia Mariusza:
- Powiedz tata.
- Ta.
- Tata.
- Tat.
- Tata.
- Tata.
- Dobrze, a teraz powiedz mama.
- Ma-ma.
- Mama.
- Mama.
- Uczysz się w mgnieniu oka. Teraz Weronika.
- Wertonika.
- Weronika.
- Wertonka.
- Weronika.
- Weronka.
- Weronika.
- Weronika.
- Dobrze. Poczekaj sekundkę, zaraz się Tobą zajmę.
- Monika jak Ci poszło tak szybko?
- Weronika szybko połapała o co mi chodzi.
- To teraz pozostało nam chodzenie.
- I korzystanie z toalety.
- Ale na razie niech się prześpią.
- Masz rację.
Położyli je do łóżek. Poszli na dół.
- Kamil zostało nam chodzenie i korzystanie z toalety. Nie mylę się?
- Ty się chyba nigdy nie pomylisz.
- Czyli dobrze?
- Jasne.
- Co będziemy teraz robić?
- Może... hmmm... może TV?
- Nie, najlepiej zadzwońmy po opiekunkę i przejedźmy się gdzieś.
- Świetny pomysł. To zadzwonię po opiekunkę.
- A później po taksówkę.
- Czemu ja?
- Bo jesteś przy telefonie.
- Monika!
- Nie gadaj, tylko dzwoń.- Podała mu słuchawkę.
- Następnym razem już nie zadzwonię.
- A co to coś trudnego?
- Nie, ale mogłaś to zrobić, bo ja zawsze dzwonię.
- Ty?
- Tak ja.
- Ty prawie nigdy nie dzwonisz.
- Jak to nie dzwonię.
- A tak. Nie zaczynaj robić kłótni z byle czego.
- To Ty zaczęłaś.
- Co?
- Tak, przestań już.
- To Ty jesteś taki synuś mamusi, więc pewnie dlatego nic Ci się nie chce robić. Nic dziwnego.
- Ja jestem synusiem mamusi tak jak to ujęłaś?!
- A widzisz tu innego synka?!
- Nie, widzę córkę.
- Przestań, nigdzie nie jadę!
- To bardzo dobrze się składa, bo ja wychodzę!
- To idź, nikomu łaski nie robisz!
- Idę do Tomka. - Powiedział Kamil trzaskając drzwiami.
"Zadzwonię po Paulinę." Jak pomyślała, tak zrobiła.
- Hej Paulina, tu Monika. Jest już Kamil u Ciebie?
- Jest i to bardzo wkurzony. Siedzą z Tomkiem w salonie, ja w kuchni, która jak wiesz jest daleko i wszystko słyszę. Strasznie krzyczy.
- Wpadniesz do mnie?
- Jasne. Kiedy?
- Najlepiej teraz. Póki on u Was jest.
- Dobra tylko się przebiorę.
- Czekam, pa! I powiedz Tomkowi jeżeli Kamil będzie wychodził to żeby zadzwonił. Tylko sygnał i niech szybko się wyłączy.
Monika poczekała chwilę.
- O to ona!
Otworzyła drzwi.
- Jestem.
- Widzę. Wejdź. Napijesz się czegoś?
- Jak byś mogła to najlepiej herbaty. Wiesz czemu.
- Tak wiem. Ile Ci jeszcze zostało do narodzin?
- Kilka dni. Nie wiadomo. Może nawet jutro.
- To ja pójdę po herbatę dla Ciebie i kawę na uspokojenie dla mnie.
- Jak przyjdziesz to mi wszystko od początku do końca opowiesz.
- Dobra.
Monika zrobiła kawę i herbatę.
- No to słucham.
- A więc: Mieliśmy się wybrać z Kamilem do centrum...
I tak dalej, i tak dalej. Opowiadała jej chyba z pół godziny. Tak samo było u Tomka, który rozmawiał z Kamilem.
- Ja bym Ci radziła się z nim pogodzić i przeprosić za synka mamusi, bo żeby o takie coś się kłócić to po prostu nienormalne.
To samo u Tomka.
- Ja Ci radzę pogódź się z nią i przeproś. To moim zdaniem najlepsze rozwiązanie. I to Twoja wina, bo byłeś przy telefonie. Idź do niej i jej to powiedz. Kamil wychodził, a w tym czasie Paulina też. Tomek puścił sygnał do Moniki.
- Kamil idzie, Paulina szybko. Wyjdź tylnymi drzwiami.
Paulina wyszła, a Kamil wszedł.
- Monika posłuchaj...
- Nie Kamil to Ty posłuchaj...
- Na trzy, cztery.
- Trzy, czte-ry. Przepraszam!
- Przepraszam!
- Ups! Dzieci.
- Chodźmy do nich.
I poszli.
- Monika przebierz Mariusza i Weronikę...
- No pewnie...
- A ja pójdę zrobić kolację.
- No, chyba, że tak.
- No to idę.
- Tylko się pospiesz.
- Czemu?
- Bo jestem bardzo głodna.
- Dobra jak ich przebierzesz poczekasz tu na moment i zejdziesz na dół.
- Dokładniej to ile mam tu czekać?
- Wiesz może jednak ja Cię zawołam.
- To spoko, ale mam nadzieję, że nie długo Ci to zejdzie.
- No nie wiem.
- Ale Kamilku co chcesz zrobić na kolację?
- Niespodzianka.
- Uwielbiam niespodzianki.
- No to bierzmy się do roboty.
Kamil poszedł na dół, a Monika w tym czasie przebierała dzieci. Kamil chciał Monice na kolację zrobić spaghetti, a na deser galaretkę.
- Kamil ja już dzieci przebrałam. Mogę już zejść na dół?
- Nie jeszcze moment.
- To co ja mam teraz robić póki tu jestem?
- Co chcesz.
- No dobra, a więc policzę do 50, schodzę na dół i koniec kropka! Hehe!
- Nie musisz liczyć do 50, możesz do 30. Tyle mi wystarczy. Tak właściwie to... schodź na dół, bo zaraz sam wszystko zjem. Hehe!
- UWAGA! Schodzę!
Na dole.
- Mniam! Pychota! Wcale nie robiłeś tego długo.
- A widzisz?
- No to... SMACZNEGO!!!
- Wzajemnie.
- Hehe! Pyszne! Dosłownie.
Zjedli kolację i zaczęli oglądać TV. Godzina 21:00.
- Kamil śpiąca jestem. Idę spać.
- Ja jeszcze na chwilę tu posiedzę. Dobranoc kochanie.
- Dobranoc.
Monika poszła spać. Kamil siedział jeszcze kilka minut przed telewizorem, lecz też poszedł spać.

Odcinek #12.

Monika obudziła się o godzinie 8:00. Ubrała się, zjadła śniadanie i postanowiła zadzwonić do pracy, że jutro znów ją zobaczą. Wykręciła numer:
- Halo. - Powiedział głos w słuchawce. Monika od razu rozpoznała swoją koleżankę, Lucynę.
- Cześć Lucynko! Tu Monika. Chciałam oznajmić, że jutro wracam do pracy.
- Naprawdę? Jak tam dzieci?
- Skąd o nich wiesz?
- Twoja mama tu była i wszystkim rozgadała. Podobno strasznie słodkie. Ty idziesz jutro na 10:00, tak? Ja mam wolne. Jak chcesz mogę zająć się maleństwami.
- Świetnie. Przyjdź jutro o 9:30. A Ty dzisiaj o której kończysz?
- O 15:00. A co?
- Wpadniesz do mnie?
- Jasne! Zaraz po pracy?
- Tak. To do zobaczenia!
- Pa!
Lucyna poszła wszystkich powiadomić o tym co powiedziała jej Monika. Kamil zaraz się obudził.
- Ty do kogoś dzwoniłaś?
- Tak. Jutro mam zamiar wrócić do pracy.
- Żartujesz? A kto zostanie z dziećmi?
- Lucyna zaproponowała swoją pomoc.
- A co z następnymi dniami?
- Możemy zatrudnić opiekunkę. Dostałeś awans, więc mamy pieniądze. Teraz znowu ja zaczynam pracę...
- Mamy dokładnie 2000$. Myślisz, że to wystarczy?
- Na razie tak. Może ja wkrótce dostanę awans.
- No dobrze. Zrobiłaś śniadanie?
- Ja już jadłam. Jak chcesz to sobie zrób płatki. Niedługo trzeba będzie pojechać do centrum po zakupy.
- Tylko się ubiorę. Chodźmy dzisiaj do Pauliny i Tomka.
- Lucyna ma tu przyjść po pracy.
- Pogadacie trochę i pójdzie?
- No dobra.
Monika poszła do dzieci, ponieważ się obudziły i strasznie krzyczały. Zawołała z góry do Kamila:
- Kamil, a dzisiaj uczymy je chodzić?
- Za chwilę, na pewno. Kupmy to mleko co przyspiesza uczenie.
- Ciekawe kiedy się nauczą po tym mleku? To ja je zamówię.
- Oki.
Monika zamówiła magiczne mleko. Zaraz dała po butelce swoim dzieciom. Kamil już zjadł i wzięli się za uczenie. Rzeczywiście poszło im szybko. Nie minęła godzina, a dzieci pięknie chodziły. Później uczyły się korzystania z toalety. Też im wyszło.
- Dzieci na pewno dorosną prawidłowo powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Masz rację.
Patrzyli na swoje dzieci z dumą. Dzieci zanieśli na górę. Same się bawiły. Kamil z Moniką zeszli na dół. Monika zaczęła robić obiad. Aż tu nagle: [DZYN, DZYN]
- Monika otwórz. Ciekawe kto to?
- Już idę.
Monika otworzyła drzwi, a w nich zastała rodziców i... ordynatora, Pana Leszka, lekarkę Lenę, kolegę z pracy Dawida i oczywiście zjawiła się też pani Lucyna.
- Dzień dobry! Przyszliśmy zobaczyć Wasze dzieci. - Powiedzieli wszyscy z ośrodka.
- A my chcieliśmy zobaczyć jak sobie radzicie. - Powiedziała mama Moniki.
- Doskonale sobie radzimy, ale jak przyszliście to wejdźcie. Świetnie trafiliście, bo właśnie robię obiad...
- To gdzie są dzieciaki? - Spytała Lena.
- Na górze. Zaprowadzę Was - Powiedziała Monika.
- Dobrze. Mamy coś dla nich. Kupiliśmy przewijaki.
- To się dobrze składa, bo my jeszcze nie kupiliśmy. Dziękuję. Chodźcie na górę. Kamil dokończ obiad i podaj gościom.
- Dobra.
Na górze.
- To Mariusz, a to Weronika. - Powiedziała pokazując na dzieci Monika.
- Jakie śliczne. Ciekawe czy tak jak ich rodzice zostaną lekarzami? - Zastanawiał się Pan Leszek.
- Dzień dobli. - Powiedziały dzieci.
- O! I umieją już mówić. - Zauważył Dawid.
- Chcieliśmy z Kamilem, żeby dzieci jak najszybciej się wszystkiego nauczyły.
- Gdzie postawić przewijaki? - Zapytała Lena.
- Obok łóżek. Pomogę Wam.
Postawili łóżka i Kamil zawołał na obiad. Po obiedzie wszyscy z ośrodka poszli. Rodzice zostali.
- Widzimy, że dobrze sobie radzicie. - Powiedziała mama Moniki.
- W takim razie my też już pójdziemy. - Zaproponował tata Kamila.
- Musicie? - Spytała Monika.
- Tak, my z ojcem mamy jeszcze coś do załatwienia w mieście. - Powiedziała mama Moniki.
- My też.
- To pójdziemy razem. - Powiedziała mama Kamila.
- Cześć. - powiedział tata Moniki.
- To do zobaczenia. powiedział Kamil.
Wszyscy wyszli. Kamil z Moniką zadzwonili do Tomka i Pauliny czy mogliby do nich wpaść. Zgodzili się. Monika z Kamilem wrócili pod wieczór. Zjedli kolację i położyli się spać.

Odcinek #13.

Wstali o 7:00. Oboje mieli na 10:00. Weronika obudziła się, a za nią Mariusz.
- Weź 2 butelki. Powiedziała Monika. - Ona weszła na górę, a Kamil grzebał się z butelkami.
- Mamo... głodna jestem! Powiedziała Weroniczka.
- Już Ci tatuś niesie, ale pierwsze Cię przebiorę.
- Dobze.
Monika przebrała Weronikę i Mariusza. Dopiero wtedy przyszedł łaskawie Kamil.
-Tato! Głodny jestem! Powiedział Mariusz.
Kamil podbiegł do dzieci i dał im butelki. Monika z Kamilem przytulili się.
- Gdyby nie Tomek i Paulina... nie było by nas. Powiedział Kamil i ją pocałował.
- Welona pats co nasi rodzice robią. Powiedział Mariuszek.
Mała zaczęła się śmiać. Kamil podszedł do Mariusza który już zjadł.
-To co? Śpicie, bawicie się?
- Ja ide spać. Doblanoc. Powiedziała Weronika.
Monika włożyła ją do kojca. Mariusz zrobił to samo. Kamil i Monika jedli śniadanie.
- Widzisz... Mamy 2 dzieci... Mamy siebie... A inne pary... Mówił Kamil.
- Ej! Co Ci się dzisiaj dzieję? Hehehe.
- Tak jakoś. Po prostu KOCHAM CIĘ! Wykrzyknął i pocałował ją.
Potem jeszcze rozmawiali. Była 9:00.
- Kochanie idę wziąć prysznic. Powiedziała Monika.
- Aa... mogę iść z Tobą?
Monika dźgnęła go w ramię. W tym czasie, gdy była w łazience przyszła Lucyna.
- Cześć Kamil! Gdzie Monika i maluchy?
- Hej! Monika bierze prysznic, a dzieciaki śpią.
Weszli do salonu. Z łazienki wyszła Monia. Przywitała się z Lucyną.
- Mam nadzieję, że nie sprawią Ci kłopotu.
- No co ty! To przyjemność. Uśmiechnęła się Lucyna.
W końcu przyjechał samochód. Lucyna została z dziećmi sama... Po powrocie z pracy.
- Cześć Lucyna! Dostałam awans! Cieszyła się Monika.
- Super!
- A gdzie dzieci?
- W salonie się bawią.
Monika z Kamilem weszli do salonu. Dzieci bawiły się w dobre!
- Mam nadzieje, że nie sprawiłyście cioci Lucynie kłopotu.
- Nie, mamo!
Monika uśmiechnęła się. Lucyna poszła, nie mogła zostać na obiedzie. Była 16. Monika i Kamil oglądali telewizor.
- Jadę do centrum po zapasy. Powiedziała Monika. Niektóre rzeczy się kończą.
- Dobrze Skarbie. Powiedział Kamil.
Monika pojechała do centrum. Wtedy zaczęły płakać dzieci. Kamil wziął butelki, ale już po schodach zszedła Weronika.
- Brawo! Sama zeszłaś. No... gratulacje! Powiedział Kamil i dał Weronisi butelkę.
Wszedł na górę i dał butelkę Mariuszowi. Po 2 godzinach przyjechała Monika.
- Hej Kochanie! Pocałowała Kamila
Kamil robił kolację. Dzieci smacznie spały.
- Kamil... może postaramy się o jeszcze jedno dziecko, jak Werka i Mariuszek urosną? Będą dziećmi? Zapytała Monika. - Hmm... zastanowimy się. Pocałował Monikę.
Wstały dzieci. Nakarmili je i wrócili do kolacji. Rozmawiali na temat przyszłości... I tak minął im dzień...

Odcinek #14.

Kamil obudził się o 7.00, ponieważ dzieci chciały jeść. Zaniósł im butelki. Potem wziął prysznic i zrobił sobie śniadanie. Dzieci puścił by się pobawiły. Monika się obudziła. Zjadła śniadanie, umyła się. Potem powiedziała do Kamila:
- Zastanowiłeś się już nad tym o czym wczoraj rozmawialiśmy?
- Monika mnie się jednak wydaję, że jak na razie to dwójka dzieci zupełnie nam wystarcza. Przecież i teraz jest nam ciężko.
- Wiesz chyba masz rację.
- Ja zawsze mam rację, kochanie.
- Ciągle jedno i to samo: "ja zawsze mam rację, kochanie". Kamil to już jest dobijające.
- No dobrze już nie będę tak mówił.
Przycisnął ją do siebie i namiętnie pocałował. Wszystko to widziały dzieci.
- Kamil, dzieci.
Monika powiedziała do Kamila ledwo odbiegając od uścisku.
- O, przepraszam. A tak właściwie to co Wy tu robicie, przecież byliście na górze.
- Bo... my sami zeszliśmy.
- No to gratulacje. Oby tak dalej.
Kamil próbował odbiegać od tematu. Później powoli szykował się do pracy. Monika miała na 15:00.
- Ja już idę, obiecałem, że będę wcześniej.
- Pa, tylko przyjdź szybko do domu.
- Dobrze. Pa dzieci.
Kamil wyszedł, a Monika zadzwoniła do Pauliny:
- Halo? Cześć Tomek. Tu Monika. jest Paulina?
- Tak jest.
- Mógłbyś ją poprosić do telefonu?
- Już.
Tomek zawołał Paulinę.
- Jestem. Co tam?
- Jakoś leci. Wpadniesz do mnie?
- No pewnie. Teraz? A to Ty nie w pracy?
- Tak, teraz. Mam na 15:00, bo dostałam awans.
- Aha to ja już lecę tylko się przebiorę. Pa!
Paulina odłożyła słuchawkę. Monika dała dzieciakom jeść, później włożyła ich do kojców. Paulina przyszła po kilku minutach.
- No hej, jestem.
- Jak tam Twoja Olusia? (Ola - córka Pauli.)
- Przyszłam z nią.
- O to świetnie. A kiedy urodziłaś, bo powiadomiłaś mnie tylko telefonicznie?
- Tak konkretnie to 2 dni temu.
- Cześć kochanie. - Zaczęła mówić Monika do Oli.
Malutka uśmiechnęła się do niej. I zaczęła coś tam mówić po swojemu. Monika odwzajemniła uśmiech i wszystkie dziewczyny weszły do środka.
- Kawy, herbaty?
- Ja wiem. Teraz nareszcie mogę, więc jakbyś mogła to zrób mi kawę.
- Już się biorę do roboty.
Monika przyrządzała napoje, a Paulina. W końcu Monia skończyła i poszła do salonu.
- Nasze dzieci za dwa dni obchodzą urodzinki. Będziesz?
- No pewnie. Przecież nie mogę przepuścić takiej okazji.
- Dzięki. A kiedy Twoja obchodzi?
- O Boże! Przecież Olusia obchodzi dzisiaj.
- No to cool! Zdążysz. Ja Ci pomogę. Zadzwonisz do rodziców, a ja zajmę się jedzeniem. Przyrządzę kurczaka w sosie pieczarkowym, tort czekoladowy, coś do picia to Tomek skoczy do centrum, hmm... może sałatkę szefa kuchni. Może być?
- No pewnie! Musimy się spieszyć.
- Ale Paula, ja muszę wziąć płatny urlop, przecież ja powinnam iść na 15:00 do pracy.
- To zadzwonisz u mnie. Bierz dzieciaki, a ja już lecę powiadomić Tomcia i rodziców, oczywiście.
- Okej.
Monia zabrała dzieci i poleciała do Pauli. Zadzwoniła i dali jej wolne. Tomek pojechał do centrum, a Paulina dzwoniła do rodziców. W tym czasie Monika opiekowała się Olą, a dzieci jej się przyglądały. Były bardzo, ale to bardzo zaciekawione jak wygląda niemowlę. Monika, aż się z nich śmiała. Potem Monia poszła z Pauliną robić obiad. W tym czasie Kamil przyszedł do domu i zastał tylko małą karteczkę z napisem:
Kamil, Ola ma dzisiaj urodziny. Jestem u Pauli i pomagam jej gotować obiad. Jak przyjedziesz z pracy to przyjdź do nas.
Gdy to przeczytał szybko poleciał do Tomka. Okazało się, że Monika z Pauliną bawią się w najlepsze gotując ten obiad, a dzieci bawią się w salonie (oprócz Oli, która jest w swoim łóżeczku z zabawkami, ale także w salonie).
- Yy.... - Odkaszlnął Kamil by dziewczyny zwróciły na niego uwagę.
- O Kamil. Co tak szybko?
- Chciałem Ci zrobić niespodziankę. Wcześniej poszedłem tylko po to by wcześniej wyjść.
- O to super.
- Monika pragnę Ci przypomnieć, że jest godzina 13:00.
- No i co z tego?
- To Ty nie idziesz do pracy?
- Nie mam wolne. Przyłączysz się do nas, czy popilnujesz dzieci?
- Gdzie jest Tomek?
- W centrum. Miał kupić coś do picia.
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. A byli to rodzice Tomka: Pani Kazimiera, pan Jan, rodzice Pauliny: mama, Basia, tata, Henryk i oczywiście we własnej osobie Tomek z furą picia.
- Cześć Wam! - Powiedział Tomek patrząc ledwo obok torby z piciem.
Wszyscy się przywitali. Później Monika z Pauliną kończyły obiad, a jak skończyły to przygotowywały stół. Był ogromny i piękny. Potem Olusia z niemowlaka stała się małym dzieckiem i od tej pory mogła już bawić się z dziećmi Moni i Kamila. Wszyscy rozeszli się do swych domów. Monika i Kamil także. I tak skończył się ich dzień.

Odcinek #15.

Kamil obudził się o 8:30 nareszcie wyspany. Monika jeszcze smacznie spała, lecz gdy Kamil otworzył oczy pomyślał, że to sen. Dzieci stały przy ich łóżku i zaczęły mówić do Kamila:
- Tata, głodni jesteśmy.
Monika przebudziła się i zaczęła się cichutko śmiać.
- Długo już tu stoicie? - Zapytał Kamil.
- Nie długo. Sami wysliśmy z łóżeczek i zesliśmy na dół.
- No to teraz nauczymy Was jeszcze wyciągać z lodówki butelki i sami będziecie jeść. - Zaśmiała się Monika.
- Monika to Ty już nie śpisz?
- Nie, jak widzisz. Chodźcie tu skarby moje.
Dzieci od razu wskoczyły pod cieplutką kołdrę i przytuliły się do mamy.
- Pójdziemy dzisiaj do Oli? - Zapytały dzieci.
- Zobaczymy. - Odpowiedziała im Monika.
Kamil poszedł się ubierać. Wyszedł do pracy gdy Monika robiła śniadanie. Dzieci zasnęły w łóżku rodziców. Monika zadzwoniła do Pauli:
- Cześć Paulinko. Wpadniesz do mnie z Olusią? Dzieci się pobawią, a my pogadamy.
- Okej.
Monika obudziła dzieci i dała im jeść. Chwilę potem przyszła Paulina.
- Hej. Jestem jak chciałaś.
Gadały, gadały, a dzieci się bawiły. Paula później poszła. Monika dała dzieci do kojców. Przyszedł Kamil. Zjedli obiad. Monika poszła do pracy. Przyszła zmęczona. Potem z Kamilem siedzieli przytuleni na kanapie i oglądali TV. Dali dzieciakom jeść. Chwilę się bawiły, potem jak zwykle były zmęczone. Ich rodzice także. Zjedli kolację i położyli się spać. Mieli bardzo nudny dzień.

Odcinek #16.

Monia obudziła się o godzinie 6:00, ponieważ bolał ją brzuch. Zjadła lekkie śniadanie. Obudził się Kamil.
- Co tak wcześnie wstałaś?
- Chyba się czymś zatrułam, bo boli mnie brzuch.
- Pójdziesz do lekarza?
- Pewnie tak. Zjedz śniadanie, a ja pójdę dać dzieciakom jeść.
Monika poszła dać dzieciom jeść. Dzieci później bawiły się, a Monika poszła do lekarza. Kamil zadzwonił do Tomka:
- Cześć Tomek! Może wpadniesz do mnie. Pogadamy, bo dawno Cię tu nie było.
- Okej. A kiedy? Teraz to za bardzo nie mam czasu. Może Ty wpadniesz po pracy z dzieciakami?
- Pewnie. Na razie!
Monika przyszła i okazało się, że się zatruła.
- Jestem!
- Przepisał Ci coś?
- Nie. Kazał mi leżeć w łóżku i napisał zwolnienie na tydzień z pracy.
- O to fajnie. Ale chyba dziećmi będziesz mogła się opiekować.
- Yy. - Monika pokiwał głową przecząco.
- Nie no żartujesz chyba.
- No pewnie, że nie żartuję. Kazał mi leżeć w łóżku i wychodzić tylko do ubikacji.
- Aha rozumiem, czyli także nie pozwolił Ci robić sobie śniadań.
- Nie pozwolił. Powiedział, że trochę luksusu mi się należy i żebyś Ty przynosił mi śniadanie do łóżka.
- Przecież to tylko zatrucie.
- Nie no, żartowałam, ale może troszkę mi pomożesz przy tych śniadaniach? Może choć raz? Taki jeden razik.
- Hm... No nie weim. A co ja z tego będę miał?
Monika podeszła do Kamila i pocałowała go.
- Wystarczy?
- Muszę się jeszcze zastanowić.
Monia znów go pocałowała, ale już bardziej namiętnie.
- I co?
- No dobrze. Jeden malutki razik.
- Wybierasz się dzisiaj gdzieś prócz do pracy?
- Tak. Obiecałem Tomkowi, że przyjdę do niego z dzieciakami po pracy.
- Bo myślałam, że damy dzieci do Tomka i zrobimy sobie jakiś uroczysty obiad, ale jeśli już jesteś umówiony to trudno.
- No to trudno.
- Ja chyba pójdę gdzieś z Pauliną. Nawet fajnie, że bierzesz dzieciaki.
- A gdzie pójdziecie?
- Jeszcze muszę się zastanowić. Mój kolega ze szkoły, no raczej nasz kolega obchodzi dzisiaj urodziny i nas zaprosił. Wypadałoby pójść...
- Ale się zatrułaś i raczej nie możesz.
- Nie. Czemu? Lekarz powiedział, że jeśli mnie brzuch nie będzie bolał to mogę sobie troszkę pobalować. Ale nie za ostro.
- Wiesz wydaję mi się, że dzisiaj miało być jakieś święto...
- Mi też. O Boże! Przecież dzieci mają urodziny!
Skończyli rozmowę. Kamil chwilę potem poszedł do pracy. Monika zaprosiła wszystkich na urodziny i zaprosiła Paulinę by jej pomogła wszystko przyrządzić. Paulina się zgodziła. Wszystko skończyły zanim Kamil przyszedł z pracy. Dzieci były z Tomkiem. Miały o niczym nie wiedzieć. W końcu Tomek przyszedł z Olą i dziećmi Moniki i Kamila. Było wspaniałe przyjęcie. Mariusz i Weronika nareszcie stali się dziećmi.

Odcinek #17.

Monika obudziła się i zobaczyła, że Kamila już nie ma. Dzieci obudziły się i zaczęły marudzić mamie, żeby im zrobiła płatki. Monika zrobiła wszystkim śniadanie i postanowiła, że do centrum po łóżka pojedzie bez Kamila.. I zaraz po śniadaniu wybrała się z dzieciakami do centrum. Kupiła im łóżka i sprzedała to co im nie było już potrzebne. Wróciła do domu, a że dzieciaki dopiero od poniedziałku zaczną chodzić do szkoły zaprosiła do siebie Paulę z dzieckiem. Paulina skorzystała z zaproszenia i przyszła z Olą i jakimś malutkim pieskiem.
- No proszę. Co tu masz?
- A Tomek się uparł. Chciał żeby Ola miała jakiegoś towarzysza zabaw.
- Mamo! zobacz jaki on kochany. My też chcemy takiego. Mamo prosimy!
- Porozmawiamy o tym jak przyjdzie tata.
- Zanim tata przyjdzie będzie już za późno. Wtedy będziemy chcieli dwa takie pieski.
- Dzieci dajcie spokój. Powiedziałam Wam coś. Przecież dopiero kupiliśmy łóżka i jeszcze psa chcecie. Idźcie się pobawić z Olą.
- A z pieskiem?
- Wyraźnie chyba powiedziałam. Z Olą.
Dzieci wzięły malutką i poszły do swojego pokoju. Bawiły się, ale ciągle spoglądały dół i podziwiały pieska. W końcu Paulina poszła, a chwilę po niej przyszedł Kamil. Dzieci znowu zaczęły marudzić o pieska. Kamil w ogóle nie wiedział o co chodzi. Dzieci jednak nie dawały za wygraną i udało im się namówić tatę na malutkiego pieska. Znowu pojechali do centrum i dzieci wybrały śliczną maleńką suczkę. Bardzo się cieszyły. Monia zrobiła obiad. Wszyscy zjedli, a ona musiała niestety iść do pracy. Po obiedzie dzieci się bawiły, a Kamil oglądał TV. Nadeszła pora kolacji. Akurat wróciła Monika. Dzieci kłóciły się kto ma spać z pieskiem. Kamil powiedział, że piesek będzie miał swoje posłanko i osobiście mu je zrobił. Wszyscy po wyczerpującym dniu położyli się spać.


© Copyright 2005 - 2009 www.sims.fan.pl